Punta Arenas jest bazą wypadową do podróży na Antarktydę. Można też stamtąd wybrać się do jednego z najpiękniejszych chilijskich rezerwatów, Parku Narodowego Torres del Paine. Jako miłośniczka gór wybieram drugą opcję. Przede mną kilka dni obcowania sam na sam z przyrodą i z niezwykle kapryśną pogodą. W ciągu minuty słońce zmienia się tu w deszcz, deszcz w śnieg, a śnieg w lód. Żaden opis nie odda emocji przypadkowego spotkania z tutejszym majestatycznym jeleniem huemul lub widoku lśniących z oddali monumentalnych granitowych iglic Wież Torres, symbolu tego parku narodowego.
Podczas wędrówki zastanawiam się, jak wyglądałaby historia Chile, gdyby nie polski geolog Ignacy Domeyko. W ojczyźnie znany jest głównie jako przyjaciel Adama Mickiewicza. W Chile jednak to bohater narodowy. Odkrył tu bogate złoża węgla kamiennego, złota oraz nieznanego minerału, który nazwano „domejkitem”. Stworzył też pierwszą mapę geologiczną Chile. Na dowód uznania dla uczonego jego imieniem ochrzczono miasto, pasmo Góry Domeyki oraz jedną z planetoid.
Przemarznięta do szpiku kości postanawiam na koniec podróży wygrzać się na pustyni Atakama. Autobus dowozi mnie do maleńkiego miasteczka San Pedro de Atacma. Znajduję się na skraju najsuchszego miejsca na ziemi. W niektórych obszarach Atacamy deszcz nie pojawił się od czterystu lat. Na pustynię średnio spada zaledwie 30 mm na rok (na Saharze – 100 mm). Wciąż chce mi się pić.
Nad San Pedro góruje majestatyczny szczyt wulkanu Licancabur (5 916 m n.p.m.). Miasto wygląda, jakby przysypał je pył wulkaniczny i zachował przez wieki w stanie niemal nienaruszonym. Niska gliniana zabudowa, bielone wapnem ściany, pokryte kurzem nieasfaltowane ulice. Jednak to nie wynik działania wulkanu, lecz lokalnych władz, które zakazują wszelkich nowoczesnych ingerencji. Restauracje, hoteliki, posterunek policji i trzy bankomaty zostały sprytnie zakamuflowane warstwą gliny i wapna.
Stąd można dostać się do najwyżej na świecie położonych gejzerów El Tatio (4 320 m n.p.m.). Żeby zobaczyć ten cud natury, zrywam się o trzeciej nad ranem. Jest piekielnie zimno, poza tym w kranie znowu nie ma wody. No tak – wszak jesteśmy na pustyni. Na drodze straszne wertepy. Przez dwie godziny na wpół otępiała z niewyspania telepię się w jeepie. Jest ciemno, zimno, a kurz wciska się wszystkimi szczelinami. Nocą temperatura potrafi spaść nawet do –10°C, w dzień słońce grzeje niemiłosiernie. Całe to poświęcenie po to, by zobaczyć gejzery o wschodzie słońca.
Rozgrzana przez gorącą magmę woda wydobywa się na powierzchnię i w zetknięciu z mroźnym o świcie powietrzem tworzy parę, która wytryska na wysokość 10 m. Podczas spaceru między gejzerami należy uważać, bo podłoże jest bardzo kruche, a z głębi ziemi raz za razem wybucha z sykiem nowy strumień. Zdarzyło się już, że lekkomyślni turyści zostali poparzeni wodą. Tymczasem lokalny przewodnik wrzuca jajka do ukropu i gotuje nam je na śniadanie. W drodze powrotnej czeka mnie rozkoszna niespodzianka – gorące źródła. Z ulgą zanurzam się w parującym basenie.
Po powrocie do San Pedro zwiedzam jeszcze olbrzymie słone jezioro Salar de Atacama. Na tej mającej 4 tys. km2 płaskiej białej powierzchni dostrzegam flamingi, które w okresie lęgowym budują z brył soli niezwykłe gniazda i składają w nich jaja. Wieczorem, gdy podziwiam cudownie rozgwieżdżone niebo nad pustynią Atakama, a chłód znowu daje mi się we znaki, bezwiednie zaczynam powtarzać to samo co Indianie, którzy przybyli na te tereny po raz pierwszy: chile, chile, czyli „zimny kraj”.

Bystra! – kierowca szarpie mnie za rękaw. Transport czeka. Z...

Słyszeliście o ski bums? To narciarscy włóczędzy. Kręcą się ...

Do 27 marca 2012 r. możesz głosować za pomocą SMS na najwybi...

Reklamy ośrodków narciarskich przypominają czasem te proszkó...
W przyszłym roku lecę do Chile na stałe - czeka mnie całe życie niezapomnianych widoków i wspaniałej wędrówki.. :)
a Chilenos zasługują na równie wielki zachwyt jak krajobrazy.
a Chilenos zasługują na równie wielki zachwyt jak krajobrazy.
Byłem w Chile w latach 80\'tych - fragment od Antofagosty do Valparaiso - ładniej jest na południu. Mniejsze miasta nadmorskie ograniczone bywają wysokimi górami z brązowego pisakowca (chyba) bez roslinności - to dosyć przygnębiajacy widok, okolice Valparaiso przypominaja troche finskie szkiery.
Podróżnik, filmoznawca, tłumacz języka hiszpańskiego, znawca kultury latynoskiej. Od lat prowadzi wyprawy po Ameryce Południowej, od Wenezueli po Ziemię Ognistą.
Już 15 marca w siedmiu największych miastach Polski rusza 12. edycja Tygodnia Kina Hiszpańskiego, imprezy od lat pokazującej ...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.