Wody w Wiśle nie zabraknie

Polska wysycha! Pod względem zasobów wody jesteśmy prawie jak pustynny Egipt! Czy takie alarmistyczne doniesienia są prawdziwe i czy naprawdę powinniśmy się obawiać posuchy w kranach?

Od razu uspokajamy: żaden z rozważanych przez ekspertów scenariuszy wodnych nie jest dla nas katastroficzny. W najbliższych dekadach temperatury na obszarze Polski wzrosną najwyżej o 2,5–3°C, a ilość opadów praktycznie się nie zmieni. Ba! – możemy mieć nawet więcej wody niż dziś. – Biorąc pod uwagę bezwzględne zasoby wód powierzchniowych, faktycznie nie wypadamy najlepiej – mówi dr Tomasz Walczykiewicz z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Krakowie. – Na jednego mieszkańca przypada u nas rocznie ok. 1600 m3, podczas gdy w Europie średnio ok. 4500 m3. Mimo wszystko to jeszcze nie Egipt i z pewnością nie ma mowy o jakiejś katastrofie w zaopatrzeniu. Zgodnie z analizą przygotowaną dla Ministerstwa Środowiska co najmniej do roku 2030 nasz kraj nie będzie zagrożony niedostatkiem wody.

Podobnego zdania jest dr Piotr Herbich z Państwowego Instytutu Geologii w Warszawie: – Wody mamy pod dostatkiem i analizując dane zbierane od ponad 50 lat, trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której groziłyby nam braki w zaopatrzeniu – potwierdza. – Dziś pobieramy ledwie 17–18 proc. tego, co moglibyśmy pompować bez uszczerbku dla podziemnych zasobów i bez szkody dla środowiska, czyli ekosystemów, które też z niej korzystają. A trzeba pamiętać, że z podziemnych zbiorników czerpie nie tylko ludność, ale także przemysł. Wystarcza dla wszystkich chętnych. Choć zatem niedobory wody w dającej się przewidzieć przyszłości nam nie grożą, trzeba dbać, by to, co mamy, było dobrej jakości. A z tym są problemy. – Weźmy taki Kraków – wzdycha dr. Walczykiewicz. – Leży nad Wisłą, a zupełnie nie korzysta z jej zasobów. Krakowianie piją wodę z Raby, pompowaną z wybudowanego na potrzeby komunalne zbiornika w Dobczycach. To tańsze niż odsalanie i oczyszczanie wiślanego ścieku.

Ścieki to zresztą osobne zagadnienie. Z unijnymi wytycznymi w tej dziedzinie jesteśmy na bakier. Nasz kraj zobowiązał się, że do 2015 r. wybuduje lub zmodernizuje 1734 oczyszczalnie (dla wszystkich miast powyżej 2 tys. tzw. mieszkańców równoważnych) i położy 37 tys. km sieci kanalizacyjnej. Szacowany koszt tych inwestycji to ponad 42 mld zł, ale jeśli ich nie ukończymy, będziemy płacić wysokie kary. Tymczasem opóźnienia są znaczne, m.in. w rozbudowie oczyszczalni „Czajka” w Warszawie. Wstyd przyznać, ale to dziś jedyna europejska stolica, która swoje komunalne ścieki spuszcza wprost do rzeki.

Kolejnym problemem jest retencja, czyli zbieranie wody w okresach, gdy jest jej za dużo (sezon jesienno-zimowy), żeby wykorzystać wtedy, gdy z nieba spada jej zbyt mało. – Dziś możemy zmagazynować ledwie ok. 6 proc. rocznego odpływu – mówi dr Walczykiewicz – a to o wiele za mało. Zwłaszcza że oprócz zużycia przez ludzi musimy też uwzględniać zapotrzebowanie na wodę różnych ekosystemów – zastrzega hydrolog. Nie chodzi jednak o budowanie kolejnych ogromnych zbiorników o pojemności zasilanie rozchód Soliny. Dziś w Europie dąży się do ograniczania inwestycji wodnych tylko do tych koniecznych. Prostsze i przyjaźniejsze naturze byłyby małe, za to liczne zbiorniki retencyjne. Ot, zwykłe stawy, jakie kiedyś kopano we wsiach dla celów przeciwpożarowych. Wiosną gromadziłyby wody roztopowe, a latem służyły do nawadniania.

– Koszty takich inwestycji nie są wielkie, na przeszkodzie stoją głównie niechęć i niewiedza – wzdycha hydrolog. – Trzeba bardzo dużo rozmawiać z rolnikami i przekonywać ich, że taka inwestycja szybko się zwraca w postaci wyższych plonów. To oznacza zresztą powrót do pierwotnych założeń melioracyjnych w naszym kraju, których celem nie było wcale drenowanie, tylko obniżanie poziomu wody na łąkach wtedy, kiedy trzeba było zbierać siano. W okresie intensywnej wegetacji zastawki podnoszono, żeby zapewnić trawie dobre nawodnienie. Niestety, energii i środków wystarczyło na wybudowanie systemu rowów i zastawek, ale już nie na bieżącą konserwację.

Warto podkreślić, że nasze rolnictwo i leśnictwo razem pobierają niecałe 9 proc. z 12 mln m3, jakie zużywamy w gospodarce (ponad 70 proc. przypada na przemysł, a reszta na potrzeby ludności). Na większości areału prowadzi się tzw. „nawadnianie podsiąkowe”, co oznacza, że rośliny wykorzystują wodę, która podsiąknie z okolicznych zbiorników, rzek i strumieni, oraz wody opadowe. Tymczasem na Zachodzie przemysłowe systemy nawadniania zaopatrują nawet 80 proc. upraw. Wbrew pozorom, taka technologia pozwala zmniejszyć ogólne zużycie wody, i to bez uszczerbku dla plonów.

Na szczęście tak długo, jak będą padać deszcze, woda będzie wsiąkać w glebę, dzięki grawitacji docierać do warstw wodonośnych i tam się gromadzić. Będzie też powolutku odpływać do rzek i zasilać je, bo nie może bez końca zbierać się w skale; musi znaleźć sobie jakieś ujście. W naszej strefie klimatycznej opady są co prawda zmienne, ale wody podziemne mają zdolność magazynowania i wyrównywania w czasie ich wahań. W okresach, gdy pada mniej, można zatem czerpać więcej wody, niż jej wsiąka, wiedząc, że w miesiącach o wyższej niż przeciętna średniej opadów braki zostaną uzupełnione.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Video

    Milczące strumienie

    Milczące strumienie

    Joe Sartore, fotograf National Geographic opowiada o fotografowaniu tych zwierząt i roślin, które są tak bardzo zagrożone. Jeśli nie zrobimy czegoś teraz, znikną z powierzchni ziemi na zawsze.

  • Video

    Święte wody

    Święte wody

    Fotograf John Stanmeyer National Geographic opowiada o tym jak przygotowywał materiał zdjęciowy o aspektach wody, które mają związek z naszym duchowym pragnieniem.

  • Video

    Kanalizowanie Kaliforni

    Kanalizowanie Kaliforni

    Jak przekształcić pustynię w w jedno z największych miast świata – Los Angeles? Fotograf National Geographic Edward Burtynsky sfotografował konsekwencje zmian w gospodarce wodnej Kalifornii.

  • Video

    Brzemię pragnienia

    Brzemię pragnienia

    Autorka zdjęć opowiada o wodnych niewolnicach. Kobiety noszące wodę w Etiopii, Tanzanii i Kenii.

  • Video

    Wielkie roztopy

    Wielkie roztopy

    Niedobory wody w Indiach

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-07-26 08:33

    wspaniałe zdjęcie z lotu ptaka

Autor

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się