Nie tylko gotówka

24 marzec 2009
Nie tylko gotówkaZdjęcie: shutterstock.com

„Kto nie ma miedzi, ten w domu siedzi” – mówi popularne polskie przysłowie. Od czasów Fenicjan, którzy wynaleźli pieniądze, ktokolwiek wyrusza w drogę, powinien mieć przy sobie pełną sakiewkę, portmonetkę lub portfel. Teraz do wyboru są jeszcze karty i czeki – które z nich najbardziej przydają się w podróży?

Wbrew reklamom niektórych kart płatniczych nie da się wyruszyć za granicę bez drobnych w kieszeni. W wielu miejscach, nawet uznających karty płatnicze, za nieduże zakupy trzeba zapłacić gotówką, i to najlepiej w lokalnej walucie. W czeskim Harrachovie niemal w każdej knajpce chętnie przyjmą złotówki lub euro, ale przelicznik zastosowany przez kelnerów sprawi, że browar będzie droższy niż na warszawskiej Starówce. Lepiej więc wymienić pieniądze w kantorze i płacić koronami.

Podróżowanie po Europie jest wygodne, bo wiele krajów ma wspólną walutę. Od 2008 roku euro obowiązuje także na Malcie i Cyprze. W 2007 roku wprowadziła je Słowenia, a Słowacja zrobiła to w styczniu 2009. Euro można płacić także w Andorze, Czarnogórze i Kosowie, a poza Europą – w Gwadelupie, na Martynice, Reunion, Saint Pierre, Miqueolon i w Gujanie Francuskiej.

Na wyjazd poza granice Unii Europejskiej trzeba zabrać dolary (lepiej tzw. nowej edycji, wydane po 2004 r.) albo euro. Waluta amerykańska – mimo spadku na wartości – jest nadal powszechnie akceptowana na świecie. Ba! W Jordanii w niektórych punktach wymiany traktuje się ją niemal na równi z euro (różnica w kursie wymiany wynosi zaledwie 10 proc.). Za to na Kubę od 2004 r. lepiej brać euro. Obowiązują tu trzy waluty: euro, peso convertible i peso zwyczajne. W dwóch wymienionych na początku płacą zagraniczni turyści. Wcześniej rolę euro odgrywał dolar, ale odkąd zaczęła spadać jego wartość, jedyna słuszna partia zakazała stosowania tej waluty. Peso zwyczajnym płacimy wszędzie poza centrami turystycznymi, ale waluta ta ma wartość jedynie pamiątkową – szczególnie cennym okazem jest trzypesowy (!) banknot z wizerunkiem Che Guevary.

Na lotniskach kursy wymiany są zazwyczaj najgorsze. Jedne z niewielu krajów, gdzie pieniądze można bez straty wymieniać zaraz po wylądowaniu to Tunezja i Libia. Kurs dolara czy euro jest tam stały niezależnie od banku.

Z reguły dobrze jest też mieć jak najmniejsze nominały. Choć są zapowiedzi wycofania banknotów jednodolarowych, to w krajach Bliskiego Wschodu dobrze widziane są napiwki w tej walucie. Łatwiej też wymienić np. banknot 20-dolarowy niż 100-dolarowy, który jest jednym z najczęściej fałszowanych na świecie. Są też wyjątki, np. na Madagaskarze lepszy kurs na czarnym rynku uzyskują wyższe nominały (poza tym lepiej wziąć tam euro niż dolary).

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

Ostatnio czytali

  • tami
  • Selene
  • Witcher
  • Adam1
  • Flower
  • adamian
  • SkyCaptain
  • s3quin
  • Justinka
  • Bog_danek

Czytali także

Aktualności

  • Makulatura dla zwierząt

    Fundacja Viva! w porozumieniu z firmą Baj-Pros Eko informują, że rozpoczynają akcję „makulatura dla zwierząt”. Dzięki niej bę...

  • Ptolemais zaginione miasto w Libii

    Pod patronatem National Geographic Polska ukazał się album fotograficzny: "Ptolemais zaginione miasto w Libii". Publikacja je...

  • Polskie dni w Andorze 26.03-03.04.2012

    Andora to jedno z najmniejszych państw na świecie znajdujące się w Pirenejach zaledwie 200 km od Barcelony na pograniczu Fran...

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się