Skarby, które przyprawiają poszukiwaczy o przyspieszone bicie serca, wśród archeologów i konserwatorów nie wywołują szczególnych emocji. Mimo to hobbyści i zawodowcy stoją po przeciwnych stronach barykady.
– Na poszukiwania z wykrywaczem potrzebne są dwie zgody: właściciela terenu, na którym prowadzi się poszukiwania, oraz konserwatora zabytków. Tymczasem rzadko zabiega się o takie zezwolenia – tłumaczy dr Maciej Trzciński, archeolog i prawnik z Uniwersytetu Wrocławskiego, który zajął się opracowaniem problematyki dotyczącej przestępczości przeciwko zabytkom archeologicznym. – Zgodnie z ustawą wszystko, co znajduje się pod powierzchnią ziemi, jest własnością Skarbu Państwa. W ten sposób zarówno średniowieczny miecz, jak i łyżeczka znaleziona na polu są w świetle prawa zabytkami. Ich odnalezienie powinno być więc zgłoszone odpowiednim służbom, ale tak naprawdę kogo obchodzi powojenna łyżeczka?
Każdy eksplorator ma wykrywacz metalu i niemal żaden nie zważa na pozwolenia. Oficjalnie zapytany o to, co znalazł, zawsze odpowiada tak samo: szukam, szukam i nic. Przynajmniej ośmiu na dziesięciu kłamie. Albo opowiada, że tylko słyszało o tym, że ktoś właśnie coś znalazł. Że, na przykład, ekipa spod Bolesławca miała szczęście. Po prostu wybrali się na łąki dawnej hrabiowskiej rezydencji i sprawdzali teren wokół drzew. Piii, piii, jest! Słoik z zegarkami, kilkanaście monet, pierścionki.
Podzielili się skarbem między sobą. Dwa lata temu w twierdzy w Srebrnej Górze wykopano skrzynię z dokumentami. Nie wiadomo, dokąd trafiły. W ziemiance na polu koło Wrocławia poszukiwacze znaleźli trzy zakonserwowane niemieckie motocykle. Prawdopodobnie powiększyły zachodnią kolekcję. Nikt, absolutnie nikt, nie słyszał o skrytce z czasów II wojny światowej na Dolnym Śląsku, z której od kilku miesięcy wypływają obrazy.
– Źle skonstruowane polskie prawo zepchnęło poszukiwania do podziemia. Ze stratą dla wszystkich, bo wśród hobbystów są też profesjonaliści pracujący na zlecenie – twierdzi dr Trzciński. – Nikt w Polsce nie prowadzi zbiorczej statystyki, nikt nie wie, co nam zostało ukradzione. O takich sprawach dowiadujemy się przypadkiem. Tylko w zeszłym roku odnotowano 2 247 przestępstw przeciwko zabytkom: kradzieże, kradzieże z włamaniem, paserstwa. Niestety, policyjne statystyki najczęściej dotyczą zabytków sztuki sakralnej bądź zabytków znajdujących się w muzeach i prywatnych kolekcjach. Wciąż nie wiemy, jaka jest realna skala przestępczości przeciwko zabytkom archeologicznym. Co innego włamać się do muzeum, a co innego przekopać porzucony pałac.
Tymczasem na zachodnich aukcjach można obserwować miecze z Polski, fragmenty zbroi. Nawet w złym stanie, zniszczone i przerdzewiałe osiągają wysokie ceny. W jednym tylko internetowym serwisie aukcyjnym w ciągu dwóch miesięcy sprzedano takich przedmiotów za 120 tys. złotych!
– Nam nie chodzi o zysk. Prawo zapewnia jakąś minimalną nagrodę odkrywcy i dyplom. Jakbym chciał nagrodę, to bym sprzedał, co znalazłem, a jakbym chciał dyplom, to bym sam sobie wydrukował. A ja chciałbym tabliczkę w muzeum, że to moje znalezisko, że doceniono moją pasję – przekonuje Rafał Kruk. – Gdyby zabrakło poszukiwań, takich małych skarbów, to życie wielu z nas po prostu straciłoby sens.
Skarb ze Środy Śląskiej
Wartość samej tylko biżuterii znalezionej w Środzie Śląskiej wyceniona została na 50 mln dolarów! A to i tak tylko część skarbu, na który 24 maja 1988 r. natrafili pracownicy budowlani. – Do wykopu rzucił się każdy, kto był w pobliżu, kilkadziesiąt osób – wspomina Sebastian, wówczas uczeń miejscowej szkoły. – Jeden drugiemu wydzierał monety z rąk. Ludzie pakowali je do kieszeni.
Policja odzyskała sporo: osiem segmentów korony (poniżej), kilka sztuk biżuterii, 3 924 monety srebrne (z prawej) i 39 złotych. Kilka lat później odzyskano jeszcze dwa orzełki z korony i nieco kosztowności. Ale świadkowie zdarzeń z 1988 r. opowiadają o złotym pasie podobnym do sędziowskiego, z oczkami z drogich kamieni wielkości fasoli, o mieczu, broszach, pierścieniach. Wszystko to zniknęło.

Indyjskie hulmany mogą być święte, pomocne, a nawet uprzykrz...

Niezbyt nadawali się na przywódców. Większość lepiej znała s...

Majestatyczne lasy Borneo znikają wśród dymu i trocin. Sławn...

Po katastrofie z 11 marca 2011 r. w japońskiej elektrowni a...
Chęć posiadania to cecha nieodłączna.Każda inna forma bytu człowieka jest zaburzeniem rozwoju, lub fałszem.Mechanizmy rynkowe są ostatnim osiągnięciem człowieka na etapie postępowego rozwoju.Kwestię poszukiwań, jako jednej zform działania też należałoby uregulować w oparciu o mechanizmy rynkowe. Nie może być tak, że jest grupa ludzi uprzywilejowana, która otrzymuje stałe wynagrodzenie za biurokratyczną działalność szkaluje inną grupy, oczywiście obłudnie twierdząc,że działa w dobrych intencjjach, nadużywa władzy, osiąga dodatkowe korzyści zabierając innym prawo do posiadania, i rozwijania swoich pasji. To funkcjonariusze służb sprzedawali pozyskane znaleźiska, dla osiągnięcia własnych korzyści,to w policyjnych komisariatach topniały odebrane znaleźiska, to dyrektorzy muzeów sprzedawali niezinwentaryzowane przedmioty,to archeolodzy prowadzili wykopaliska prywatnie, to różne grupy w składzie których był również k.z. i inne właściwe osoby oficjalnie zgodnie z obowiązującym prawem podejmowali znaleźisko , by oznajmić ,że nic nie znaleziono itd itd... no i indiwidualni poszukiwacze. Czas, zmienić komunistyczne nawyki i w tej dziedzinie., wprowadzając kapitał celem ochrony znaleźisk. Obecnie odkryć przypadkowych jest marginalna ilość. Wszystkie prawie są efektem celowego działania i te działania należy właściwie wynagradzać, po to by nie stracić bezpowrotnie naszych wspólnych skarbów. Praktyka dowiodła, że zarówno zorganizowane jak i indywidualne działania dają efekty. Praktyka dowiodła też, że działania pod szyldem uprawnionych służb nie dały gwarancji pozyskania skarbów w całości.
cyt. 1 "Ja też jestem emerytowanym policjantem [...} " - to tłumaczy dalsze brednie cyt. 2 "[...] co prawda odszedłem w 2005r ale też mnie krew zalewa za rabunek dóbr kultury. Jestem pasjonatem historii a w szczególności historii II wojny światowej." - taki z ciebie pasjonat jak z archeologów, którzy pisali obowiązującą ustawę fachowcy. Ta ustawa właśnie powoduje, ze BARDZO DUŻA część zabytków niszczeje i ginie bezpowrotnie. Rozwiązań i proponowanych zmian było wiele ale tacy ja ty + macherzy od ustawy bronią tego bubla. Dlatego nie będę się rozpisywał na ten temat. cyt. 3 "Ostatnio odwiedziłem Osówkę i jakiez moje zdziwienie - po 97-roku ludzie opiekujący sie tym skansenem odkryli odsłonięte na skutek powodzi wejście. Chcieli je eksplorować więc wynajęli koparke, która usunęła resztę ziemi z wejścia. Jednakże nasze wladze ze względu na dewastację środowiska nakazały im zapłacić ponad 20.000zł. Skończyło sie tym, że wejście zostalo zasypane i obsadzone sadzonkami." - przykład bredni lub kompletnej głupoty władz. Widziałem tereny RIESE i są dzierżawione przez prawdziwych pasjonatów, nic tam nie jest robione "na pałę", a informacja o odsłoniętym wejściu przez powódź sprzed 14-tu lat jest tak samo prawdziwa jak sztuczna mgła i elektromagnes w Smoleńsku. cyt. 4 " Podobno do 1948r. wszystkie poziomy projektu Riese były dostępne, a miejscowi kradli z nich żarówki. Więc co się stało?" - podobno, podobno, podobno... nie pij więcej, we wszystkich znanych i dostępnych źródłach są podawane informacje, ze wejścia do sztolni wysadzili i maskowali wycofujący się Niemcy. Pierwszy raz słyszę aby odbyło się to w roku 1948. To jest dopiero sensacyjna informacja. cyt. 5 "Czy nasi związani są umową międzynarodową, która gwarantuje tajność w archiwum w Koblencji projektowi Riese do 2020r. czy też może sami produkujemy tam coś, czego nie chcemy ujawnić i stąd ta nagonka." - po tej części WIERZĘ, że jesteś policjantem, skąd ty bierzesz te wszystkie bzdury? Wymyślasz je? cyt. 6 "Podobno w 1997r. burmistrz Głuszycy oraz profesor z Krakowa, któray chcial zbadać Osówkę radarem geologicznym dostali na domowe adresy anonimy z Kamiennej Góry, gdzie grozono ich rodzinom jeśli nie zaprzestaną poszukiwań? Co o tym myślicie?" - podobno, podobno, podobno... czy ja już tego nie pisałem?? Kolejna brednia. Opowiastki dla PRZYGŁUPICH turystów. Jak nie zaboli to przemyśl cyt 6 ponownie. Przecież na takie badania georadarem oprócz profesora przyjechać musi zespół przynajmniej 3-4 osób (sam profesorek przecież nie będzie ganiał z georadarem), do tego burmistrz plus zgraja urzędników. To już ok 7-8 osób. Burmistrz na takie "łowy" zabrałby kilku przyjaciół (dla dodania sobie ważności a im splendoru) do tego 2 lub 3 dziennikarzy zainteresowanych tematem i lokalni pismacy. Na badaniach pojawiłby się archeolog plus asystent (nie odpuściliby takiej "sensacji"). Aby przegonić taką armię ludzi trzeba byłoby zorganizować armię przestępców. Czy wg. ciebie jest to możliwe?
Do gościa. Ja też jestem emerytowanym policjantem, co prawda odszedłem w 2005r ale też mnie krew zalewa za rabunek dóbr kultury. Jestem pasjonatem historii a w szczególności historii II wojny światowej. Ostatnio odwiedziłem Osówkę i jakiez moje zdziwienie - po 97-roku ludzie opiekujący sie tym skansenem odkryli odsłonięte na skutek powodzi wejście. Chcieli je eksplorować więc wynajęli koparke, która usunęła resztę ziemi z wejścia. Jednakże nasze wladze ze względu na dewastację środowiska nakazały im zapłacić ponad 20.000zł. Skończyło sie tym, że wejście zostalo zasypane i obsadzone sadzonkami. Podobno do 1948r. wszystkie poziomy projektu Riese były dostępne, a miejscowi kradli z nich żarówki. Więc co się stało? Czy nasi związani są umową międzynarodową, która gwarantuje tajność w archiwum w Koblencji projektowi Riese do 2020r. czy też może sami produkujemy tam coś, czego nie chcemy ujawnić i stąd ta nagonka. Podobno w 1997r. burmistrz Głuszycy oraz profesor z Krakowa, któray chcial zbadać Osówkę radarem geologicznym dostali na domowe adresy anonimy z Kamiennej Góry, gdzie grozono ich rodzinom jeśli nie zaprzestaną poszukiwań? Co o tym myślicie?
Zadziwiające, że w każdej wsi jest tajemniczy, aczkolwiek niewidzialny, skarb. Wszędzie wjechał jakiś niemiecki pociąg pełen złota. Chyba Niemcy mieli tego złota więcej niż Inkowie i ZSRR razem wzięci... kolejna-monika.eblog.pl
Najgorsze jest to ze uczciwi pasjonacie są tak samo traktowani jak poszukiwacze nastawieni na zarobek
jestem jednym z Olsztyńskich policjantów...który zatrzymał panów z Torunia z elementami "skarbu".Były fanfary, wywiady, spotkania ..... i nic więcej.Miano powołać specjalny wydział do zwalczania przestępstw tego typu.i nie powołano.zjawiskiem znów zajmują sie przypadkowi policjanci.przykro. Nic bardziej mnie nie wkur..... niz świadomość tego ,że pozwalamy bezkarnie okradać się z naszej historii , tradycji,kultury.Aż tak bogaci jesteśmy?????? chyba nie.
Świetny materiał i genialny temat. Szkoda tylko, że w Polsce obok takich poszukiwaczy z prawdziwego zdarzenia jest masa kolesi, którzy są w stanie np. rozkopać pół rezerwatu w poszukiwaniu paru kilogramów zwykłego żelastwa...
Świetny materiał i genialny temat. Szkoda tylko, że w Polsce obok takich poszukiwaczy z prawdziwego zdarzenia jest masa kolesi, którzy są w stanie np. rozkopać pół rezerwatu w poszukiwaniu paru kilogramów zwykłego żelastwa...
Aż się chce zacząć szukać. Artykuł super
bardzo ciekawy artykuł
Niestrudzona tropicielka tajemnic Dolnego Śląska

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...

Weszłam do małego, obskurnego baru. Obok dwóch stolików oble...

Życie namorzynów to życie na skraju – ta ziemno-wodna formac...

Wykopanie w śląskiej cegielni koło Lublińca fragmentów jego ...
Blondynka znów w podróży - tym razem w Chinach!
Dzisiaj rozpoczyna się sprzedaż biletów i karnetów na wydarzenia odbywające się w ramach Brave Festival - festiwalu przeciw w...
Na przykładzie ponad 60 fotografii - pochodzących z zasobu warszawskich archiwów państwowych oraz zbiorów rodzinnych warszawi...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.