Większość imigrantów może pozostać w Casie jedynie przez trzy dni. Później – po paru nocach w czystej pościeli – wyruszają w dalszą podróż na północ. Jeszcze dwa lata temu oznaczało to odnalezienie kolejowej stacji przeładunkowej w Tapachula i ukrywanie się przed policją w oczekiwaniu na odjeżdżające pociągi towarowe. Pod koniec 2005 r. huragan Stan zniszczył jednak tory prowadzące do Tapachula, zmuszając imigrantów do podróżowania drogą prowadzącą do prowizorycznej stacji kolejowej w miasteczku Arriaga, gdzie obecnie mieści się końcowy przystanek pociągów.
Po całej Ameryce Środkowej krąży plotka, że imigranci podróżujący przez Tapachulę są narażeni na ryzyko spotkania agentów celnych. We wschodniej części Chiapas oraz w sąsiednim stanie Tabasco, również graniczącym
z Gwatemalą, gdzie też można przekroczyć granicę, działa niewielu celników, za to po zmroku całe połacie ziem przechodzą tam we władanie bandytów. Pewnego dnia urzędnicy odnaleźli drzewo „udekorowane” kobiecą bielizną – każde z ubrań było trofeum oznaczającym gwałt. Gdy zapytałam Rigoniego, czy planuje otworzyć kolejną Casa del Migrantes w Tabasco, zakonnik tylko potrząsnął głową. – Nie mamy tyle personelu. Mogę doradzać i pomagać, jednak ktoś musi powstrzymać wykorzystywanie
i przemoc. – Buldożer nadaje się do przeglądu.
Główna ulica miasteczka arriagi rozciąga się na długości czterech przecznic, przecinając tory kolejowe, które sprawiają wrażenie opuszczonych; idąc kilometr wzdłuż torowiska, dochodzimy do dwóch lokomotyw stojących
w chaszczach. Nagle Francisco Acaves wyjmuje
gwizdek i przykłada go do ust. Acaves jest inżynierem prowadzącym w Chiapas filię federalnej agencji ochraniającej imigrantów zwanej Grupo Beta. Ma ona zakaz sprawdzania dokumentów uciekinierom, nie może także donosić na nich policji i urzędowi imigracyjnemu.
– Grupo Beta! Agua! – woła Acaves, dmąc w gwizdek. W krzakach widać jakieś poruszenie. Po chwili, powoli prostując grzbiet, wyłania się z nich młody mężczyzna z włosami przewiązanymi opaską. Zza jego pleców wychyla się następny, później krzaki zaczynają falować i powstają coraz to nowi ludzie. Wkrótce naszą ciężarówkę otacza prawie sto osób.
– Ustawcie się w szeregu! – krzyczy Acaves.
– Przywiozłem wam wodę. Ktoś chce tuńczyka w puszce? Kogoś boli głowa?
Rozpoznałam kilka twarzy widzianych w Casa del Migrante: Fernando Somosę i Jose Ramosa – młodych Nikaraguańczyków, którzy twierdzili, że pojadą dokądkolwiek, gdzie są dolary. Zapytałam ich, co zrobią w sytuacji, gdy jakimś cudem ominą wzmocnione ostatnimi czasy punkty kontrolne i dostaną się do Stanów Zjednoczonych, gdzie z kolei mogą usłyszeć, że bez ważnych dokumentów nie znajdą żadnej pracy.
Somosa jedynie wzruszył ramionami, a Ramos odpowiedział: – Będę szukał dalej. Znajdę sobie jakąś pracę.
– Nie odpowiedziałeś na jej pytanie – wtrącił 56-letni mężczyzna przysłuchujący się naszej rozmowie. Wracał właśnie do Houston, gdzie mieszkał, nim wezwano go z powrotem do Hondurasu na pogrzeb matki. – Posłuchaj, możesz spodziewać się siedmiu dolarów za godzinę. Wydaje się, że to mnóstwo pieniędzy, ale zdajesz sobie sprawę, ile kosztuje wynajęcie mieszkania? Będziesz chciał znaleźć dziewczynę, będziesz chciał pójść do knajpy, kupić sobie piwo. Za co będziesz tam jadł?
Przez chwilę na twarzy Somosy maluje się niepewność. W Nikaragui zostawił samotną matkę i siedmioro rodzeństwa. – Jeśli jakieś drzwi będą przede mną zamknięte – oświadczył wreszcie z promiennym uśmiechem – spróbuję otworzyć następne. W końcu będę mieszkał w krainie cudów.
Ramos niecierpliwie rozprostował nogi.
– W krainie złudzeń – stwierdził. – Najpierw cię przyjmą, a potem wyrzucą. Słowa wypowiedziane łagodnym głosem po hiszpańsku brzmiały niczym poezja: El pais de las ilusiones: Te reciben, y te rechazan.

Mieszkańcy Bangladeszu mogą nas wiele nauczyć, jak przeludni...

Rzeki dzikie i malownicze jak przed wiekami. Bez bulwarów, m...

Linie przesyłowe stały się największym problemem systemów en...

O świcie ostatnie kosmyki szarej mgły wiły się na tle różowi...

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...

Wschodnie Wybrzeże to początek Ameryki. Tutaj powstały pierw...

Rzeki amazońskie są kręte i wiją się przez dżunglę jak leniw...
Blondynka znów w podróży - tym razem w Chinach!
Dzisiaj rozpoczyna się sprzedaż biletów i karnetów na wydarzenia odbywające się w ramach Brave Festival - festiwalu przeciw w...
Na przykładzie ponad 60 fotografii - pochodzących z zasobu warszawskich archiwów państwowych oraz zbiorów rodzinnych warszawi...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.