W 1987 r. po raz pierwszy wyruszył w polarną trasę statek Oceania. Na jego pokładzie obok Polaków pracują Norwegowie, Niemcy, Anglicy i Amerykanie. To typowe dla nowoczesnych badań polarnych, które tworzą dziś wielkie międzynarodowe zespoły, powiązanie pomiarów i obserwacji prowadzonych przez fizyków, chemików, biologów i geologów – równoczesne badania morza, atmosfery i lodowców.
50-lecie polskiej stacji badawczej na Spitsbergenie zbiegło się z IV Międzynarodowym Rokiem Polarnym. Z tej okazji na lata 2007–2008 planowana jest współpraca kilkudziesięciu państw (w tym tak mało „polarnych”, jak Chiny, Indie, Brazylia czy Korea), żeby na obu obszarach podbiegunowych podjąć gruntowne badania najważniejszych globalnych problemów naukowych, takich jak zmiana klimatu i związane z nią zmiany funkcjonowania wielkich ekosystemów morskich i polarnych. Tak naprawdę od kilkuset tysięcy lat cały ocean światowy jest lodowatym morzem – przecież poniżej około 500 m woda ma stałą temperaturę około +2OC. Tę jednolitą zimną warstwę wód zawdzięczamy obszarom polarnym. To tu wciąż powstają i stąd rozpływają się na cały glob chłodne wody przydenne.
Badanie tego zjawiska prowadzi się również z pokładu Oceanii. Statek kursuje w stosunkowo niewielkim obszarze morskim pomiędzy Grenlandią, Islandią i Spitsbergenem, gdzie można kontrolować proces wymiany ciepła między Arktyką i Atlantykiem – zarówno odpływ zimnych przydennych wód na południe, jak i napływ ciepłego Prądu Północnoatlantyckiego. Temu morskiemu prądowi północna Europa zawdzięcza nadwyżkę prawie 10OC średniej temperatury rocznej (bez niej koło Gdańska białe niedźwiedzie spacerowałyby po zamarzniętym Bałtyku). Wyniki badań Oceanii wykazały, że rok 2005 był rekordowo ciepły w Arktyce, a ilość ciepła przenoszonego z Prądem Zachodniospitsbergeńskim do Arktyki – kilkakrotnie wyższa od wieloletniej średniej. Globalne ocieplenie jest tu boleśnie realne. Czasu na poznanie północnego ekosystemu pozostało więc naprawdę niewiele.

Jeszcze w XVIII w. w wodach wokół Spitsbergenu pływało ponad 20 tys. sztuk wali grenlandzkich. Potem, w ciągu kilkudziesięciu lat, połączone floty wielorybników doprowadziły do niemal całkowitego wytępienia tego gatunku po wschodniej stronie Atlantyku. Pozostała jeszcze populacja pomiędzy Kanadą i Grenlandią oraz w pacyficznym sektorze Arktyki – u wybrzeży Alaski. Dziś w okolicach Spitsbergenu co kilka lat widuje się już tylko pojedyncze osobniki. Przypuszczalnie przetrwała tu szczątkowa grupa kilku lub kilkudziesięciu wali grenlandzkich. Wytępienie wielorybów doprowadziło do nieprzewidzianych zmian w polarnym ekosystemie. Gdy zabrakło planktonożernych olbrzymów, na potęgę mogły się rozwijać małe wodne skorupiaki. Z nadwyżki skorzystały ryby (a zatem to wielorybnikom zawdzięczają Norwegowie bogactwo arktycznych łowisk) i ptaki morskie. Ich wielu-settysięczne kolonie stały się jedną z największych atrakcji turystycznych Spitsbergenu. Ale z powodu globalnego ocieplenia mogą one wkrótce pójść w ślady wali grenlandzkich.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2011-12-04 13:35

    Łazienki królewskie ww Warszawie bardziej podobają mi się.

  • Do moderacji
    2010-02-19 08:20

    ciekawy artykulik, pozdrawiam

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2009-05-20 12:45

    prof. Węsławski zna się na rzeczyi potrafi zarówno ciekawie pisać jak i opowiadać o wyprawach Oceanii.

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2009-05-12 10:57

    Dobrze się czyta. Ciekawy tekst.

Autor

Ostatnio czytali

  • maciek29
  • artur
  • maciek
  • busiek
  • nataliess
  • placek12
  • JacekR
  • majena_84
  • Bog_danek
  • Kiki
  • pannaka
  • monika p

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się