Zuluska dziewica jest jak trzcina – gibka, zdrowa i czysta. Dlatego to im bogowie powierzyli ważną misję – tańcem muszą odtworzyć chwilę, w której wyłonił się świat
Raz do roku do pałacu eNyokeni w uLundi (RPA) zjeżdżają młode Zuluski, aby przed królem Zulusów Goodwillem Zwelethini kaBhekuzulu odtańczyć Taniec Trzcin. Kobiety czarują go swymi jędrnymi piersiami, ponętnymi brzuchami, zgrabnymi nogami i śnieżnobiałym uśmiechem. Najważniejszy jest jednak sam taniec: jeśli się spodoba władcy, ten odmieni dziewczynie życie. Koniec z wioską. Koniec z codziennym chodzeniem za bydłem, ze sprzątaniem glinianej podłogi, z noszeniem wody w starym, żółtym kanistrze. Jeśli tylko dziewczyna dobrze zatańczy, zostanie królową. Królową Zulusów.
Jak mówi prastary mit, na początku była trzcina, która wyrosła na bagnie Uthlanga. To z niej wyszedł bóg Unkulunkulu i stworzył pierwszych ludzi. Podarował im świat, ogień, życie i śmierć. W sierpniu właśnie to wydarzenie odtwarzają przed obliczem króla zuluskie tancerki – dziewice. Bo tancerka, jak pierwsza trzcina, która nie poznała jeszcze zapładniającego wiatru, musi być dziewicą. Ich czystość na długo przed podróżą sprawdziły i potwierdziły swym autorytetem starsze kobiety z wiosek. Dopiero z takim „certyfikatem” dziewczęta mogły przystąpić do nauki kroków i śpiewu. Wtedy też wysłuchały mitu o Unkulunkulu, który wyjaśnia, dlaczego młode Zuluski rankiem, w dniu urodzin Goodwilla Zwelethini kaBhekuzulu, składają przed nim naręcza trzcin, a potem idą tańczyć na placu.
Naszą białą, terenową toyotę pokrył czerwony pył drogi. Samochód wyglądał tak, jakby się pocił krwią. Przez zakurzoną szybę patrzyłem na nagie dziewczyny pluskające się w wodzie między trzcinami. Na brzegu kilka z nich przewiązywało biodra koralikami lub okręcało się kolorowymi chustami z portretem Jego Wysokości. Wszystkie wyglądały jak gwiazdy z rozkładówek magazynów dla dużych chłopców. Bałem się wyjść z samochodu. Tego dnia do uLundi przyjechało 16 tys. zuluskich piękności. Nie wiedziałem, czy moje stare, zmęczone serce zniesie widok 32 tys. nagich piersi, pośladków, rąk i podrygujących w tańcu nóg. Jednak wyszedłem. Wtedy doznałem olśnienia – to nieprawda, że mężczyzna najpierw patrzy kobiecie w oczy. Jego wzrok w pierwszej chwili ląduje na jej piersiach! Dalej spogląda na biodra i szyję ozdobioną plecionkami z koralików, które można przeczytać jak książkę albo list miłosny. Trójkąt skierowany szczytem do góry oznacza pannę, do dołu – kawalera, trzy wierzchołki to rodzina. Każdy z kolorów ma zawsze dwa znaczenia – pozytywne i negatywne. Prawidłowa interpretacja zależy od układu pozostałych paciorków. Czarny symbolizuje małżeństwo lub zło, ból i rozczarowanie, zielony to dom, wioska, ale też smutek. Koraliki noszone w formie pasków czyta się od początku do końca, a przyszyte do prostokątnych kawałków skóry – od brzegów do środka. „Jesteś jak owad przeskakujący z krzaka na krzak, musisz wybrać – ja czy one?” – „przeczytano” mi opaskę jednej z dziewczyn. Z daleka bębny wzywały kolejne tancerki. Idąc za ich dźwiękiem, dziewczyny jak ciemnobrązowa rzeka wlewały się na plac tańca. Tam, pod namiotem na przenośnym tronie siedział król. Na nogach miał sandały z Baty, tors okrywała mu skóra lwa, a w ręku trzymał tarczę i iklwa, krótką dzidę o szerokim ostrzu. Za plecami siedziało kilka jego żon i niektóre z blisko trzydzieściorga dzieci. Król wybijał dłonią rytm, żony gadały, dzieci bardzo się nudziły, podczas gdy nagie dziewczęta, pogrupowane w wioski, tańczyły. Godzinami. Starsze, ubrane w kolorowe spódniczki, niczym liderki podawały rytm. Podobno Taniec Trzcin był niegdyś wojskową musztrą. Wprowadzona przez króla Chakę, miała wzmocnić siłę nóg wojowników, by bez trudu łamały karki wroga i ścigały go nawet przez kilka dni. Nużące swoją powtarzalnością ruchy i monotonne bicie w bębny wprowadziły mnie w trans. Kształty i rysy przewijających się przez plac kolejnych setek dziewcząt zaczęły mi się zlewać w jedną archetypową zuluską kobietę. Nie byłem już w stanie ich od siebie odróżnić.
O zachodzie słońca zapadła cisza. Z placu schodziły ostatnie tancerki. Pokonane. Niestety, w tym roku 60-letni Good-will Zwelethini kaBhekuzulu nie wybrał sobie nowej żony. – Wystarczy mi sześć, które mam – powiedział, kierując się do wyjścia. Po chwili jeden z jego sekretarzy wyjawił mi wielki sekret: – Król chciałby się po prostu zakochać. Jak każdy normalny mężczyzna.
Samochody monarchy i jego świty powoli przebijały się przez tłum. Po chwili orszak zatrzymał się przed wielkim namiotem. Zaczęła się urodzinowa uczta dla wybranych. Król zasiadł przy długim stole na podwyższeniu, a ja wraz z innymi gośćmi przy okrągłych stolikach. Obok mnie ulokowała się piękna Zuluska. Nie mogłem oderwać od niej oczu, kiedy kroiła kawałki żółtego melona i srebrnym widelcem brała je do ust. Kolorowy turban skrywał jej czarne włosy. Miała duże ciemne oczy. Szata z batiku układała się na jej ciele jak zmęczony legwan na gałęzi. Nagle zrozumiałem, że ubrana kobieta może być bardziej rozebrana niż 16 tys. nagich dziewic.

Czy wakacje w artystycznym centrum Włoch, wśród wytwornych f...

„Mauritius został stworzony, zanim powstał Raj, i posłużył j...


Wysoki dźwig, długa lina i jeden mały krok wyzwalają ogromne...

Tradycja przede wszystkim. To stara zasada, którą w RPA pielęgnuje prezydent Jacob Zuma. Ten południowoafrykański przywódca, liczący 67 lat i posiadający dziewiętnaścioro dzieci, ponownie stanął na ślubnym kobiercu, choć dwie spośród jego czterech żon wciąż żyją i mają się dobrze.

Najbardziej nieoczywisty kraj Afryki. Biali szukają rady u czarnych wróżek, Zulusi kopiują swoje ludowe stroje z hollywoodzkich filmów, a mięso antylop popija się przednim lokalnym burgundem. Zostawcie stereotypy w domu. I ruszajcie do Republiki Południowej Afryki. Właśnie zakończyła się wielka rozgrzewka przed mundialem.

Informacje dla pragnących obejrzeć taniec z trzcinami
Gość
Podróżnik, dziennikarz, terapeuta, specjalista od kreowania wizerunku, autor książek i filmów. Objechał cały świat, ale najbardziej lubi Indonezję, Birmę, Rosję i Stany Zjednoczone.
W połowie września młodzi adepci himalaizmu i sportów wysokogórskich wezmą udział w zawodach biegowych The Elbrus Race....
Zapowiada się największa plenerowa impreza podróżnicza w Polsce. Od 3 do 5 września 2010 r. największą górską twierdzę Europy...
Ponad 130 projektów graficznych rywalizowało od 31 maja do 31 lipca br. w konkursie Panasonic 3D Challenge. Wyniki konkursu s...
Pod koniec wyprawy, podczas której nie było miejsca na luksusy, pozwoliłam sobie zaszaleć i zamiast przeżywać katusze w trakcie trwającej wieczność...
Czasami dzieje się tak, że podczas wyprawy, którą uważasz za najciekawszą przygodę, jaka mogła ci się przytrafić, nagle wyskakuje coś, dla czego...
Cena: 49.99 zł
Cena: 29.90 zł
Cena: 59.00 zł
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.