- Czyżby zdjęcia zaowocowały nowymi znajomościami?
- Zawarłem bardzo wiele nowych znajomości a nawet przyjaźni. Ci ludzie, czując, że staram się, by nie była to fotografia powierzchowna, przysłowiowe pięć minut, które się poświęca człowiekowi wyłącznie po to, by stał się on przedmiotem fotografii, ale że spędza się wiele godzin po to, aby stał się on podmiotem tych zdjęć, odwzajemniają się niesamowitą życzliwością i pogodą ducha. Nikt niczego mi nie odmówił. Byłem w stanie obserwować ich pracę przez wiele godzin i tam, na dole, w tych kopalniach, siedziałem tak długo, jak trwała szychta. A oni byli zadziwieni, gdyż oczywiście bywali tam wcześniej i inni fotografowie czy nawet telewizja, ale po piętnastu minutach wszyscy uznawali, że nakręcili, co chcieli i wyjeżdżali na górę. Natomiast ja przy nich trwałem. Dzięki temu też ta fotografia wydaje się bardziej zbliżona do tego, co tam na dole można faktycznie zaobserwować. A jest to po prostu rodzaj Hadesu. To jedne z najgorszych warunków, w jakich człowiek w ogóle może funkcjonować, a co dopiero pracować.
- Jacy są ci ludzie?
- Kopalnie to miejsca bardzo niebezpieczne i w związku z tym wśród pracujących tam ludzi wytwarza się unikalna atmosfera braterstwa i całkowitego zaufania. Nie ma oszustwa, nie ma udawania. Każdy wie, że jak wykona coś nierzetelnie, to może narazić nie tylko swoje zdrowie i życie, ale też swych kolegów. Dlatego starają się robić wszystko jak należy. Nie ma leserów, bo ci są eliminowani natychmiast. Każdy pracuje uczciwie. Czuje się prawdziwą męską solidarność i przyjaźń. To samo zresztą dotyczy wszystkich innych zakładów na Śląsku, w których byłem. Wiele z nich poddanych jest ogromnej presji ekonomicznej, więc ludzie żyją w poczuciu wielkiego zagrożenia. Szkoda, bo będą musieli odejść wspaniali fachowcy, którzy kształcili się przez wiele lat, mają fantastyczne doświadczenie, a tego nie da się zastąpić nawet najnowszą technologią. Są rzeczy, które wciąż powinny być robione nie z plastiku, tylko z metalu i nie jakąś tam tandetną technologią, tylko ludzkimi rękoma. Jest coraz mniej i mniej takich miejsc pracy i z tego też względu materiał ten wydaje mi się taki cenny.
- Jak wygląda ich życie prywatne? Czy kobiety pełnią w nim ważną rolę?
-Pozycja kobiety na Śląsku jest niesłychanie mocna i bardzo interesująca. To one tak naprawdę rządzą i decydują o tym, czy górnik lub hutnik idzie na strajk, czy też nie. To one się między sobą dogadują. Kiedy ci faceci ciężko pracują na dole i wychodzą potwornie zmęczeni, wiele rzeczy już im po prostu do głowy nie przychodzi. Kobiety więc obserwują to, co się wokół nich dzieje, sprawdzają te kwity, które oni przynoszą, z tymi liczbami, które one zapisują. A więc to one wiedzą, czy ich mężczyźni dostali tyle, ile powinni dostać. Jeśli się coś nie zgadza, to się ze sobą skrzykują i decydują, czy należy reagować. Na Śląsku panuje tradycja wspólnoty. Na wewnętrznych podwórkach tych „familoków” wiele rzeczy robi się razem. Jak jakieś dziecko wymaga opieki, bo rodzice poszli do pracy, to zajmują się nim sąsiedzi i u nich zjada obiad. Klucze są pod wycieraczką, albo w rękach sąsiadki. To już w innych rejonach Polski nie zdarza się. Taka solidarność, wynikająca z przykrych zaszłości, kiedy to mówiono o Ślązakach, że nie Polacy i zdrajcy. To bzdura, ale też powód, że czują oni swoją odrębność. W tym też należy upatrywać pewną wartość pozytywną. Dzięki temu zachowali do dziś własny język, tradycje i obyczaje, oraz poczucie pewnej odmienności.
Ślązacy to „ludzie pragmatyczne, lubiące pracować” i niezależnie, czy rozmawia się z profesorem uniwersytetu, czy z górnikiem dołowym, to po 5 minutach każdy z nich będzie mówił o tym, jak ważna jest praca w ich życiu. Ważna jest też religia, w taki przejmująco uczciwy i głęboki sposób. Po prostu odnoszą się do zdrowych, mądrych i sprawdzonych wartości.
- A kuchnia śląska? Przypadła Panu do gustu?
- Uwielbiam ich jedzenie: kluski śląskie i wołowe rolady. W hotelu, w którym mieszkałem przez wiele miesięcy, kucharz tylko raz mi zaproponował, żebym zjadł jakąś rybę, ale na tym się skończyło. Ilekroć się pojawiałem w restauracji hotelowej, to po pięciu minutach na stół wjeżdżała rolada, kluchy, kapusta modra i piwo Tyskie. I tak było od marca do września. Czułem się doskonale i nie znudziło mi się to jedzenie.
- Czy poleca Pan na Śląsku jakieś atrakcje turystyczne?
- Bardzo mi się ta część Polski podoba i żałuję, że odkryłem ją tak późno. Mają tam coś, czego nie ma właściwie nikt inny w Europie - architekturę postindustrialną. Wizyty w tych miejscach, które już przestały funkcjonować, są naprawdę metafizycznym doświadczeniem. Jest też np. taka mała kolejka wąskotorowa, która jeździ przez te wszystkie połączone ze sobą miasta. Właściwie trudno oddzielić Katowice od Zabrza czy Gliwic. To wszystko jest jedną wielką arterią, więc nawet podróż taką kolejką jest dość intrygującym doświadczeniem.
Największa fabryka piwa jest właśnie na Śląsku. Można tam wziąć udział w wycieczce nocnej, co zresztą gorąco polecam. Jest to też fantastyczny kierunek na wakacje. W dzielnicach takich jak Nikiszowiec pod Katowicami bez przerwy odbywają się jakieś festyny, festiwale. Namawiam, aby pojechać i zobaczyć, jak wygląda na Śląsku np. Boże Ciało. Jest to zupełnie innego rodzaju doświadczenie. A stroje, w jakich występują mieszkańcy tego rejonu Polski są wręcz porażającej urody.
- Kiedy więc wraca Pan na Śląsk?
- Na Barbórkę i jest to jeden z powodów, dla których moja książka nie może być jeszcze gotowa - nie ma w niej tego najważniejszego święta górników. Będę próbował spędzić ten ważny moment na dole i zjechać do kopalni w czasie Barbórki. W tym roku będzie to szczególne święto, bo było tak wiele tragicznych wypadków.
Wcześniej jednak przygotuję wystawę, którą powiększę dzięki życzliwości warszawskiej filii Epson Europe, wykorzystując ich bardzo zaawansowaną technologię druku archiwalnego Digigraphy, z nadzieją, że pokazana w wielu polskich miastach przyciągnie uwagę zarówno fotografów jak i też zaprzyjaźnionych ze Śląskiem ludzi.
Rozmawiała: Agnieszka Budo
Podziękowania dla Nikon Polska oraz Epson Europe za pomoc w zrealizowaniu fotoreportażu "Cześć pracy", który ukazał się w październikowym numerze magazynu National Geographic Polska

Indyjskie hulmany mogą być święte, pomocne, a nawet uprzykrz...

Niezbyt nadawali się na przywódców. Większość lepiej znała s...

Majestatyczne lasy Borneo znikają wśród dymu i trocin. Sławn...

Po katastrofie z 11 marca 2011 r. w japońskiej elektrowni a...

Już 28 października br. National Geographic Polska oraz empik Junior zapraszają na spotkanie z niezwykłymi gośćmi - Martyną Wojciechowską, redaktor naczelną National Geographic Polska i Tomaszem Tomaszewskim, fotografem, konsultantem generalnym polskiej edycji magazynu.

Tomasz Tomaszewski, fotograf National Geographic opowiada o pracy nad fotoreportażem o górnikach ze śląskich kopalni.
Problem w tym, że czasopismo o turystyce i geografii jakim jest NG nie zauważa i jego fotoreporter, że niektóre zdjęcia nie są ze Śląska tylko z Zagłębia Dąbrowskiego, które Śląskiem nie jest a ma tylko problem bycia razem ze Śląskie w województwie śląskim. Szkoda, że branżowe i naukowe pismo tego nie odróżnia.
Rewelacja
Urodziłem się i mieszkałem na Śląsku, dlatego taak ucieszył mnie artykuł
Pomimo zaprezentowania Śląska w kolorowej fotografii projekt Pana Tomaszewskiego nadal przedstawia ten region w stereotypowym świetle. Osobiście bardzo lubię tego typu zdjęcia i uważam je za naprawdę dobrą robotę. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, iż w ostatnich latach region przeszedł ogromną metamorfozę. Niestety wiąże się z tym faktem także niszczenie niezwykle cennego dziedzictwa przemysłowego, które w wielu przypadkach jest niespotykane na skalę europejską. Warto rejestrować industrialny krajobraz największej polskiej metropolii bowiem niszczejące unikatowe XIX i XX wieczne kopalnie, huty i fabryki odchodzą do lamusa. Zapraszam na moją stronę internetową ( www.marszal.go.pl ), która także zawiera zdjęcia śląsko – zagłębiowskich miast przedstawionych w technice B&W, która moim zdaniem najlepiej przedstawia duszę tego regionu.
Mieszkam na Śląsku od 1979 roku. Kiedy mówię rodzinie albo znajomym, że kocham to miejsce bardzo, pukaja się w czoło i mówią, że to niemożliwe, żeby takie miejsce mogło się podobać. "Takie" czyli brudne, śmierdzące, czarne... A to nie jest prawda. Śląsk jest miejscem naprawdę pięknym. jest miejscem pełnym kolorów, świateł i cieni. Pamiętam, jak jedna z moich bliskich znajomych osób powiedziała z zaskoczeniem: "Śląsk jest zielony, a nie czarny. Nie wiedziałam, że tu jest tyle zieleni, tyle drzew, że tak pięknie...". A tu JEST pięknie, miejsca są magiczne, ludzie są wspaniali. Ale też jest prawdą, że Śląsk NIE JEST dla leserów - nie dla leni, wałkoni, obiboków. Nie ma tu już samych Ślązaków, przyjechali ludzie z innych regionów, wymieszało się wszystko... Ale jednak ciągle jeszcze mocno istnieje tu etos pracy - coś wyjątkowego, czego nie znalazłam i nie odczułam, jak dotąd, nigdzie indziej tak mocno, jak na Śląsku właśnie.
A mnie żal niektórych starych kopalń, fabryk, które popadają w ruinę, niektórych pięknych budynków. Nikt tam nie zrobi loftów, bo to nie ten poziom zamożności, jak w zagłębiu Ruhry, nie ma chyba szansy na to, by zamienić je na biura, powierzchnie użytkowe, dlatego popadają w ruinę. Pochodzę ze Śląska, ale połowę życia spędziłem w Warszawie, dlatego może i mnie czasem urzeka, jak pięknie tu jest, chociaż nietypowo, bo to nie góry, morze czy jeziora. Warto też wspomnieć o historii innych części Górnego Śląska, trochę dalej od kopalń i hut, tych dzisiejszych. Bardzo ciekawy jest Powiat Tarnogórski. To tutaj chyba zaczęła się historia górnictwa i hutnictwa na Śląsku. Nie wiem, czy wiecie, ale dawno temu osiedlili się na Śląsku przybysze z Irlandii, stąd do dzisiaj w jednej z miejscowości (nie pamiętam dokładnie której, bodajże w Radzionkowie) kwitną elementy gwary rodem z wysp :) Osiedlali się tu Czesi, Słowacy, Polacy, Niemcy - taki tygiel narodów. Pierwsza "stolica" regionu to były Tarnowskie Góry, potem urzędy przeniesiono do Bytomia. Nawiasem mówiąc Bytom jest starszy od Berlina. Gdzieś czytałem, że to pierwsze miasto w Europie, w którym uruchomiono gazowe oświetlenie ulic, potem elektryczne, to tutaj po raz pierwszy w Europie pojechał elektryczny tramwaj (podobno). Szkoda tylko, że nie ma już starego ratusza, który rozpadł się w wyniku szkód górniczych. Byłem zaskoczony, jak pięknie odnowiono jeden z większych placów - śliczne miasto z ciekawą, chociaż mocno przez PRL zaniedbaną architekturą. W Tarnowskich Górach jest kopalnia zabytkowa rud cynku, ołowiu i srebra, gdzie można przepłynąć pod ziemią Sztolnią Czarnego Pstrąga z parku w Reptach Śląskich aż pod rynek w Tarnowskich Górach. tutaj kwitło hutnictwo. W pobliskim Świerklańcu, w pięknym parku, są pozostałości dawnej siedziby rodu księcia von Donnersmarck, największego posiadacza ziemskiego na Górnym Śląsku. Ciekawostka - to stąd pochodzi brama Zoo w Chorzowie i (podobno) lwy przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie ;) Niestety ani pałac nazywany Małym Wersalem, nad malowniczym stawem, ani średniowieczny zamek ze zwodzonym mostem nad fosą nie ostały się po wojnie, ale są rzeźby Fremieta wokół pałacowej fontanny, zabytkowy kościółek, Dom Kawalera (http://www.gornyslask.net.pl/park_swierklaniec.htm). W sąsiednim Nakle Śląskim do dzisiaj stoi bajkowy, chociaż mocno podniszczony pałac hrabiego von Donnesmarck. O złożoności historii tych ziem może świadczyć choćby przywrócony kilka lat temu herb Tarnowskich Gór, w którym zawarte są elementy herbarza Piastów Śląskich, ale też Hohezollernów, Bismarcków, Donnesmarcków.
Tomek chyba przeżył jakąś podróż w czasie i trafił na inny Śląsk, bo fenomenalna sieć kolejki wąskotorowej łączącej cały przemysł została niemal całkowicie rozkradziona przez złomiarzy w latach 1995-2005. Pozostał tylko mały ogryzeczek trasy z Bytomia do Miasteczka Śląskiego, która ma już dość "letniskowy" charakter.
Niestety wielu ludzi wciąż twierdzi, że śląsk nie ma nic do zaoferowania oprócz brudnych zaniedbanych dzielnic. Ostatnio miasto z, którego pochodzę "wygrało" konkurs na jedno z najbrzydszych polskich miast ale pytam "czy ktokolwiek z głosujących był tutaj"? Moje miasto ma kilkanaście dzielnic, jest to ogromny obszar i faktem jest, że są cztery strefy gdzie lepiej się nie zapuszczać ale z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jest tu pięknie. Tylko moja dzielnica ma takie połacia lasów, których konno nie da się przejechać całych w kilka godzin, kilkanaście stawów, jezior, urokliwych zakątków. Osiedla utrzymane w czystości, pięknie odnowione stare kamienice, nowo budowane drogi. Do tego wszystkiego dochodzi piękna tradycja. Trzeba tylko chcieć w pewnych miejscach dostrzec tak zwane "drugie dno" a nie oceniać pochopnie.
Spotkania będą odbywać się w innych miastach. Będziemy o tym informować w aktualnościach i kalendarium. Najbliższe odbędzie w Kielcach http://www.national-geographic.pl/aktualnosci/pokaz/spotkanie-autorskie-z-tomaszem-tomaszewskim-kielce-galeria-fotografii-bwazpaf/
Ciekawe.
Redaktor National Geographic, dziennikarka, podróżnik, miłośniczka Bliskiego i Dalekiego Wschodu, a także Afryki. Każda wyprawa jest dla niej przygodą i sensem życia.
Blondynka znów w podróży - tym razem w Chinach!
Dzisiaj rozpoczyna się sprzedaż biletów i karnetów na wydarzenia odbywające się w ramach Brave Festival - festiwalu przeciw w...
Na przykładzie ponad 60 fotografii - pochodzących z zasobu warszawskich archiwów państwowych oraz zbiorów rodzinnych warszawi...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.