Marzenia młodych kobiet czasem się spełniają, czego przykładem jest Yang Jifang. Ta wysoka, piękna 22-latka z plemienia Naxi zdobyła dyplom Wschodniotybetańskiego Instytutu Kształcenia działającego w Shangri-La. Nauczyła się tam angielskiego i obsługi komputerów; dziś pracuje jako przewodniczka w biurze turystycznym wyspecjalizowanym w trekkingach. Dorobiła się mieszkania, co miesiąc jednak wraca do rodzinnej wioski, przywożąc pieniądze i lekarstwa dla rodziców.
Instytut kształcenia został założony w 2004 r. przez Bena Hillmana, profesora Australian National University, specjalisty do spraw rozwoju zachodnich Chin. Szkoła prowadzi 16-tygodniowe, w pełni refundowane intensywne kursy zawodowe, które pomagają uczniom z terenów wiejskich w zdobyciu umiejętności potrzebnych do pracy w miastach. Przyjezdni mają zapewniony internat oraz posiłki.
– Kultura nieustannie się zmienia – twierdzi Hillman, sugerując, bym nie patrzył na współczesne Shangri-La okiem romantyka. Siedzimy na starówce w kawiarni Raven, słuchamy Boba Dylana i pijemy piwo. Raven powstała na miejscu warsztatu szewskiego – w menu jest tybetańskie ciasto marchewkowe, a na ścianie wisi plakat z Johnem Coltrane’em. Właściciele pochodzą ze Seattle i Londynu, a lokal prowadzą zatrudnione przez nich Tybetanki.
– Rozwój gospodarczy może pomóc w ponownym rozbudzeniu zainteresowania tradycyjną kulturą, ale związana z tym komercjalizacja zawsze ją wypacza – mówi Hillman. – Nie sądzę, byśmy mogli oceniać to zjawisko, pomijając pewnego rodzaju elitaryzm polegający na tym, że bogaci szczęśliwcy, których stać na odwiedzanie odległych zakątków świata, chcą traktować je niczym kulturowe zoo. Hillman twierdzi, że prawdziwym wyzwaniem dla mniejszości zamieszkujących Shangri- La jest zdobycie umiejętności niezbędnych do przetrwania w nowoczesnym świecie. – To jest ludność rolniczo-pasterska, prowadząca samowystarczalne gospodarstwa, w których uprawia się jęczmień, hoduje jaki i świnie. Nie są to umiejętności przydatne współczesnym młodym ludziom.
Na pierwszym skrzyżowaniu na drodze prowadzącej z lotniska stoi wielka biała stupa, święta budowla, którą buddyści okrążają zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Jednak samochody skręcające na skrzyżowaniu muszą objeżdżać ją w przeciwnym kierunku. W związku z tym wracające do domu kobiety, zgięte pod ciężarem niesionej na plecach kukurydzy, oraz mężczyźni pędzący stada jaków, którzy okrążają stupę zgodnie z wielowiekową tradycją, wchodzą wprost pod koła autobusów wyładowanych turystami. Oczywiście, zdarzały się wypadki, ale wszystko to jakoś działa.

Indyjskie hulmany mogą być święte, pomocne, a nawet uprzykrz...

Niezbyt nadawali się na przywódców. Większość lepiej znała s...

Majestatyczne lasy Borneo znikają wśród dymu i trocin. Sławn...

Po katastrofie z 11 marca 2011 r. w japońskiej elektrowni a...

W czasach budowy budziła podziw swym rozmachem. Potem była ...


Martwy słoń, samiec, leży na boku, z prawą nogą podkurczoną ...

Życie namorzynów to życie na skraju – ta ziemno-wodna formac...
Blondynka znów w podróży - tym razem w Chinach!
Dzisiaj rozpoczyna się sprzedaż biletów i karnetów na wydarzenia odbywające się w ramach Brave Festival - festiwalu przeciw w...
Na przykładzie ponad 60 fotografii - pochodzących z zasobu warszawskich archiwów państwowych oraz zbiorów rodzinnych warszawi...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.