Zdjęcie: David Doubilet
Spędzają całe dekady w rzekach i jeziorach, po czym przemierzają oceany i potajemnie składają ikrę.
Jako dziecko częściej spotykałem węgorze w krzyżówkach albo przy grze w scrabble niż w dzikich ostępach w pobliżu mojego domu w Connecticut. Prawdę mówiąc, gdy zdarzało się nam łapać je przypadkiem podczas wędkowania z przyjaciółmi, wydawały się czymś obcym i dziwacznym (wąż to czy co?) do tego stopnia, że baliśmy się wyciągać haczyki z ich pyszczków.
Pewnego listopadowego dnia, jadąc drogą numer 17 przez Catskills w stanie Nowy Jork, postanowiłem podążyć za drogowskazem: „Przysmaki z Delaware, Wędzarnia”. Przejechawszy krętą drogą gruntową przez cienisty las, dotarłem do budy stojącej na wysokim brzegu nad wschodnią odnogą rzeki Delaware. Zza drzwi wędzarni wyskoczył mężczyzna ze spiczastą brodą i kucykiem. Nazywał się Ray Turner.
Co roku przy niskim stanie rzeki Turner odnawia kamienne ściany jazu w kształcie litery V, kierując wodę do drewnianego kosza, który ma chwytać ryby. Praca trwa prawie cztery miesiące. Turner przygotowuje się w ten sposób do przepływu węgorzy, który następuje podczas zaledwie dwóch nocy we wrześniu, około nowiu, kiedy osiągające dojrzałość ryby płyną w dół rzeki, w stronę oceanu. Ten przepływ często zbiega się z powodziami wywołanymi przez burze w sezonie huraganów. Niebo jest wtedy najczarniejsze, a poziom rzeki najwyższy. Jak zauważyła Rachel Carson, węgorz jest „miłośnikiem ciemności”.
Popłynęliśmy z Turnerem kajakiem w górę od jego domu, w stronę jazu. – Jest białas – powiedział, wskazując bielika amerykańskiego, który krążył nisko, nie spuszczając kosza z oka. Chciał dorwać jakąś rybę, nim zrobi to Turner.
Kiedy wrześniowy przepływ jest dobry, Turner może złapać i uwędzić do 2500 węgorzy, zarabiając ok. 20 tys. dolarów.

Indyjskie hulmany mogą być święte, pomocne, a nawet uprzykrz...

Niezbyt nadawali się na przywódców. Większość lepiej znała s...

Majestatyczne lasy Borneo znikają wśród dymu i trocin. Sławn...

Po katastrofie z 11 marca 2011 r. w japońskiej elektrowni a...

Tuż przed świtem w pobliżu portu w Honolulu zbiera się miniszczyt handlarzy owocami morza. Jakiś tuzin kupców wchodzi do magazynu United Fishing Agency. Dla ochrony przed zimnem bijącym z chłodni na hawajskie koszule narzucili puchowe kurtki. Wyciągają swoje telefony komórkowe, wystukują numery klientów z Tokio, Los Angeles, Honolulu – każdego miejsca, w którym jada się drogie ryby – i czekają.

Na rosyjski półwysep Kamczatka przybywają jedne z największych ławic łososi w basenie Pacyfiku, źródło pożywienia dla zwierząt i ludzi. Dziś te ryby potrzebują pomocy.
Blondynka znów w podróży - tym razem w Chinach!
Dzisiaj rozpoczyna się sprzedaż biletów i karnetów na wydarzenia odbywające się w ramach Brave Festival - festiwalu przeciw w...
Na przykładzie ponad 60 fotografii - pochodzących z zasobu warszawskich archiwów państwowych oraz zbiorów rodzinnych warszawi...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.