Na emigrantów podążających na północ – do USA – pierwsze niebezpieczeństwa czekają na południowej granicy Meksyku.
Próbując dotrzeć z Gwatemali do Meksyku, Jessenia i Armando López przeprawili się przez rzekę Suchiate na wynajętej tratwie z bali.
Chociaż Jessenia była przekonana, że niosąc bagaż w zwyczajnej reklamówce i zakładając buty na platformie, będzie uchodzić za miejscową kobietę, przewoźnik momentalnie rozpoznał w nich nielegalnych imigrantów
i dziesięciokrotnie zawyżył opłatę za przejazd. Od czasu gdy opuścili Nikaraguę, każdego dnia starała się dbać o czystość i robić pranie, bo – jak sama przypominała mężowi – złodzieje i urzędnicy w Meksyku rozpoznają imigrantów nie tylko po bagażach, kapeluszach i brudnych trampkach, ale także po zapachu, jaki wydzielają ich niemyte ciała. Każdego ranka nakładała więc makijaż i skrapiała się perfumami, a uszy ozdabiała kolczykami. Modlitwa, pranie i dbałość o wygląd to rytuały, które pomagały jej odnaleźć odrobinę spokoju.
Gdy wysiedli na meksykańskim brzegu rzeki, Armando zdjął z tratwy używany rower, który kupili w Gwatemali, później zaś oboje przyglądali się znudzonemu żołnierzowi grzebiącemu w torbie Jessenii w poszukiwaniu, jak twierdził, broni lub narkotyków. Po przekazaniu 10-dolarowej łapówki państwo López wsiedli na rower i skierowali się na północ.
Co roku setki tysięcy mieszkańców Ameryki Środkowej (400 235, jak twierdzi dość dziwny w swej dokładności raport Meksykańskiego Urzędu Imigracyjnego) przekraczają nielegalnie południową granicę Meksyku, wijącą się na długości 1 200 km pośród puszczy, rzek i wulkanicznych zboczy. Nikt tak naprawdę nie wie, ilu z nich zmierza do USA, uznaje się jednak, że co roku dotyczy to 150 tys. imigrantów.
Zanim państwo López opuścili Managuę, do ich uszu dotarła wskazówka często powtarzana w najuboższych rejonach Ameryki Środkowej: kierując się na północ, szukajcie padre Flora Marii Rigoniego, który mieszka 32 km od granicy w miasteczku Tapachula, bo pierwszą przeszkodą na waszej drodze nie będzie granica USA, tylko Meksyku. To tam zaczynają się problemy – bandyci, przemytnicy narkotyków, umundurowani łapówkarze, policja i agenci celni, którzy wyłapują nielegalnych imigrantów, kierują ich do obozów, a potem deportują. Obóz emigracyjny w Tapachula został niedawno przebudowany, by pomieścić 960 osób i zapewnić ich błyskawiczną odprawę.
Przez wiele godzin państwo López jechali w 32-stopniowym upale. Jessenia przebyła całą drogę, stojąc na drążkach przymocowanych do tylnego koła i trzymając się ramion Armanda, z reklamówką zawieszoną w zgięciu łokcia. Skręcając z dróg w boczne ścieżki, omijali punkty kontrolne. Szczęście im sprzyjało. Nikt ich nie sterroryzował maczetami, strzelbami czy domowej roboty pistoletami z plastikowych rurek nabitych prochem; nikt nie pobił Armanda i nie zawlókł Jessenii w krzaki; nikt nie nakazał im się rozbierać i nie przeszukiwał ubrań oraz otworów ciała w poszukiwaniu pieniędzy. Żaden z mijanych po drodze taksówkarzy nie doniósł na nich władzom ani bandytom.
Późnym popołudniem Armando dojechał na skraj Tapachula, minął zarośniętą plantację bananów i zatrzymał się przed czerwonymi bramami Casa del Migrante, gdzie zostali przywitani przez padre Rigoniego.
Flor Maria Rigoni, 64-letni, żylasty włoski ksiądz, włada sześcioma językami, ma szeroką srebrzystą brodę, sypia na materacu rzuconym na ziemię, a za paskiem sutanny nosi spory drewniany krzyż, wystający niczym rewolwer. Casa del Migrante to zmontowane pospiesznie centrum informacyjne oraz tranzytowe, a także świątynia. Ojciec Rigoni przybył do Meksyku ponad 20 lat temu, gdy zakończył działalność wśród włoskich emigrantów w Niemczech.
– Dla mnie emigracja to zjawisko, w którym możemy doświadczyć prawdziwego Boga z Biblii – Boga Abrahama, Exodusu, wielkiej podróży – oświadczył po hiszpańsku ojciec Rigoni, gdy pewnego dnia siedzieliśmy na werandzie, gdzie przyjmował emigrantów szukających porady lub błogosławieństwa. Przy wejściu do jadalni stoi posąg przedstawia-
jący Jana Chrzciciela Scalabriniego, XIX-wiecznego włoskiego biskupa, założyciela zakonu, do którego należy Rigoni. Misją duszpasterską scalabrinianów jest opieka nad emigrantami; ich placówki działają w 24 krajach, z czego cztery są na terenie Meksyku. Jedna stoi w Tecúm Umán na brzegu Suchiate, zaś kolejna znajduje się po gwatemalskiej stronie przeprawy przez rzekę. Trzy meksykańskie Casas del Migrantes – w Tijuanie, Juárez i Tapachuli – zbudował Rigoni.
Pewnego wieczoru, uciekając przed panującym w środku gorącem, na chodniku przed Casą rozsiadła się ponadtrzydziestoosobowa grupa emigrantów. Słychać było pianie koguta i ściszone rozmowy, w powietrzu unosił się dym papierosów kupowanych po 15 centów za sztukę od ulicznego sprzedawcy. Kilka osób zgromadziło się wokół automatu telefonicznego, próbując w świetle latarki odczytać spisane na skrawkach papieru numery kierunkowe do Houston, Atlanty, Pittsburgha i Chicago.

Mieszkańcy Bangladeszu mogą nas wiele nauczyć, jak przeludni...

Rzeki dzikie i malownicze jak przed wiekami. Bez bulwarów, m...

Linie przesyłowe stały się największym problemem systemów en...

O świcie ostatnie kosmyki szarej mgły wiły się na tle różowi...

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...

Wschodnie Wybrzeże to początek Ameryki. Tutaj powstały pierw...

Rzeki amazońskie są kręte i wiją się przez dżunglę jak leniw...
Fundacja Viva! w porozumieniu z firmą Baj-Pros Eko informują, że rozpoczynają akcję „makulatura dla zwierząt”. Dzięki niej bę...
Pod patronatem National Geographic Polska ukazał się album fotograficzny: "Ptolemais zaginione miasto w Libii". Publikacja je...
Andora to jedno z najmniejszych państw na świecie znajdujące się w Pirenejach zaledwie 200 km od Barcelony na pograniczu Fran...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.