Bardzo długo rozmawiamy na różne tematy. O pierwszych wrażeniach, o podróży, o drodze, o nas, o naszym kraju i rodzinach, o zwyczajach, o cenach w Polsce. Rashan i Azis nie mogą uwierzyć, że rozłączyłem się z rodziną z powodu wakacji. Ze zdziwieniem słuchamy, jak mówi: – Ja trzymam pilota od telewizora. Lepiej niech moja żona i córki nie oglądają zachodnich kanałów z satelity. Reguły i obyczaje tego domu są ustanawiane przez mężczyznę.
Wieczorem jedziemy nad Morze Kaspijskie, w stronę granicy z Turkmenistanem. Mijamy intensywnie pachnące pola ryżowe i góry podobne do naszych Tatr. Nad wodą zupełnie inne twarze, inne chusty i szaty. To Turkmeni, tworzący lokalną mniejszość. Przy brzegu dziesiątki rodzin na dywanach. Tutaj dołącza do nas reszta rodziny Azisa (częściowo turkmeńska). Niestety, nie możemy myśleć o żadnej kąpieli. Woda w morzu jest bardzo brudna, a otoczenie (mimo pięknych gór) ma charakter przemysłowy.
W Iranie czuje się międzynarodową izolację kraju. Choć można tu kupić coca-colę, to już nie snickersa. A po McDonald’sie nie ma nawet śladu. Wiele stron internetowych jest zablokowanych, ale w hotelu w Szirazie dostępna jest stacja CNN. Wydaje się, że Irańczycy w większym stopniu żyją konsekwencjami wojny iracko–irańskiej (1980––1988) niż rewolucją islamską (1979 r.). W każdym sklepie, w każdym barze obok portretu Chomeiniego i Alego Chameneiego wiszą czarno-białe zdjęcia mężczyzn. To polegli żołnierze: chłopcy i dojrzali mężczyźni.
Na ulicy widać stopniowo zachodzące przemiany obyczajowe: młodych ludzi ubranych na modłę zachodnią, z wyżelowanymi włosami, irokezami, pary trzymające się za rękę, a nawet mężczyzn wymieniających pocałunki w usta.
W drodze powrotnej rozmawiam z kilkoma młodymi Irańczykami. Są studentami na uczelniach w Ankarze. Jeden z nich jest z Szirazu, drugi z Teheranu, trzeci pochodzi z Kabulu. Sąsiednia Turcja jest dla nich innym, lepszym światem. Liczą na osiedlenie się tam na stałe. Dla wielu to podróż w jedną stronę.
W niewielkim stopniu posmakowałem Iranu. Uderzyły mnie jednak jego surowość i stopień wyniszczenia. Ciężar klimatu połączony z ciężarem industrialnych pejzaży.

Przepis na udaną zabawę w stolicy Katalonii? Nie ma takiego ...

Pierwsze przejście z południa na północ Australii to najbard...

Wakacyjna ziemia obiecana warta jest oczywiście każdych pien...

Po wizycie w sułtanacie Brunei, malutkim państewku na Borneo...
Student grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jego ilustracje ukazują się w Gazecie Wyborczej, Tygodniku Powszechnym, Krytyce Politycznej. Po ostatniej podróży do Rosji zafascynował się Petersburgiem oraz syberyjskim Bajkałem.
Blondynka znów w podróży - tym razem w Chinach!
Dzisiaj rozpoczyna się sprzedaż biletów i karnetów na wydarzenia odbywające się w ramach Brave Festival - festiwalu przeciw w...
Na przykładzie ponad 60 fotografii - pochodzących z zasobu warszawskich archiwów państwowych oraz zbiorów rodzinnych warszawi...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.