Tony Halik w Mato Grosso.

4 kwiecień 2009


Wieczór kawalerski Karajá – czyż nie jest wyrazem szczerości i mądrości? Nim młodzieniec zwiąże się z dziewczyną, która go wybrała, a tym samym zmieni swoje życie na zawsze, wojownicy uświadamiają mu piękno i dramat takiego wyboru. Nie będzie już spędzał czasu z kolegami, a i wrota kariery zatrzasną się przed nim na zawsze. Jego ciała nie będą nawiedzać duchy selwy, co jest przywilejem naj-odważniejszych, bo nie będzie już mógł dawać wyrazu swojej odwagi. Od tej chwili – pisze Halik w książce Z kamerą i strzelbą przez Mato Grosso – miłość i codzienne obowiązki odbiorą siły jego duszy i ciału. Jutro już nie będzie go wśród dumnych i godnych wojowników... ale ma jeszcze czas, by przemyśleć swoją decyzję... W chacie żony zazna miłości, słodyczy zupy z manioku, zakosztuje radości płynącej z pieszczoty główki swego dziecka, ale troski zachmurzą jego oblicze... Gdy pozna cierpienie żony 
w godzinie porodu, ból i niepokój wycisną strumienie łez... Gdy usłyszy skargę skrzywdzonego dziecka albo gdy któreś z nich zachoruje, może nawet umrze, jego serce będzie pękało z bólu.
Dla miłości trzeba się wyrzec wolności: przygody w selwie, rzeki adrenaliny, nawet kontaktów z duchami. Zapomnieć o męskich eskapadach i pojedynkach z niebezpieczeństwami. Nie można być młodzieńcem, wojownikiem i głową rodziny jednocześnie. Ale młody chłopak ma wybór. Zanim podejmie decyzję, dziewczyna Karajá zaprasza go do chaty swoich rodziców. Ci udają, że niczego nie widzą, nie słyszą. Młodzieniec ma prawo gościć w ich chacie przez trzy noce. Jeśli dziewczyna uzna, że te noce potwierdzają słuszność jej wyboru, wysyła chłopakowi matę. Jeśli tego nie zrobi, obydwoje mogą swoich połówek szukać dalej. Nikt też nie ściga jego ani jej nie wytyka palcami, jeśli po tym krótkim okresie narzeczeństwa pojawi się dziecko. U Karajá od wieków rodzą się tylko dzieci. Nigdy bękarty.
Dorosłości dzieci uczą się jak wszędzie – bawiąc się zabawkami. Karajá lepią gliniane laleczki, którymi wszystko tłumaczą. Lalki zastępują nawet przykre słowa, które zraniłyby adresata, a i nadawcy nie przyniosłyby radości. Dlatego jeśli ktoś skłamał, lepiej podarować mu laleczkę okrytą czerwoną farbą kłamstwa. Po co się kłócić? Wymownie milcząca laleczka daje czas na opanowanie emocji.
Dziś Indianie lepią lalki większe i bardziej kolorowe. Takie mają lepsze wzięcie niż skromne figurki pomalowane czarnym i czerwonym barwnikiem. Turyści, zanim odpłyną z rezerwatu na wyspie Bananal (11,6 tys. km² terenu w ramionach rzeki Araguaia), kupują je w chatce-butiku. Wybierają też ozdoby z piór, maty i koszyki plecione z traw. Dziś Indianie żyją 
z białych. Turyści, zamiast jak Tony Halik kupować pirogę, wynajmują łódź z przewodnikiem, a łowienie ryb i wieczór z tańcami dostają w pakiecie z wizytą w rezerwacie Araguaia.

Pielęgnowanie własnej kultury, powrót do źródeł, studia nad tradycjami, językiem przodków stały się dla nich źródłem utrzymania, alternatywą dla ich naturalnego źródła życia, selwy. Jeszcze niedawno firmy farmaceutyczne ochoczo odwiedzały szamanów, a zioła i rośliny tropikalne – jako dobro wspólne świata – były masowo wywożone. Dziś Indianie mają świadomość ogromnej wartości wiedzy zdobywanej przez nich w dżungli przez tysiące lat. Wystawiają już rachunki za tradycyjne receptury i zebrane przez siebie rośliny. Chronią swe dziedzictwo, przekazują obyczaje następnym pokoleniom. Zapewniają własnej kulturze przetrwanie, a sobie dotacje od międzynarodowych organizacji. Wiele zawdzięczają ekologom, którzy wraz z Indianami Ameryki Północnej uświadomili światu wartość indiańskiej kultury, a samym Indianom pokazali, jak się z niej utrzymać.
Jako jedni z pierwszych własnych praw w legalny i zorganizowany sposób zaczęli się domagać w latach 80. Xavanté. Halikowie odwiedzili ich podczas podróży przez Mato Grosso, ale wtedy jeszcze grupa ta miała opinię ludu niebezpiecznego. To przyciągnęło do nich podróżników. Mit o ich agresywności szybko jednak upadł. Xavanté byli po prostu najliczniejszą na tych terenach grupą i półnomadyczny tryb życia, do jakiego byli zmuszeni, przemieszczając się za zwierzyną, prowadził do potyczek z innymi plemionami. Napadali też na białych, którzy odpowiadali masakrami. Nie dawali się przekupić darami zrzucanymi z samolotów, które układali w stosy i palili.
Wiedzieli, czego chcą. Ich przedstawiciele, ubrani w trampki i szorty, z ciałami wymalowanymi znakami plemiennymi przemierzali nowe szlaki – korytarze sądów i budynków rządowych. Składali kolejne teczki z opracowanymi przez prawników papierami dokumentującymi własność ich ziemi. Nie zawsze wygrywali, ale pokazali, że trzeba się z nimi liczyć. Dziś, razem z innymi grupami Indian z Mato Grosso i sąsiednich stanów, protestują przeciw budowie tam na rzekach, które według rządowych planów mają tworzyć hidrovia – wodną sieć komunikacji. Tyle że przyniosą katastrofę tutejszemu i tak już nadwerężonemu ekosystemowi. Interesy wielkich korporacji wymagają jednak ofiar. A Amazonia jest ciągle bardzo ofiarna. Stąd pochodzą nie tylko egzotyczne drewno, złoto i szlachetne kamienie. Tu powstają hamburgery i olej sojowy dla połowy świata. Ogromne uprawy soi pożarły lasy, ziemię, teraz żywią się pestycydami.
Archaicznie już brzmią wspomnienia Halika z Mato Grosso: Tam, gdzie nie było nawet soli i popiołem doprawiałem jedzenie, czułem się najbardziej szczęśliwy. Tak szczęśliwych miejsc już nie ma, ale Indianie ciągle walczą z coraz mniej szczęśliwym i coraz bardziej chorym, i to nie tylko od soli, światem. Walczą od 500 lat – o siebie i Ziemię jednocześnie.
Przyjaciele Halika z selwy nad Araguaią w tej walce polegli i dziś, widząc tutejsze pola uprawne, Tony Halik zdumiony zapytałby pewnie: czy ja tu byłem? 


  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2012-02-20 20:59

    Polecam...miłego wieczoru...pocdrawiam

  • Do moderacji
    2010-11-20 11:10

    Bardzo się wzruszyłem tym artykułem to co zobaczył i opisał Tony Halik to jak opis ostatniej wieczerzy i za jakiś czas to będzie jedyny dowód obecności innych.

  • Do moderacji
    2010-01-22 14:39

    Dobrze jest pamiętać, że to właśnie biały człowiek torując zbyt "szeroką" drogę przez selvę wprowadził cywilizację do prostych chałup tubylców. Nie powinniśmy mieć więc "żalu" do dzikich plemion- dlatego, że starają się w pewnej mierze gonić za cywilizacją- albowiem jak to zauważyła Elżbieta Dzikowska Halik, znana podróżniczka i żona Tonego Halika, nikt z nas z pewnością nie chciałby żyć bez udogodnień XXI wieku tylko po to aby biali mogli opowiadać w towarzystwie jak to byli wśród dzikich ludów. Moim zdaniem dalej powinniśmy być niezrażonymi "awanturnikami", lecz mądrzejszymi i nie powinniśmy ingerować w życie ludów Amazonii.

  • Do moderacji
    2009-11-22 15:11

    Artykuł dał mi na prawdę do myślenia. Od marca do lipca będę przemierzał regiony Mato Grosso, Pará, część Amazonas, postaram się opisać jaka jest obecna sytuacja lokalnych plemion indiańskich oraz afrykańskich (quilombolów). Niestety regiony te są coraz bardziej niebezpieczne ze względu na nasilający się konflikt społeczności indiańskich i społeczności pracujących przy wycince drewna lub wydobywaniu minerałów.

Autor

  • Zuzanna Pol

    Zuzanna Pol

    Współpracuje z nami od kilku lat, pisze reportaże również dla innych tytułów, a na stałe związana jest z Agencją Reutersa.

Ostatnio czytali

  • tami
  • adamuss
  • magdalini
  • amoric
  • Bananna
  • pierzgal
  • maccarrena
  • nafisss
  • SkyCaptain
  • AnBis
  • oxygenius
  • sabciam
  • BabciaB
  • AdamFan
  • mradek
  • Dagus
  • ilonka1106
  • petro4
  • monika p
  • alejka
  • Antonio
  • Tengel2

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się