Miłość wisi w powietrzu

25 styczeń 2010
Miłość wisi w powietrzuZdjęcie: Martin Oeggerli

Robią to ptaki, pszczoły, a nawet uwalniające pyłek rośliny.

Dla nas, ludzi, wiele rzeczy jest oczywistością. Choćby to, że zawsze znajdzie się jakiś sposób na dotarcie w pobliże interesującej i czarującej przedstawicielki przeciwnej płci. Tymczasem rośliny nie mają tak dobrze.

Przez większość długich dziejów zieleni na lądzie dwie rośliny musiały rosnąć blisko siebie, niemal się stykać, by mogło dojść do płciowego zespolenia. Mech uwalnia swe blade plemniki do kropli deszczu, by te poniosły je do najbliższego partnera. Podobnie czyniły inne prymitywne rośliny lądowe. Minus takiej strategii polega na tym, że jak jest sucho, nici z zalotów. Roślinność była w stanie przetrwać tylko w tych wilgotnych zakątkach świata, gdzie osobniki męskie i żeńskie łańcuch kropelek wody łączył w sposób w miarę niezawodny. Większość lądów w tych czasach pozostawała naga. Aż któregoś dnia, jakieś 375 mln lat temu, stało się. Ewolucja jednej z linii rodowych roślin doprowadziła do wytworzenia ziaren pyłku i nasion. Odtąd nic już nie było takie jak przedtem. Powiedzmy bez ogródek: pyłek to roślinna sperma. Każda jego drobina zawiera dwie męskie komórki rozrodcze we wspólnej otoczce, która pełni zarazem funkcje ochronną i transportową. Pojawienie się pyłku wprowadziło radykalny zwrot akcji: teraz odległość przestała mieć znaczenie. Możliwa stała się rozpusta, akt płciowy zielonych nieznajomych.

Mimo to do powstania nowego życia droga nadal była daleka i niepewna. Spośród wielu powierzonych kapryśnym wiatrom ziarenek tylko nieliczne docierały do celu. Z czasem pojawiły się usprawnienia. Woreczki pyłkowe wystrzeliwały swój złoty ładunek na pewną odległość. Ziarna pyłku wytwarzały baloniaste skrzydełka ułatwiające powietrzną żeglugę przy najmniejszym powiewie. Rośliny zaczęły wytwarzać miliony, miliardy ziaren pyłku. Spośród tej masy któremuś musiało się udać.

Celem każdego z tych miliardów ziarenek jest nagi zalążek (przyszłe nasiono) innego osobnika tego samego gatunku. Gdy już na nim wyląduje, ziarnko pyłku próbuje wypuścić rurkę – tzw. łagiewkę – która połączy plemnik z ukrytą wewnątrz zalążka komórką jajową. Jeśli wyląduje na zalążku osobnika niewłaściwego gatunku, jest już zbyt słabe albo za stare, łagiewka nie powstaje. Gdy wszystko układa się dobrze, jeden z plemników, wybraniec, dokonuje zapłodnienia i powstaje nasiono, które da początek kolejnej roślinie. Fakt, że rośliny w ogóle istnieją, jest świadectwem, że na tej płciowej loterii wygrane trafiają się częściej, niż można przypuszczać.

Życie rozwijało się właśnie w ten sposób przez miliony lat. Pyłek trafiał na zalążki dzięki łasce zmiennych wiatrów i przypadku, aż doszło do kolejnej przemiany. Według słów przyrodoznawcy Lorena Eiseleya był to „bezdźwięczny a gwałtowny wybuch”. W jednej z linii rodowych roślin pojawiły się nasiona osłonięte owocem i otoczone płatkami korony. Ta linia rozwojowa – rośliny okrytozalążkowe – radziła sobie lepiej. Zalążki były chronione (w zalążniach, które po zapłodnieniu zamieniały się w owoc). Płatki kwiatu przyciągały zwierzęta, które mimowolnie przenosiły pyłek z kwiatu na kwiat na piórach, skórze czy szczecinkach. Co więcej, przenosiły go w sposób bardziej przewidywalny niż wiatr, więc rośliny o atrakcyjniejszych płatkach miały przewagę. Kwiaty stały się barwne, by zainteresować potencjalnych zapylaczy, a jako dodatkowy wabik zaczęły wytwarzać nektar. Przynęta chwyciła. Kolibry i cukrzyki wyhodowały sobie długie dziobki, by dosięgnąć nektaru. U ciem i pszczół powstały długie, ssące aparaty gębowe. U nietoperzy ewolucja stworzyła długie, lepkie języki, nawet dwa razy dłuższe niż całe ciało.

Trzmiele wysysając nektar, obsypują się pyłkiem, który czepia się ich włochatych tułowi i odnóży, a gdy z brzękiem przelecą na inny kwiat, zostawiają w nim trochę tego pyłku. Bywa, że zbierają pyłek do koszyczków na tylnych odnóżach. Gdy wrócą do domu, chomikują go w specjalnych „garnuszkach” z wosku, by mieć co jeść w deszczowe dni.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Gość Gość

Komentarze

  • 2010-03-01 02:07

    Bardzo dobry artykuł, fotki b. dobre :)

  • 2010-02-21 15:30

    ciekawe zdjęcia i ciekawy artykuł :) pozdrawiam

  • 2010-01-26 14:26

    Dzień dobry. Po przeczytaniu : Przepraszam, ale nie mam oryginalnych skojarzeń na temat miłości wiszącej w powietrzu. Mógłbym zacytować trochę poezji miłosnej. To jednak już nie ten wątek.

  • 2010-01-26 00:31

    ...jakże by ubogi był świat bez miłości.... :)

Autor

Ostatnio czytali

  • monia
  • magg44
  • fabien
  • Ewelinta
  • yonash
  • eMilka
  • Karol_ina
  • Rys47
  • Kaktusica
  • kasia_m91
  • owink
  • Witcher
  • Paulina93
  • Bax181086
  • Jadwiga
  • milrohir2
  • Iwona0805
  • pilar1991
  • pf1964
  • Gniewosz
  • gilmo
  • hubiphoto
  • Sheed
  • Tom77
  • krzyhar
  • kateplum
  • sabciam

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

  • Pandy

    Pod koniec wyprawy, podczas której nie było miejsca na luksusy, pozwoliłam sobie zaszaleć i zamiast przeżywać katusze w trakcie trwającej wieczność...

  • Pandy

    Czasami dzieje się tak, że podczas wyprawy, którą uważasz za najciekawszą przygodę, jaka mogła ci się przytrafić, nagle wyskakuje coś, dla czego...

Sklep poleca

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się