W jubileuszowym numerze polskiej edycji National Geographic ukazał się Pana obszerny fotoreportaż, dotyczący Śląska i jego mieszkańców. Skąd pomysł zrobienia materiału właśnie w tym miejscu i o tych ludziach?
- Robiłem materiał o polskiej wsi i pomyślałem, że nadszedł już czas, aby uhonorować także polskiego robotnika, człowieka, który ciężko pracuje fizycznie. W sposób całkowicie oczywisty skierowałem się w stronę Śląska, gdzie ten etos pracy jest najbardziej czytelny. Nie pomyliłem się. Jest to absolutnie magnetyczna kraina, w której ludzie obsesyjnie myślą o pracy, a tradycja ciężkiego wysiłku, związanego z nią, jest znana od zawsze.
- Czy Śląsk się Panu spodobał?
- Muszę przyznać, że jestem zachwycony Śląskiem i ludźmi, których tam spotkałem. Są oni tolerancyjni, mają świetne poczucie humoru i dystans do siebie samych. Na Śląsku ciągle ważna jest tradycja, rodzina i praca. To właśnie tym wartościom, w innych częściach Polski odchodzącym już w zapomnienie, poświęciłem najwięcej czasu. Prace nad tym materiałem trwały długo, bo aż od marca do sierpnia.
- Przez całe pół roku przebywał Pan na Śląsku?
- Tak. Przyznam, że dzisiaj takich magazynów, które pozwoliłyby fotografowi na tak długą pracę nad jednym tematem praktycznie już nie ma. Jedynie waszyngtoński National Geographic ciągle jeszcze zleca tego typu materiały, ale w Europie, a szczególnie w Polsce, jest to absolutnie niemożliwe. Toteż zastosowałem metodę, która dobrze się sprawdziła w trakcie mojej pracy nad reportażem o polskiej wsi pt.„Rzut beretem”. Zgłosiłem się do dwóch zaprzyjaźnionych firm, które zajmują się fotografią, a mianowicie Nikon Polska i Epson Europ, z prośbą o pokrycie kosztów związanych z produkcją tego materiału. To jest pewna forma sponsoringu, nie stosowana zbyt często do tej pory. Wydaje się dość interesującym sposobem na robienie materiałów pogłębionych, nad którymi prace mogą trwać znacznie dłużej, niż w każdej innej sytuacji. I o tyle jest to pomysł dobry, że firmy na ogół nie stawiają żadnych merytorycznych warunków, czyli nie mają wpływu na to, jak ten materiał będzie wyglądał. Korzystałem z najnowszego sprzętu NIKON-a aparatu D3, i dzięki niemu mogłem robić zdjęcia w absolutnie ekstremalnych technicznie warunkach. Fotografie te wykonywane były w miejscach bardzo ciemnych, wypełnionych kurzem i wilgocią. Przeciętny sprzęt odmówiłby współpracy po kilku dniach. Schodziłem 900 metrów pod ziemię. To są stresujące głębokości, ale przede wszystkim najgorszy jest strach przed metanem, który, jak wiadomo, lubi od czasu do czasu wybuchnąć. Wszechobecny kurz, straszliwa wilgoć oraz wysokie temperatury, gdy fotografowałem spust surówki w hucie, były męczące dla mnie, ale sprzęt wytrzymał. Używałem małych świateł, które pozwoliły mi stworzyć takie wrażenie trójwymiarowości, której fotografia cyfrowa sama z siebie nie posiada. Jest ona bardzo płaska na ekranie komputera i nie nadaje się do eksponowania w formie wydruku ofsetowego, czy w formie powiększenia na wystawę. Aby wywołać atmosferę plastyczności takiego zdjęcia fotografowie czy redakcje używają czegoś, co się nazywa post produkcją, czyli „dotykają” tych zdjęć, używając aplikacji takiej, jak photoshop.
- Pracując nad tym materiałem używał Pan sztucznego oświetlenia?
- Do tej pory, gdy opowiadałem różne ludzkie historie, starałem się używać małych aparatów, najmniej inwazyjnych, i nie stosować żadnych sztucznych oświetleń. Ze względu jednak na to, że większość zdjęć na Śląsku wykonywałem w niesłychanie ciemnych pomieszczeniach, co nawet przy czułościach rzędu 6000 ISO nie pozwalało osiągnąć dość dużej głębi ostrości, musiałem używać świateł. Zdecydowałem się na światła maleńkie, takie właśnie flesze Nikona, które połączone są ze sobą niewidocznym światłem podczerwonym, bez żadnych kabli. Nie była więc to technologia inwazyjna i po kilku minutach, kiedy fascynacja obcym i dziwacznie wyglądającym fotografem mijała, byłem w stanie robić to, co zwykłem robić, a więc obserwować pracę tych ludzi bez jakby ich udziału.
- Czyli akceptowali Pana?
- Tak, oni mnie akceptowali. Mentalnie reagowali na mnie widząc, że zależy mi na tym, żeby zrobić coś dobrze. Odwdzięczali się takim samym sercem. Jestem niezwykle zadowolony i szczęśliwy, że mogłem opublikować materiał aż na 30 stronach, co w dzisiejszych warunkach jest absolutnym ewenementem.
- Śląsk w fotografii kolorowej trochę zaskakuje…
- Wydaje mi się, że ten Śląsk, który od zarania dziejów był przedstawiany w fotografii czarno-białej zasługuje wreszcie na coś innego. Kiedy byłem tam po raz pierwszy w marcu tego roku przeżyłem rodzaj nirwany. Kiedy się przyjrzałem tej krainie bardziej wnikliwie, to się okazało, że tam jest wspaniały kolor, którego wcześniej nie dostrzegałem. Doszedłem do wniosku, że byłoby to jakimś ogromnym nadużyciem, gdybym znowu powielił stereotyp, który już się wbił do głowy bardzo wielu ludziom. Śląsk nie jest czarno – biały, a te dymy i kurz, pokazywane do tej pory, utrwaliły się jedynie w świadomości człowieka. Myślę, że jest różnica między patrzeniem, a widzeniem. Aby coś naprawdę zobaczyć, trzeba w tym przede wszystkim dostrzec piękno. Nawet w tych miejscach, które raczej z pięknem się nie kojarzą. We wnętrzach hut, koksowni czy głębokich kopalni węgla są też rzeczy i piękne i przejmujące. I sądzę, że kiedy pokazuje się je dokładnie tak, jak wyglądają, a więc w ich naturalnym kolorze, to ten aspekt piękna i zachwytu można znacznie łatwiej zakomunikować czytelnikowi. Dlatego jestem też szczęśliwy, że poddałem się sugestii pani nadredaktor Martyny Wojciechowskiej, która zażądała ode mnie Śląska w kolorze. Praca nad tymi zdjęciami okazała się wspaniałą przygodą i szczerze przyznam, że tęsknię za powrotem na ten Śląsk i do tych ludzi, wśród których czuję się doskonale.

Aby wykarmić rosnącą ludzką populację, musimy podwoić produk...

Tydzień z Wielkimi Kotami! Oglądaj codziennie od poniedziałk...

Zapraszamy do zapoznania się z wynikami konkursu fotograficz...

Do roku 2050 liczba ludności świata ma dojść do dziewięciu ...

Już 28 października br. National Geographic Polska oraz empik Junior zapraszają na spotkanie z niezwykłymi gośćmi - Martyną Wojciechowską, redaktor naczelną National Geographic Polska i Tomaszem Tomaszewskim, fotografem, konsultantem generalnym polskiej edycji magazynu.

Tomasz Tomaszewski, fotograf National Geographic opowiada o pracy nad fotoreportażem o górnikach ze śląskich kopalni.
Problem w tym, że czasopismo o turystyce i geografii jakim jest NG nie zauważa i jego fotoreporter, że niektóre zdjęcia nie są ze Śląska tylko z Zagłębia Dąbrowskiego, które Śląskiem nie jest a ma tylko problem bycia razem ze Śląskie w województwie śląskim. Szkoda, że branżowe i naukowe pismo tego nie odróżnia.
Rewelacja
Urodziłem się i mieszkałem na Śląsku, dlatego taak ucieszył mnie artykuł
Pomimo zaprezentowania Śląska w kolorowej fotografii projekt Pana Tomaszewskiego nadal przedstawia ten region w stereotypowym świetle. Osobiście bardzo lubię tego typu zdjęcia i uważam je za naprawdę dobrą robotę. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, iż w ostatnich latach region przeszedł ogromną metamorfozę. Niestety wiąże się z tym faktem także niszczenie niezwykle cennego dziedzictwa przemysłowego, które w wielu przypadkach jest niespotykane na skalę europejską. Warto rejestrować industrialny krajobraz największej polskiej metropolii bowiem niszczejące unikatowe XIX i XX wieczne kopalnie, huty i fabryki odchodzą do lamusa. Zapraszam na moją stronę internetową ( www.marszal.go.pl ), która także zawiera zdjęcia śląsko – zagłębiowskich miast przedstawionych w technice B&W, która moim zdaniem najlepiej przedstawia duszę tego regionu.
Mieszkam na Śląsku od 1979 roku. Kiedy mówię rodzinie albo znajomym, że kocham to miejsce bardzo, pukaja się w czoło i mówią, że to niemożliwe, żeby takie miejsce mogło się podobać. "Takie" czyli brudne, śmierdzące, czarne... A to nie jest prawda. Śląsk jest miejscem naprawdę pięknym. jest miejscem pełnym kolorów, świateł i cieni. Pamiętam, jak jedna z moich bliskich znajomych osób powiedziała z zaskoczeniem: "Śląsk jest zielony, a nie czarny. Nie wiedziałam, że tu jest tyle zieleni, tyle drzew, że tak pięknie...". A tu JEST pięknie, miejsca są magiczne, ludzie są wspaniali. Ale też jest prawdą, że Śląsk NIE JEST dla leserów - nie dla leni, wałkoni, obiboków. Nie ma tu już samych Ślązaków, przyjechali ludzie z innych regionów, wymieszało się wszystko... Ale jednak ciągle jeszcze mocno istnieje tu etos pracy - coś wyjątkowego, czego nie znalazłam i nie odczułam, jak dotąd, nigdzie indziej tak mocno, jak na Śląsku właśnie.
A mnie żal niektórych starych kopalń, fabryk, które popadają w ruinę, niektórych pięknych budynków. Nikt tam nie zrobi loftów, bo to nie ten poziom zamożności, jak w zagłębiu Ruhry, nie ma chyba szansy na to, by zamienić je na biura, powierzchnie użytkowe, dlatego popadają w ruinę. Pochodzę ze Śląska, ale połowę życia spędziłem w Warszawie, dlatego może i mnie czasem urzeka, jak pięknie tu jest, chociaż nietypowo, bo to nie góry, morze czy jeziora. Warto też wspomnieć o historii innych części Górnego Śląska, trochę dalej od kopalń i hut, tych dzisiejszych. Bardzo ciekawy jest Powiat Tarnogórski. To tutaj chyba zaczęła się historia górnictwa i hutnictwa na Śląsku. Nie wiem, czy wiecie, ale dawno temu osiedlili się na Śląsku przybysze z Irlandii, stąd do dzisiaj w jednej z miejscowości (nie pamiętam dokładnie której, bodajże w Radzionkowie) kwitną elementy gwary rodem z wysp :) Osiedlali się tu Czesi, Słowacy, Polacy, Niemcy - taki tygiel narodów. Pierwsza "stolica" regionu to były Tarnowskie Góry, potem urzędy przeniesiono do Bytomia. Nawiasem mówiąc Bytom jest starszy od Berlina. Gdzieś czytałem, że to pierwsze miasto w Europie, w którym uruchomiono gazowe oświetlenie ulic, potem elektryczne, to tutaj po raz pierwszy w Europie pojechał elektryczny tramwaj (podobno). Szkoda tylko, że nie ma już starego ratusza, który rozpadł się w wyniku szkód górniczych. Byłem zaskoczony, jak pięknie odnowiono jeden z większych placów - śliczne miasto z ciekawą, chociaż mocno przez PRL zaniedbaną architekturą. W Tarnowskich Górach jest kopalnia zabytkowa rud cynku, ołowiu i srebra, gdzie można przepłynąć pod ziemią Sztolnią Czarnego Pstrąga z parku w Reptach Śląskich aż pod rynek w Tarnowskich Górach. tutaj kwitło hutnictwo. W pobliskim Świerklańcu, w pięknym parku, są pozostałości dawnej siedziby rodu księcia von Donnersmarck, największego posiadacza ziemskiego na Górnym Śląsku. Ciekawostka - to stąd pochodzi brama Zoo w Chorzowie i (podobno) lwy przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie ;) Niestety ani pałac nazywany Małym Wersalem, nad malowniczym stawem, ani średniowieczny zamek ze zwodzonym mostem nad fosą nie ostały się po wojnie, ale są rzeźby Fremieta wokół pałacowej fontanny, zabytkowy kościółek, Dom Kawalera (http://www.gornyslask.net.pl/park_swierklaniec.htm). W sąsiednim Nakle Śląskim do dzisiaj stoi bajkowy, chociaż mocno podniszczony pałac hrabiego von Donnesmarck. O złożoności historii tych ziem może świadczyć choćby przywrócony kilka lat temu herb Tarnowskich Gór, w którym zawarte są elementy herbarza Piastów Śląskich, ale też Hohezollernów, Bismarcków, Donnesmarcków.
Tomek chyba przeżył jakąś podróż w czasie i trafił na inny Śląsk, bo fenomenalna sieć kolejki wąskotorowej łączącej cały przemysł została niemal całkowicie rozkradziona przez złomiarzy w latach 1995-2005. Pozostał tylko mały ogryzeczek trasy z Bytomia do Miasteczka Śląskiego, która ma już dość "letniskowy" charakter.
Niestety wielu ludzi wciąż twierdzi, że śląsk nie ma nic do zaoferowania oprócz brudnych zaniedbanych dzielnic. Ostatnio miasto z, którego pochodzę "wygrało" konkurs na jedno z najbrzydszych polskich miast ale pytam "czy ktokolwiek z głosujących był tutaj"? Moje miasto ma kilkanaście dzielnic, jest to ogromny obszar i faktem jest, że są cztery strefy gdzie lepiej się nie zapuszczać ale z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jest tu pięknie. Tylko moja dzielnica ma takie połacia lasów, których konno nie da się przejechać całych w kilka godzin, kilkanaście stawów, jezior, urokliwych zakątków. Osiedla utrzymane w czystości, pięknie odnowione stare kamienice, nowo budowane drogi. Do tego wszystkiego dochodzi piękna tradycja. Trzeba tylko chcieć w pewnych miejscach dostrzec tak zwane "drugie dno" a nie oceniać pochopnie.
Spotkania będą odbywać się w innych miastach. Będziemy o tym informować w aktualnościach i kalendarium. Najbliższe odbędzie w Kielcach http://www.national-geographic.pl/aktualnosci/pokaz/spotkanie-autorskie-z-tomaszem-tomaszewskim-kielce-galeria-fotografii-bwazpaf/
Ciekawe.
Redaktor National Geographic, dziennikarka, podróżnik, miłośniczka Bliskiego i Dalekiego Wschodu, a także Afryki. Każda wyprawa jest dla niej przygodą i sensem życia.
Już 15 marca w siedmiu największych miastach Polski rusza 12. edycja Tygodnia Kina Hiszpańskiego, imprezy od lat pokazującej ...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.