Sukcesja św. Piotra

11 luty 2013



VI
Aleksander VI – diabeł na tronie Piotra


Przemożny wpływ na kształtowanie się urzędu biskupa  Rzymu miały też osoby mierne, których grzechy na wieki zaciążyły na wizerunku papiestwa. Pierwszym etapem upadku była trwająca ponad pół wieku niewola awiniońska, kiedy papieże w obawie o własne bezpieczeństwo musieli opuścić Rzym.

Symbolem degrengolady moralnej stały się rządy rozpustnych papieży renesansu, zwłaszcza Aleksandra VI Borgii, ojca licznych nieślubnych dzieci, łapówkarza, organizującego orgie z prostytutkami i kupczącego urzędami kościelnymi. Po jego śmierci w Watykanie rozeszła się pogłoska, że był on opętany przez diabła, o czym miały świadczyć pośmiertne zmiany zaobserwowane przy jego trumnie. Twarz zmieniła barwę na kolor owoców morwy lub najciemniejszej tkaniny i pokryta była niebiesko-czarnymi plamami. Nos był opuchnięty, usta wydęły się w tym miejscu, gdzie język zgiął się wpół, a wargi wydawały się to wszystko wypełniać. Wygląd twarzy był znacznie bardziej przerażający niż wszystko, co do tej pory widziano. (…) Cieśle przygotowali trumnę nazbyt wąską i krótką, położyli więc mitrę papieża u jego boku, a jego samego zawinęli w stary dywan i wciskali do trumny na siłę pięściami – zapisał Johann Burchard, papieski mistrz ceremonii. Współcześni historycy niezwykłe zjawiska przypisują nie tyle szatanowi, ile działaniu trucizny, którą podano znienawidzonemu papieżowi.

W takich okolicznościach pojawienie się reformacji było już tylko kwestią czasu, trudno się też dziwić, że Marcin Luter czy Jan Kalwin z biskupów Rzymu uczynili swoich największych wrogów.

VII
Pius IX – dogmatyk nieomylny


Od czasu reformacji Kościół zaczął być traktowany jako instytucja wsteczna, walcząca z postępem i nowoczesnością. W awangardzie tej walki szli papieże. Dało się to odczuć zwłaszcza w czasie najdłuższego w dziejach papiestwa pontyfikatu Piusa IX (1846–1878). Co ciekawe, on sam pochodził z postępowej arystokratycznej rodziny, o której mawiano, że w jej domu „nawet  koty są liberalne”. Jako papież szybko się jednak z liberalizmu wyleczył. We Włoszech trwał właśnie proces jednoczenia kraju pod hasłami liberalno-rewolucyjnymi, co oznaczało ograniczenie wpływów  państwa kościelnego. Kiedy w 1870 r. wojska włoskiego króla Wiktora Emmanuela zajęły Rzym, oznaczało to koniec istniejącej przez ponad tysiąc lat papieskiej monarchii. W encyklice Ubi nos papież nazwał likwidację podległego sobie terytorium świętokradztwem, ogłosił się więźniem Watykanu i zaprzestał sprawowania uroczystych ceremonii w bazylice św. Piotra. Msze papieskie przywrócił jego następca  Leon XIII (1878–1903), ale przez dziesiątki lat papieże konsekwentnie nie opuszczali wzgórz watykańskich.

Stopniową utratę wpływów politycznych kierowanej przez siebie instytucji Pius IX rekompensował wzmacnianiem wpływów w sferze duchowej. W 1854 r. ogłosił dogmat o niepokalanym poczęciu Maryi, do dziś nieuznawany ani przez prawosławie, ani przez protestantyzm. – Najważniejszą sprawą nie jest sam dogmat, lecz sposób, w jaki został ogłoszony – komentował szambelan papieski George Talbot. Przez wieki bowiem trwał w Kościele spór, czy papież musi zatwierdzać uchwalone przez sobór dogmaty, czy nie. Pius posunął się jednak o krok dalej – ogłosił dogmat jedynie mocą papieskiej decyzji. W Kościele zawrzało, dlatego w 1870 r. na Soborze Watykańskim I ogłoszono kontrowersyjny dogmat o nieomylności papieża. W jego myśl papież jednoosobowo może ogłaszać prawdy wiary, bez oglądania się na kogokolwiek. Opór części hierarchów przyniósł zastrzeżenie, że papieska nieomylność dotyczy tylko nauczania obejmującego wiarę i moralność, dokonywanego uroczyście, ex cathedra. Nie zmieniło to faktu, że w sferze symbolicznej jeszcze nigdy papiestwo nie miało takich kompetencji duchowych. Podczas głosowania nad dogmatem nad Watykanem rozpętała się ogromna burza. Przeciwnicy odczytali to jako gniew Niebios. – Nie zapominajcie o górze Synaj i Dekalogu – odpowiedział  im kard. Henry Manning, architekt nowej regulacji, przypominając, że gdy Mojżesz odbierał kamienne tablice, Bóg też zesłał burzę. W jego ustach nieomylność papieska była równoznaczna z dziesięciorgiem przykazań! Jak się okazało, w sferze praktycznej kontrowersyjny dogmat niewiele znaczył – w ciągu 140 lat od ogłoszenia znalazł zastosowanie tylko raz, w 1950 r., kiedy Pius XII ogłosił naukę o wniebowzięciu Maryi.

VIII
Pius X – katolicki McCarthy

W wiek XX Kościół wchodził więc bardziej scentralizowany niż kiedykolwiek przedtem. Do papieskiej nieomylności Pius X (1903–1914) dorzucił praktykę, że za nominacjami biskupimi na całym świecie stoi biskup Rzymu. Sam przeglądał wszystkie akta kandydatów – nie zdarzało się to żadnemu poprzednikowi w historii. Wprowadził też przepis, że każdy biskup raz na pięć lat musi zameldować się w Watykanie, osobiście składając papieżowi relację z własnej pracy duszpasterskiej. Za jego czasów w Kościele doszło do prawdziwej czystki osób, na których padł choć cień podejrzeń o nieprawomyślność. Powołano nawet tajemną Sodalicję św. Piusa V, której członkowie wyszukiwali i osądzali nieprawomyślnych teologów. – Otwierano i fotografowano prywatne listy, profesorowie teologii donosili na studentów, oskarżając ich o herezję na podstawie wygłoszonych na zajęciach referatów – zwraca uwagę prof. Eamon Duffy z Uniwersytetu w Cambridge. Atmosfera była bliższa makkartyzmowi niż ewangelii. Autorytarny sposób zarządzania wzrastał z pontyfikatu na pontyfikat. – Nie potrzebuję współpracowników, tylko ludzi, którzy będą wykonywać moje polecenia – oznajmił tuż po wyborze Pius XI. W 1929 r. w wyniku traktatu z Benito Mussolinim stał się zresztą władcą świeckim, uzyskując władzę nad suwerennym, istniejącym do dziś państewkiem watykańskim. W końcu tak mocno uwierzył w swą nieomylność, że zabierał głos w niemal każdej sprawie – plam na Słońcu, osiągnięć medycyny, a tuż przed śmiercią podobno przygotowywał przemówienie do uczestników kongresu gazowniczego.
 
IX
Jan XXIII – papież bez korony


Próbą odwrócenia tendencji do poszerzania władzy biskupa Rzymu był rewolucyjny pod niemal każdym względem pontyfikat Jana XXIII (1958–1963). Papież ten zwołał  Sobór Watykański II – pierwszy w historii Kościoła niepotępiający żadnej herezji. Już samo zaproszenie do Watykanu ponad 3 tys. biskupów z całego świata stanowiło szok dla potężniejącej z roku  na rok Kurii Rzymskiej. Rodziło się pytanie, po co papieżowi sobór, skoro już prawie sto lat temu proklamowano jego nieomylność. Jednoosobowo mógł on przecież ogłosić wszystko, co chciał. Jego następca Paweł VI (1963–1978) zrobił rzecz z punktu widzenia  władzy papieskiej jeszcze bardziej rewolucyjną – stworzył organ doradczy zwany synodem biskupów. Znaczną część jego członków mianował nie papież, ale lokalne episkopaty całego świata, dokonując wyboru swoich przedstawicieli. W dodatku po tradycyjnej koronacji papieską tiarą Paweł VI zrezygnował z jej noszenia (już jego poprzednika, ze względu na bezpośredniość i skromność, nazywano „papieżem bez korony”). Potrójną koronę zlicytowano na aukcji zorganizowanej w Stanach Zjednoczonych, a uzyskany z niej  dochód zasilił kościelne akcje charytatywne. Od tej pory  żaden jego następca nie nałożył już tej oznaki władzy monarszej, zadowalając się jedynie przyjęciem paliusza – symbolu władzy kapłańskiej papieża.
 
X
Jan Paweł II – herezja „wojtylianizmu”?


Jeśli wziąć pod uwagę styl pontyfikatu, ćwierćwiecze rządów  Jana Pawła II (1978–2005) było kontynuacją drogi obranej przez papieży odnowy soborowej. Ale pod względem sposobu sprawowania władzy stanowił on całkowite odwrócenie zapoczątkowanej przez poprzedników tendencji. Wojtyła, nauczony doświadczeniem prześladowanego Kościoła w Polsce, postanowił ponownie scentralizować Kościół. Zdyscyplinował katolickie uniwersytety, doprowadzając do usunięcia z nich nieprawomyślnych teologów. Jeszcze nigdy żaden papież nie zdobył tak masowej popularności jak on – przez co dla wielu stał się ikoną nie tylko katolicyzmu, ale i chrześcijaństwa. Nie wszędzie wywołuje to entuzjazm taki jak w Polsce. Już po śmierci papieża emerytowany prymas  Belgii kard. Godfried Danneels stwierdził na przykład, że w czasach Jana Pawła II Kościół przypominał wielką firmę dbającą o udziały  w rynku. – Nie ma sensu być wielkim kaznodzieją, jeśli uwaga świata ma się skupić wyłącznie na kaznodziei – powiedział półtora roku temu w wywiadzie dla włoskiego miesięcznika 30 Giorni, równocześnie sprzeciwiając się przyspieszonej beatyfikacji polskiego papieża. 

Takich głosów było więcej (watykaniści ukuli nawet termin „wojtylianizm” – jako synonim przesadnego kultu Wojtyły), nic dziwnego, że jeszcze rok temu spekulowano, że Benedykt XVI opóźni wyniesienie na ołtarze swojego poprzednika. Pod koniec 2010 r. Stolica Apostolska ogłosiła jednak, że 1 maja papież Wojtyła, po najkrótszym procesie beatyfikacyjnym w historii Kościoła, zostanie ogłoszony błogosławionym. Benedykt XVI co najmniej pięciokrotnie nazwał swego poprzednika Wielkim tak zresztą sam (pierwszy raz w homilii pogrzebowej). Decyzja o beatyfikacji zbiegła się w czasie z początkiem papieskiej wizytacji w Kościele Irlandii w związku ze skandalem pedofilii, który został ujawniony tam w ostatnich latach. Kościół potrzebuje popularnego błogosławionego, który pokaże  światu, że w Kościele – obok występku – jest też miejsce na świętość. Trumna Wojtyły, przeniesiona w dniu beatyfikacji z podziemi do honorowego ołtarza w bazylice, ma odbudowywać autorytet instytucji. Czy tak się stanie? Prof. Mikołejko ma wątpliwości. – Wprowadzanie  do kultu papieża elementów zmysłowych, niemal magicznych,  jakim jest kult relikwii, ma przemówić do wiernych, którym bliska jest religijność ludowa. Ale to, co się sprawdzało w średniowieczu, niekoniecznie działa na wyobraźnię człowieka XXI w. – zauważa.  Życie uczy, że Watykan sobie z tym poradzi. W mocy pozostają przecież słowa św. Bernarda z Clairvaux skierowane do papieża Eugeniusza III: Kto nie zechce Ciebie słuchać – niech go porazi głos samego Boga! Czyż jakikolwiek inny przywódca może pomarzyć o skuteczniejszym umocowaniu swojej władzy?

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Rzym w 48 godzin

    Rzym w 48 godzin

    Za każdym razem, kiedy zanurzam się w uliczki Rzymu, który, wydaje mi się, że znam tak dobrze i przebiegam trasy opisane w przewodnikach, odkrywam jakąś nową historię, legendę albo bajkę...

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2013-02-24 22:36

    Do Cwirek92: Nie byłbym zdziwiony, gdyby skarbiec (konta bankowe) okazał się pusty.

  • Do moderacji
    2013-02-22 21:35

    Bardzo na czasie.

  • Do moderacji
    2013-02-22 19:56

    Czytałem to swego czasu w papierze, z przyjemnością dziś powtórzyłem z ekranu. Dziękuję za interesujący przegląd.

  • Do moderacji
    2011-09-05 15:25

    Niewiarygodne, ale Watykan wykorzystuje bogobojność ludzi do zdobywania pieniędzy i władzy, ciekawe jakie fortuny skrywa jego skarbiec?

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowali�my dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się