Rzeki amazońskie są kręte i wiją się przez dżunglę jak leniwe węże. Trudno przewidzieć, jak długo potrwa podróż, a do małej łódki nie można zapakować zapasów jedzenia. Zwykle Indianie zabierają ze sobą tylko worek gruzełkowatej kaszy z manioku, który może być dodatkiem do potraw lub zastąpić posiłek.
MANIOK
Pewnego ranka w dżungli jak zwykle zjedliśmy na śniadanie trochę fariñi, czyli kaszy z manioku polanej wodą. Ma ona tę cudowną właściwość, że pęcznieje pod wpływem wilgoci i szybko zapełnia żołądek. Po pewnym czasie jednak głód powraca, jeszcze bardziej natarczywy. Po trzech dniach wiosłowania w naszym worku z fariñą zalęgły się wielkie czarne muchy. Walczyliśmy z nimi o każde ziarenko, bo nie było nic innego do jedzenia. Podczas pory deszczowej trudno jest łowić ryby, a na wyprawy myśliwskie nie mieliśmy czasu. Towarzyszący mi Indianie cierpieli w milczeniu, a dla mnie każdy ptak zrywający się z gałęzi do lotu był widokiem utraconej kolacji.
Kiedy po 10 dniach dotarliśmy wreszcie do maleńkiej wioski, pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłam na brzegu, była wielka gliniana patelnia. To obowiązkowe wyposażenie każdej indiańskiej osady, podobnie jak sito w kształcie tuby – wynalazek, dzięki któremu można wycisnąć truciznę z niektórych odmian manioku, by nadawał się do zjedzenia. Każda indiańska dziewczynka potrafi znaleźć bulwy manioku i zamienić na fariñe albo kasawę. Nie ma ważniejszej rzeczy w indiańskim jadłospisie i nie ma bardziej niezwykłych przedmiotów, które istnieją w różnych, dalekich od siebie zakątkach dżungli w identycznej postaci i formie.
Trująca bulwa
Po raz pierwszy zobaczyłam maniok w Wenezueli. Były to przeciętnie wyglądające długie bulwy o brązowej, chropowatej skórce. Wewnątrz miały zaskakująco śnieżnobiały kolor. Na surowo nie nadają się do zjedzenia, ale po ugotowaniu nabierają kremowej barwy i smakują podobnie jak ziemniaki. Można je też smażyć jak frytki i piec, a mąka z manioku jest używana do zagęszczania potraw.
Maniok ma mnóstwo witamin, jest pożywny i smaczny. Przy wszystkich swoich zaletach ma tylko jedną wadę: jest trujący. Niektóre odmiany zawierają duże ilości cyjanku, który może wywołać zatrucie pokarmowe, a nawet doprowadzić do choroby zwanej w Afryce konzo albo mantakassa, powodującej paraliż. Indianie, którzy w Brazylii i Paragwaju udomowili maniok tysiące lat temu, opracowali własny sposób usuwania trucizny – żmudny wprawdzie i skomplikowany, ale skuteczny.
Na początek wrzuca się obrane bulwy do rzeki, gdzie leżą przez kilka dni. Potem trzeba je zetrzeć. Indiańska „tarka” to pewien gatunek palmy zwanej pona. Jej korzenie znaj-dują się nad ziemią i są gęsto porośnięte twardymi, ostrymi kolcami. Indianie godzinami ręcznie ścierają na nich namoczony maniok. Otrzymana tak masa jest mokra i pełna trucizny, którą trzeba jakoś usunąć. Początkowo Indianie zapewne próbowali wyciskać truciznę z manioku ręcznie. W końcu jednak któryś z nich wynalazł genialne urządzenie, które w różnych częściach Amazonii jest różnie nazywane. Najczęściej spotykałam się z nazwą matafrío. Na Trynidadzie zwie się je koulev, czyli „wąż”. Jest to długa tuba upleciona z włókien palmowych, otwarta z obu stron i zakończona pętlami. Wypełnia się ją utartym maniokiem i zawiesza pionowo pod sufitem chaty, obciążając jednocześnie drugi koniec. Luźno zaplecione ścianki tuby zaciskają się na manioku, a sok z trucizną ścieka do podstawionego naczynia. Po kilku godzinach z tuby wysypuje się prawie suche wałki manioku, z których powstaje produkt
finalny – fariña albo kasawa. W obu przypadkach piecze się masę na indiańskiej glinianej patelni o średnicy 1,5 metra. Aby uzyskać fariñę, trzeba maniok prażyć, często mieszając, aż do otrzymania gruzełkowatej kaszy, którą można jeść na surowo albo dodawać do potraw. Kasawa to cienkie placki zrobione z masy maniokowej rozsmarowanej na patelni. Po upieczeniu rozkłada się je na słońcu i suszy, uzyskując trwałe pieczywo, które nie psuje się w tropikalnym klimacie.
Jadłam kasawę setki razy w różnych indiańskich wioskach i chociaż przygotowywano ją w ten sam sposób, nie zawsze wyglądała i smakowała tak samo, wiele zależy od gatunku manioku. Najsmaczniejszą kasawą zostałam przyjęta w wiosce Indian Wai Wai w Gujanie. Powstała z najbardziej trującej odmiany manioku i miała kremowy kolor.
Najbardziej pomysłowe rodzaje kasawy spotkałam nad Amazonką w Brazylii, gdzie do manioku dodaje się starty miąższ orzechów kokosowych albo starte orzechy.
Pisarka, podróżniczka, przewodniczka wypraw do Amazonii i innych egzotycznych miejsc. Autorka audycji Świat według Blondynki w Radiu Zet oraz 11 książek, w tym pierwszej polskiej książki opublikowanej przez National Geographic.
Fundacja Viva! w porozumieniu z firmą Baj-Pros Eko informują, że rozpoczynają akcję „makulatura dla zwierząt”. Dzięki niej bę...
Pod patronatem National Geographic Polska ukazał się album fotograficzny: "Ptolemais zaginione miasto w Libii". Publikacja je...
Andora to jedno z najmniejszych państw na świecie znajdujące się w Pirenejach zaledwie 200 km od Barcelony na pograniczu Fran...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.