W podróży do rozległych przestrzeni nabiera się pewności, że są miejsca, które warto odwiedzić choć raz w życiu. Podróż rozpoczyna się w Ushuaia, mieście wysuniętym najbardziej na południe na całej kuli ziemskiej. Turyści wracają stamtąd z pieczątkami w paszporcie, na których widnieją słowa: „Fin del mundo”, koniec świata.
Miasto stanowi bramę do największej i najbardziej ostatecznej wyprawy – na Antarktydę. Ogromne statki na nabrzeżu przypominają o istnieniu, gdzieś daleko, białego kontynentu. Co roku stawia na nim stopę ponad dwadzieścia tysięcy turystów z całego świata. Dla mnie jest on swego rodzaju obietnicą samotności, nieskończonej przestrzeni i niezakłóconej ciszy. Trudno wyobrazić sobie miejsce bardziej odległe od domu, pozbawione stałych mieszkańców, telefonów komórkowych, internetu i zabudowań po horyzont.
Okrętujemy się na rosyjskim statku ekspedycyjnym Lyubov Orlova, przystosowanym do wypraw antarktycznych. Jest ogromny – długi na 100 m, szeroki na 16 m, a jego wyporność to ponad 6 t. O samotności można zapomnieć tuż po wejściu na pokład – kłębi się na nim stu dwudziestu turystów i kilkadziesiąt osób załogi rosyjskiej i międzynarodowej. Przez najbliższe 10 dni będziemy dzielić trzyosobowe kajuty. Większość pasażerów pochodzi z Nowej Zelandii, USA, Kanady, Holandii, Anglii. Z Polski przybyło dziewięć osób. Statkiem podróżują glacjolodzy i ornitolodzy, biolodzy i geolodzy. W wolnym czasie zaplanowano wykłady, odczyty, pokazy zdjęć i filmów o tematyce polarnej. Jednak już wkrótce się przekonamy, że nie każdemu z nas dane będzie w nich uczestniczyć z powodu choroby morskiej...
Jest 3 lutego, w Polsce zima w pełni, tymczasem na Antarktydzie lato. To właśnie teraz Cieśnina Drake’a jest wolna od lodu i będziemy mogli swobodnie płynąć w kierunku archipelagu Szetlandów Południowych. Już we wrześniu pokrywa lodowa może się zbliżać do Przylądka Horn! Zasypiam z myślą, że już wkrótce znajdziemy się na obszarze tzw. konwergencji antarktycznej – miejsca, gdzie lodowate wody antarktyczne łączą się z cieplejszymi, subantarktycznymi. Różnice temperatury, gęstości i zasolenia wód są tam tak duże, że po obu stronach żyją zupełnie inne gatunki organizmów. Kiedy przekroczymy zygzakowatą „granicę”, wreszcie wpłyniemy do Antarktyki.
Tysiąc kilometrów koszmaru
Nie ma szans na ominięcie słynnej Cieśniny Drake’a. Wszystkie statki, zarówno te wypływające z Ushuaia, jak i z Puerto Natales w Chile albo Falklandów, muszą się zmierzyć z tysiącem kilometrów żeglarskiego koszmaru. Na samą myśl o Drake’u ciarki przechodzą po plecach – to jedne z najbardziej niespokojnych wód na Ziemi.
Fundacja Viva! w porozumieniu z firmą Baj-Pros Eko informują, że rozpoczynają akcję „makulatura dla zwierząt”. Dzięki niej bę...
Pod patronatem National Geographic Polska ukazał się album fotograficzny: "Ptolemais zaginione miasto w Libii". Publikacja je...
Andora to jedno z najmniejszych państw na świecie znajdujące się w Pirenejach zaledwie 200 km od Barcelony na pograniczu Fran...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.