SAMOCHODEM UDAŁO MI SIĘ TYM RAZEM DOJECHAĆ PRAWIE DO HISZORTOBU – następnego kiszłaku za Margebem. Kilometr przed wsią drogę zagrodził niewielki, ale żwawy spychacz, który oczyszczał przejazd po zimowych i wiosennych lawinach. W ciągu tygodnia cały odcinek miał zostać doprowadzony do jakiego takiego porządku.

Jeden z robotników zapytał, dokąd idę. Nie miałem żadnych planów. Powiedziałem, że chcę się dostać do pierwszej wsi, gdzie mówią po jagnobsku.

– Zatrzymaj się u mnie! – zaprosił nie najgor-szym rosyjskim.

Okazało się, że tutaj każdy mężczyzna zna w języku Puszkina przynajmniej kilka słów. – Mieszkam w pierwszym kiszłaku, nazywa się Machtamain. Mój dom jest zaraz za mostem, drugi od dołu. A skąd jesteś? – spytał.

– Z Polski.
– „Cześć, jak się masz, dobrze, kochanie, daj zapałki” – wyrecytował. – Więcej nie pamiętam.

– Skąd znasz tyle polskich słów?

– Służyłem w Legnicy. Powiedz synowi, to ci pokaże album ze zdjęciami.

PRZEDE MNĄ BYŁO 20 KM MARSZU,  ale raczej średnio forsownego. Z mapy wynikało, że w Machtamainie rozpoczynała się środkowa, najgęściej zaludniona i czysto jagnobska część doliny. Kiszłak dosłownie leży tam na kiszłaku. Tymczasem mogłem podziwiać przyrodę. Dolina Jagnobu wciśnięta jest między dwa łańcuchy: Góry Zarafszańskie i Góry Hisarskie należące do masywu Hisaro-Ałaju. Byłem na wysokości 2300 m i cały czas szedłem pod górę. Towarzyszyły mi nawoływania świstaków.

Do Machtamainu dotarłem przed zmrokiem. W ostatnich promieniach słońca zobaczyłem upchane na zboczu kamienne domy i tarasowe poletka. W wiosce był prąd – wytwarzały go ręcznej roboty minielektrownie zbudowane ze starych wirników i kiełzające moc górskich potoków. Nie byłem tam jedynym gościem – w tym samym domu zatrzymał się Dżamaleddin, naczelnik wioski Kirionte, ostatniej w dolinie.

Szedł do Margebu (prawie 60 km). Na osiołku to jeden dzień, ale pieszo, bez noclegu nie da rady.

– Jesteśmy u siebie, to najważniejsze – powiedział, gdy spytałem, jak się tu żyje. – Hodujemy barany i krowy, sadzimy marchew, ziemniaki, pszenicę, groch. Że nie ma lekarza? U nas ludzie nie chorują! Ot, jakiś ból głowy, przeziębienie, czasem od roboty bolą plecy. A jak coś poważniejszego, to i lekarz nie pomoże. Wy macie lekarzy, a wasi ludzie też umierają. Wszystko w rękach Boga.

Następnego dnia syn gospodarza pokazał mi polską pocztówkę. Myślałem, że to od kolegi z wojska, ale nie. Zostawił ją pan Piotr, turysta z Wrocławia. Kontakty jagnobsko-polskie okazały się bardziej ożywione, niż się to mogło wydawać. Dzień spędziłem na włóczędze po okolicy. Smutny widok: na wpół rozwalone domostwa, porośnięte trawą kamienne meczety, zapadające się cmentarzyki. We wsi Waginzoj zastałem tylko parę staruszków, w Szowicie – nikogo. W Dumzoj mieszkał jeden człowiek: 69-letni Abdużobor. Do doliny wrócił kilka miesięcy wcześniej. W Zafarobodzie zostawił 20 ha dobrej ziemi, ale starość wolał spędzić w rodzinnej wsi. „Ogarniał” domostwo, miał nadzieję w następnym roku ściągnąć do siebie rodzinę. Zaprosił mnie do izby, w której oprócz legowiska nie miał nic, nawet półek. Gdy zrobiłem mu zdjęcie, wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy: – To i ja ci zrobię!

Musiałem mieć głupią minę, więc pospieszył z wyjaśnieniem: – Jak będę w mieście, zgram sobie na płytkę.

W MARGEBIE CZEKAŁA MNIE NIESPODZIANKA. Szochnazar zorganizował dla mnie pokaz ubijania masła: w maselnicę wetknięty był bijak wprawiany w obrotowy ruch dynamicznymi pociągnięciami zawiniętego wokół niego paska. Zajmowały się tym kobiety. Masło robiły na potrzeby rodziny.

Pomyślałem, że taka scena mogłaby przyciągnąć turystów. W kiszłaku był już zresztą niewielki hotel, zatrzymywały się w nim ekipy włoskich językoznawców i archeologów badających język jagnobski i okoliczne rysunki naskalne (poznałem tych uczonych w 2008 r.). W dolinie pojawiali się Japończycy, Francuzi, Rosjanie. W lipcu 2011 r. odbyły się tu nawet wspinaczkowe mistrzostwa Wspólnoty Niepodległych Państw. Niewykluczone, że za 5–10 lat dolina Jagnobu stanie się kolejnym miejscem skolonizowanym przez światowe biura podróży.

Być może tym tekstem też przykładam do tego rękę. Sam nie wiem, czy to dobrze, czy źle.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2012-05-06 22:56

    nawet za milion dolców tam nie jadę.

Autor

Aktualności

  • Brave Festival 2014 w 10 odsłonach!

    10. edycja Brave Festival i 10 „odważnych” momentów uchwyconych na fotografiach. Zobacz, jak zapamiętamy ,,Święte ciało” - t...

  • Pamięci bohaterów

    Spór o sens Powstania Warszawskiego trwa od lat. Pewne jedno, że ta data porusza każdego. Nie tylko tu nad Wisłą, równie ważn...

  • Najpiękniejsze leśne zakątki w Polsce

    Oto cztery miejsca, które otrzymały najwięcej głosów w konkursie "Najpiękniejsze leśne zakątki w Polsce" zorganizowanym przez...

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowali�my dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się