Błazenki spędzają całe życie z ukwiałem- -gospodarzem, rzadko odpływając od niego dalej niż na kilka metrów. Mniej więcej dwa razy w miesiącu składają ikrę na najbliższej twardej powierzchni ukrytej pod mięsistą podstawą jamochłonu i agresywnie bronią rozwijających się zarodków, które tuż po wykluciu dryfują przez tydzień lub dwa w pobliżu powierzchni jako maleńkie, przezroczyste larwy. Potem przeobrażają się w niespełna centymetrowej długości miniatury dorosłych i spływają w dół, na rafę. Tam młoda rybka musi w ciągu jednego, dwóch dni znaleźć sobie ukwiał i „dogadać się” z nim. Jeśli jej się nie uda – ginie.

Pojedynczy ukwiał może zamieszkiwać nawet kilkanaście błazenków tego samego gatunku, od osobników młodocianych po dorosłe, w pełni dojrzałe, o długości dochodzącej do 15 cm (na okazach Stichodactyla haddoni Allen widywał ich aż 30). Zazwyczaj rybki krążą wokół swego jamochłonu, chwytając plankton, glony i maleńkie widłonogi. Złapawszy większy kąsek, często chowają się wśród czułków gospodarza, aby posilić się w spokoju. W naturze, gdzie zagrażają im strzępiele i mureny, rzadko żyją dłużej niż dziesięć lat, ale w warunkach niewoli są bardziej długowieczne. Mój sąsiad trzyma w akwarium żwawego 25-latka, który podgryzał mi palce, kiedy przed laty, jeszcze jako dzieciak, czyściłem jego sztuczną rafę.

Błazenki nie muszą osiągać seksualnej dojrzałości. Wśród lokatorów każdego ukwiału istnieje ścisła hierarchia. W danym okresie rezyduje tam tylko jedna dominująca para. Samica jest w tej „rodzinie” największa, za nią jej partner, a niedojrzałe osobniki zachowują bezpiecznie mniejsze rozmiary. Dojrzała para zapewnia sobie przywództwo, przepędzając młodzież, co powoduje u niej stres i zmniejsza chęć żerowania. – Zwłaszcza w czasie godów sporo jest nerwowości w dominującej parze – mówi Allen. Samica czasem nawet samcowi przypomina, kto jest szefem, skubiąc go w płetwy.

Wiele tropikalnych ryb potrafi zmieniać płeć. Większość, jak wargacze i papugoryby, przestawia się z żeńskiej na męską. Amfipriony są jednymi z nielicznych znanych przykładów sytuacji odwrotnej, gdy to samiec staje się samicą. Jeśli dominująca samica ginie, jej rolę przejmuje osierocony partner, a jego miejsce zajmuje z kolei największy osobnik spośród młodzieży. Nie zidentyfikowano dotychczas hormonów odpowiedzialnych za tę seksualną zmienność. – To świetna strategia adaptacyjna zapewniająca przetrwanie gatunku – twierdzi Allen. – Dzięki niej w dowolnym ukwiale zawsze będzie rozmnażająca się para.

Błazenek i ukwiał stanowią związek przykuwający uwagę akwarystów amatorów od lat 70. XX w., w których dzięki postępom w budowie systemów filtracji wody morskie akwaria stały się bardzo popularne. Jednak nigdy wcześniej żadna ryba nie doświadczyła wzrostu popularności porównywalnego z tym, jaki stał się udziałem błazenka po filmie Gdzie jest Nemo (pomijamy tu złą sławę pewnego ogromnego zabójcy z paszczą pełną zębów).

Dla błazenków status gwiazdy miał dobre i złe strony. Przez wiele lat chwytanie dzikich amfiprionów było tańsze niż ich rozmnażanie w niewoli. W akwariach trudno było np. skłonić maleńkie larwy do żerowania, a cały proces hodowli, od ikry do uzyskania osobników gotowych do sprzedaży, trwa co najmniej osiem miesięcy. Ostatnio sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. Przełowienie oraz brutalne metody pozyskiwania ryb, takie jak wlewanie do wody cyjanku, by łatwiej wyłapać oszołomione nim amfipriony, niszczą rafy i ich mieszkańców. Na Filipinach i w Indonezji liczba amfiprionów spada zastraszająco. A bez nich ukwiały stają się bezbronne i szybko padają łupem drapieżników. Kiedy stan rafy się pogarsza, jednym z pierwszych elementów, który znika, są ukwiały i ich błazenki. – To naprawdę świetny papierek lakmusowy – mówi Allen.

Poza rosnącym popytem na błazenki film Gdzie jest Nemo przyczynił się do skokowego wzrostu liczby stron internetowych i forów poświęconych hodowli ryb tropikalnych. Na przykład Oceans, Reefs and Aquariums, wylęgarnia i hurtownia ryb akwaryjnych w Fort Pierce na Florydzie, rozmnaża w swoich zbiornikach 13 gatunków błazenków, a także tworzy nowe odmiany, takie jak błazenek okoniowy Picassa. Rocznie sprzedaje ok. 300 tys. sztuk.

Pomimo zamierania raf, które Allen obserwuje od 40 lat, jego zdaniem wciąż wiele jest miejsc niemal dziewiczych, w świetnej kondycji. Jako konsultant Conservation International odnajduje takie rafy i pomaga je chronić.

Film o Nemo być może zaszkodził dzikim populacjom amfiprionów, ale kolorowy bohater wykreowany przez Stantona stworzył też nową grupę miłośników przyrody, z oddaniem chroniących błazenki i ich żywe domy na rafie. – Mam nadzieję, że to zainteresowanie ostatecznie dobrze przysłuży się rafom – mówi Stanton. – Wiem, jak niepewny jest ich los.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-08-03 17:35

    artykuł bardzo ciekawy a zdjęcia świetne!

  • Do moderacji
    2010-07-05 19:35

    Bardzo dobre zdjęcie, Świetny artykuł.....

  • Do moderacji
    2010-05-16 23:18

    uwielbiam te rybki:)

  • Do moderacji
    2010-03-12 13:31

    potwierdzam a 100%

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-03-10 19:24

    David Doubilet to mój mistrz, fotograficzny ideał. To dzięki niemu jeżdżę do Egiptu i robię zdjęcia raf koralowych w Morzu Czerwonym. Oczywiście nigdy nie osiągnę tego poziomu, ale przeżycia, jakie towarzyszą fotografowaniu podwodnego świata są nie do opisania.... Polecam każdemu.

  • Do moderacji
    2010-03-05 19:57

    Piękne zdjęcia Davida Doubileta. To chyba on powiedział, że nie robi fotek tylko fotografie. To prawda!

  • Do moderacji
    2010-03-03 23:35

    dlatego nigdy nie chciałem akwarium morskiego, wolę oglądać je na żywo i robić to tak często jak to tylko możliwe

  • Do moderacji
    2010-03-03 23:33

    dlatego nigdy nie chciałem akwarium morskiego, wolę oglądać je na żywo i robić to tak często jak to tylko możliwe

  • Do moderacji
    2010-03-03 16:28

    to jeden z lepszych jakie ostatnio przeczytałem. bardzo ciekawy artykuł skomponowany z świetnymi zdjęciami :)

  • Do moderacji
    2010-03-03 14:05

    artykuł już czytałem w papierowej wersji i bardzo mi się podobał. Ciekawy przykład jak bajka dla dzieci może wpłynąć na zagładę rybek.

Autor

Ostatnio czytali

  • artur
  • W.Wozinski
  • jan13
  • Buczas
  • doris85
  • Madzga
  • pcogito
  • milrohir2
  • DominikaG
  • isul
  • droplet
  • t_a_lew
  • Hannah88
  • rusanka
  • sabciam
  • emi_mod
  • JennyM
  • welminka
  • nusia
  • astrum89
  • malinowa17
  • monika085
  • RABOS
  • Imper
  • darek12
  • karola340
  • alina2727

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się