Niger

24 marzec 2009
NigerZdjęcie: Michał Zieliński

Do osady Teguidda-n-Tessoumt nie prowadzi żadna droga, a wiatr zasypuje piachem wszelkie ślady.

Sól książąt Sahary

Kilka miesięcy temu dr Adam Rybiński, etnolog od lat badający kulturę Tuaregów w Nigrze, zaprosił mnie do udziału w swojej kolejnej ekspedycji. Jednym z celów wyprawy miała być tajemnicza osada Teguidda-n-Tessoumt, leżąca na pustynnym płaskowyżu, z dala od handlowych i turystycznych szlaków. Zatrzymują się tu głównie przemytnicy i kupcy prowadzący półoficjalny handel z Algierią. Nie prowadzi tam żadna droga, a koleiny w piachu co jakiś czas znikają zasypywane przez wiatr z gór Air. Teren jest całkowicie płaski. Temperatury w zimie sięgają  40OC. Jak jest latem – lepiej nawet nie myśleć. Wszystko to sprawia, że niewielu białych miało okazję odwiedzić to miejsce.
W grudniu wraz z dr. Rybińskim, jego synem Władkiem i moją żoną Agnieszką wylądowaliśmy w Agadez – zbudowanej z gliny stolicy krainy Tuaregów. Zapakowawszy do wynajętej toyoty materace, śpiwory, zapasy wody, jedzenie i drewno na ognisko ruszyliśmy w drogę. Nasz kierowca Omar wziął też gitarę. Podczas biwaków pod gołym niebem umilał nam czas tuareskimi piosenkami. Zapewniam, że są wspaniałe.
Pierwszy przystanek na naszej trasie do solanek to wioska Kerboubou – mała osada Tuaregów. W tej biednej społeczności wiodą żywot siostry z zakonu Małych Sióstr Jezusa, a wśród nich Polka, siostra Krystyna. Skrajne ubóstwo mieszkańców wioski jest też udziałem zakonnic. Tuareski namiot, łóżko z matą, cztery garnki i kilka kóz – to wszystko, co posiadają. Jest jeszcze namiot-kapliczka. I ogromna pogoda ducha. Siostry nie nawracają, nie mówią, jak żyć – po prostu są. Swoją obecnością dają świadectwo Boga. Muszą mieć ogromną wiarę i siłę ducha, by z własnej woli żyć w ubóstwie i upale Sahelu.
Ruszamy dalej. Do miasta Ingall, z którego pochodzi lud d’Isawaghen pracujący w Teguidda-n-Tessoumt, wiedzie jeszcze jako taki trakt. Po drodze spotykamy trzech Tuaregów na dwóch wielbłądach. Wynurzyli się zza horyzontu jako małe kropeczki, minęli nas i jako takie same kropeczki zniknęli. Zapewne tak samo wyglądały wędrówki dawnych handlarzy solą. Dziś sól transportują ciężarówki. Biwakujemy pod gołym niebem. Zachwyca nas fantastyczny zachód słońca, potem pełnia księżyca, ognisko i piosenki Omara.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

  • Michał Zieliński

    Michał Zieliński

    Podróżnik, alpinista i pilot paralotni. Organizował i uczestniczył w wielu wyprawach wspinaczkowych w różne zakątki świata, m.in. na K2.

Ostatnio czytali

  • tami
  • s3quin
  • wucoff
  • wieszwal

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się