Rajskie wyspy – Malediwy

25 styczeń 2012

Po kolacji – krewetkach, kalmarach, daniach europejskich i miejscowych, do wyboru, do koloru, wracamy do pokoju. Noc, jak to w tropikach, zapada w ciągu 20 min. Mimo rozgwieżdżonego nieba jest naprawdę ciemno. Do tego około północy budzi mnie trzęsienie ziemi. OK, miniwstrząsy. Silniejsze przeżyliśmy kiedyś w Turcji i w Grecji. Wprawdzie łóżka się nie poruszyły, ale muszelki postaczały się z hukiem ze stolika. Pozbierałam, kładę się dalej spać. Pac, pac, znowu spadły. To jednak nie były wstrząsy. Zapalam światło, a muszelki hyc, hyc – rozpierzchły się po kątach. Wstyd się przyznać, ale naznosiłam do pokoju kilkadziesiąt krabików ukrytych w białych domkach.

Poranek, a właściwie świt, budzi nas gwałtownym blaskiem promieni. Będziemy mieli nauczkę i następnym razem zaciągniemy żaluzje. Wychodzimy na plażę i nie jesteśmy jedyni. Zaprzyjaźniamy się z sąsiadami, parą Polaków mieszkających na stałe w Niemczech. Na Malediwach są któryś raz. Korzystamy z okazji, żeby dowiedzieć się, co zwiedzić. Patrzą na nas jak na idiotów. – Co robić? – Nic, leżeć i się napawać widokami i dźwiękami. – Atrakcje? – No właśnie to są atrakcje: woda, piasek, palmy. – Zakupy, muzea, zabytki, może choć jakieś okazy endemicznej flory i fauny? – Zapomnijcie. Po prostu wyluzujcie i rozpłyńcie się w tym cudzie natury.

Właściwie jedyną unikatową atrakcją jest podwodna restauracja Ithaa na wyspie Kudahuvadhoo. Wybudowana w 2005 r. jest pierwszą restauracją, której dach i  ściany są ze szkła, a gościom nad głowami pływają ławice ryb i innych morskich stworzeń. Mimo że malutka – mieści tylko 14 osób i znajduje się „jedynie” 5 m pod poziomem morza – wymagała tak zaawansowanej technologii, że zbudowano ją na lądzie w Singapurze i dowieziono na Malediwy statkiem. Tu domontowano już tylko spiralne schody.

Nie do końca wierzymy, że na naszej wyspie naprawdę nic nie ma. Wyruszamy na spacer, tym razem w głąb lądu. Przecież tu musi być jakaś cywilizacja. Jest – recepcja, boisko do gry w tenisa, druga hotelowa restauracja. Nie ma nawet sklepiku z wodą i materacami do pływania, nie ma basenu. Oj, gdybyśmy nie dostali od organizatorów opcji all inclusive, byłoby słabo. Wszystko trzeba kupować u kelnerów lub w barach. I oczywiście wszystko jest niewiarygodnie drogie. Butelka wody kilka dolarów, drink kilkanaście, puszka piwa – osiem! Do tego za każdym razem podpisuje się karteczkę z miejscem na napiwek. Po podliczeniu przy wyjeździe niespodzianka – do każdego rachunku, mimo tipów, dolicza się ekstra 10 proc.

Mimo że all inclusive jest trochę droższe niż full board, niech was ręka pańska strzeże przed wyjazdem na Malediwy bez tej opcji, bo się nie wypłacicie!

WIELKI  KOLOR

Za darmo dostępny jest za to świat pod wodą. O jego bogactwie przekonujemy się drugiego dnia. Pod wieczór na pomoście gromadzą się ludzie, w tym chyba wszystkie dzieci. Przyszedł też pan w wielkim słomkowym kapeluszu i z wiadrem, z którego wrzuca do wody ochłapy mięs i inne podśmierdujące paskudztwa. W spokojnej wodzie coś się zakotłowało. I choć przez tłumek gości trudno się przecisnąć, udaje mi się dostrzec dwie wielkie płaszczki i małe rekinki rafowe. Ot, takie wieczorne karmienie domowego zwierzyńca. A co robią dzieci? Wkładają ręce do wody i głaszczą płaszczki po metalicznej skórze (płaszczki to też rekiny!). Pytam pana z wiadrem, czy to na pewno bezpieczne. – Tak, tak. Proszę się nie martwić. To ludzie są groźni, nie ryby! – śmieje się. Co mam zrobić, wierzę mu na słowo. Później dowiem się, że wody Malediwów słyną z bogactwa rekinów – tych konkretnych. Występuje ich tu 26 rodzajów, od ogromnego, ale zupełnie nieszkodliwego wielorybiego, po rekina tygrysiego, jednego z najbardziej niebezpiecznych, który atakuje nie tylko nurków, ale potrafi rzucić się na łódź. Ludzie z całego świata przyjeżdżają tu na rekinie safari, choć większość wylatuje rozgoryczona, bo spotkać się oko w oko z najbardziej pożądanym rekinem młotem udaje się tylko największym farciarzom.
Dobrze, że o rekinim raju nie wiedziałam wcześniej, bo z pełnym zaufaniem wyruszam na snorkling. Nie trzeba wypływać łódką w morze, nie trzeba szukać rafy, wystarczy podnieść się z leżaka, założyć maskę i płetwy, trzy razy machnąć rękami i… ma się poczucie, że znalazło się w samym środku gigantycznego akwarium.

CEL CEJLON

Po paru dniach boskich wakacji na naszej wyspie poruszenie – przyjechała agentka i trzeba się zdecydować, czy się zostaje w raju, czy, zgodnie z umową (niemiecki porządek musi być), chce się lecieć na Sri Lankę. Lotnisko już otworzone, jest bezpiecznie, zapraszamy. Skoro nastawialiśmy się na trekking, świątynie, zwiedzanie, pakujemy szybko plecaki i stawiamy się na molo. Ku naszemu zdziwieniu jesteśmy jedynymi, którzy zdecydowali się porzucić te wyspy koralowe dla tańszego i bardziej popularnego Cejlonu. Będziemy mieli dwa w jednym, pocieszamy się i lądujemy na Sri Lance. A tam kolejna niespodzianka – nasze biuro proponuje nam (gratis!) pięciogwiazdkowy ekskluzywny hotel z ofertą AI, zamiast naszego hoteliku o standardzie, hm, turystycznym. Jakby tego było mało, już pierwszego dnia pobytu do pokoju puka superprzystojny boy hotelowy. Piękną angielszczyzną zaprasza nas na jutro na bankiet z dyrekcją hotelu i lokalnymi notablami chcącymi powitać gości, którzy mimo tak niesprzyjających okoliczności zdecydowali się odwiedzić ich wspaniały, gościnny kraj. Stroje wieczorowe rekomendowane.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Nurkowanie- Niezbędnik Travelera

    Nurkowanie- Niezbędnik Travelera

    Ciekawe, czy 65 lat temu, gdy nikomu nieznany kapitan francuskiej Marynarki wojennej Jacques Yves Costeau konstruował pierwszy reduktor, pozwalający na swobodne oddychanie i poruszanie się człowieka pod wodą, ktokolwiek potrafił przewidzieć, że już pod koniec XX wieku nurkowanie stanie się niezwykle popularnym i powszechnie dostępnym sportem.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2012-01-29 11:49

    Tylko dla tych co lubią leżeć do góry brzuchem. Na Malediwach nie ma nic prócz wody....a .to nie dla mnie...

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się