W drodze do krainy cudów

20 kwiecień 2009
W drodze do krainy cudówZdjęcia Alex Webb

Na emigrantów podążających na północ – do USA – pierwsze niebezpieczeństwa czekają na południowej granicy Meksyku.

Próbując dotrzeć z Gwatemali do Meksyku, Jessenia i Armando López przeprawili się przez rzekę Suchiate na wynajętej tratwie z bali.

 Chociaż Jessenia była przekonana, że niosąc bagaż w zwyczajnej reklamówce i zakładając buty na platformie, będzie uchodzić za miejscową kobietę, przewoźnik momentalnie rozpoznał w nich nielegalnych imigrantów 
i dziesięciokrotnie zawyżył opłatę za przejazd. Od czasu gdy opuścili Nikaraguę, każdego dnia starała się dbać o czystość i robić pranie, bo – jak sama przypominała mężowi – złodzieje i urzędnicy w Meksyku rozpoznają imigrantów nie tylko po bagażach, kapeluszach i brudnych trampkach, ale także po zapachu, jaki wydzielają ich niemyte ciała. Każdego ranka nakładała więc makijaż i skrapiała się perfumami, a uszy ozdabiała kolczykami. Modlitwa, pranie i dbałość o wygląd to rytuały, które pomagały jej odnaleźć odrobinę spokoju.
Gdy wysiedli na meksykańskim brzegu rzeki, Armando zdjął z tratwy używany rower, który kupili w Gwatemali, później zaś oboje przyglądali się znudzonemu żołnierzowi grzebiącemu w torbie Jessenii w poszukiwaniu, jak twierdził, broni lub narkotyków. Po przekazaniu 10-dolarowej łapówki państwo López wsiedli na rower i skierowali się na północ.
Co roku setki tysięcy mieszkańców Ameryki Środkowej (400 235, jak twierdzi dość dziwny w swej dokładności raport Meksykańskiego Urzędu Imigracyjnego) przekraczają nielegalnie południową granicę Meksyku, wijącą się na długości 1 200 km pośród puszczy, rzek i wulkanicznych zboczy. Nikt tak naprawdę nie wie, ilu z nich zmierza do USA, uznaje się jednak, że co roku dotyczy to 150 tys. imigrantów.
Zanim państwo López opuścili Managuę, do ich uszu dotarła wskazówka często powtarzana w najuboższych rejonach Ameryki Środkowej: kierując się na północ, szukajcie padre Flora Marii Rigoniego, który mieszka 32 km od granicy w miasteczku Tapachula, bo pierwszą przeszkodą na waszej drodze nie będzie granica USA, tylko Meksyku. To tam zaczynają się problemy – bandyci, przemytnicy narkotyków, umundurowani łapówkarze, policja i agenci celni, którzy wyłapują nielegalnych imigrantów, kierują ich do obozów, a potem deportują. Obóz emigracyjny w Tapachula został niedawno przebudowany, by pomieścić 960 osób i zapewnić ich błyskawiczną odprawę.
Przez wiele godzin państwo López jechali w 32-stopniowym upale. Jessenia przebyła całą drogę, stojąc na drążkach przymocowanych do tylnego koła i trzymając się ramion Armanda, z reklamówką zawieszoną w zgięciu łokcia. Skręcając z dróg w boczne ścieżki, omijali punkty kontrolne. Szczęście im sprzyjało. Nikt ich nie sterroryzował maczetami, strzelbami czy domowej roboty pistoletami z plastikowych rurek nabitych prochem; nikt nie pobił Armanda i nie zawlókł Jessenii w krzaki; nikt nie nakazał im się rozbierać i nie przeszukiwał ubrań oraz otworów ciała w poszukiwaniu pieniędzy. Żaden z mijanych po drodze taksówkarzy nie doniósł na nich władzom ani bandytom.
Późnym popołudniem Armando dojechał na skraj Tapachula, minął zarośniętą plantację bananów i zatrzymał się przed czerwonymi bramami Casa del Migrante, gdzie zostali przywitani przez padre Rigoniego.
Flor Maria Rigoni, 64-letni, żylasty włoski ksiądz, włada sześcioma językami, ma szeroką srebrzystą brodę, sypia na materacu rzuconym na ziemię, a za paskiem sutanny nosi spory drewniany krzyż, wystający niczym rewolwer. Casa del Migrante to zmontowane pospiesznie centrum informacyjne oraz tranzytowe, a także świątynia. Ojciec Rigoni przybył do Meksyku ponad 20 lat temu, gdy zakończył działalność wśród włoskich emigrantów w Niemczech.
– Dla mnie emigracja to zjawisko, w którym możemy doświadczyć prawdziwego Boga z Biblii – Boga Abrahama, Exodusu, wielkiej podróży – oświadczył po hiszpańsku ojciec Rigoni, gdy pewnego dnia siedzieliśmy na werandzie, gdzie przyjmował emigrantów szukających porady lub błogosławieństwa. Przy wejściu do jadalni stoi posąg przedstawia-
jący Jana Chrzciciela Scalabriniego, XIX-wiecznego włoskiego biskupa, założyciela zakonu, do którego należy Rigoni. Misją duszpasterską scalabrinianów jest opieka nad emigrantami; ich placówki działają w 24 krajach, z czego cztery są na terenie Meksyku. Jedna stoi w Tecúm Umán na brzegu Suchiate, zaś kolejna znajduje się po gwatemalskiej stronie przeprawy przez rzekę. Trzy meksykańskie Casas del Migrantes – w Tijuanie, Juárez i Tapachuli – zbudował Rigoni.

Pewnego wieczoru, uciekając przed panującym w środku gorącem, na chodniku przed Casą rozsiadła się ponadtrzydziestoosobowa grupa emigrantów. Słychać było pianie koguta i ściszone rozmowy, w powietrzu unosił się dym papierosów kupowanych po 15 centów za sztukę od ulicznego sprzedawcy. Kilka osób zgromadziło się wokół automatu telefonicznego, próbując w świetle latarki odczytać spisane na skrawkach papieru numery kierunkowe do Houston, Atlanty, Pittsburgha i Chicago.

  • Kategoria:
  • Tagi:
  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

Ostatnio czytali

  • maciek29
  • tami
  • Monika_
  • wieszwal

Czytali także

Aktualności

  • Makulatura dla zwierząt

    Fundacja Viva! w porozumieniu z firmą Baj-Pros Eko informują, że rozpoczynają akcję „makulatura dla zwierząt”. Dzięki niej bę...

  • Ptolemais zaginione miasto w Libii

    Pod patronatem National Geographic Polska ukazał się album fotograficzny: "Ptolemais zaginione miasto w Libii". Publikacja je...

  • Polskie dni w Andorze 26.03-03.04.2012

    Andora to jedno z najmniejszych państw na świecie znajdujące się w Pirenejach zaledwie 200 km od Barcelony na pograniczu Fran...

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się