Meksyk - Studnia bez dna

31 lipiec 2010


Ósmego dnia zamiast strachu jest koncentracja, bo podczas tej wyprawy nic nie idzie gładko. Czarek z przerażeniem odkrywa, że jeden z jego komputerów nurkowych zresetował się po wyczerpaniu baterii. Tym samym stracił zapasowe urządzenie do mierzenia dekompresji. Komputer można inicjować, ale potrzebne są kody, które zna tylko producent sprzętu w Anglii. Poranek mija na nerwowym monitorowaniu poczty elektronicznej. Na szczęście tuż przed odjazdem otrzymujemy zbawiennego maila. Już w samochodzie dla świętego spokoju sprawdzam, jak się czują moje komputery, i własnym oczom nie wierzę: jeden z nich padł! Muszę wrócić do hotelu w Méridzie i go zresetować. Czy to znak, że jednak nie powinniśmy nurkować w Sabak Ha?
 
Zanurzamy się zgodnie z planem. Opadam pierwszy, za mną Robert z moimi butlami bocznymi. Ma za zadanie zabrać ode mnie zużyte i zostawić przy poręczówce pełne butle, na drogę powrotną. Tuż za nami opada Czarek. Znów przebijam się przez siarkowodór i haloklinę. Na 100 m przyczepiam do liny jaskiniowej butle boczne i ruszam w stronę wejścia do korytarza. Czas jest idealny. Nabieram przekonania, że tym razem uda się osiągnąć głębinę Czarnej Otchłani. Za mną płynie Robert, a przynajmniej tak mi się wydaje... Gdy przestaję widzieć światło jego latarki na przeciwległej ścianie jaskini, odwracam się zaniepokojony. Chaotyczne ruchy snopa światła sugerują sytuację awaryjną. Podpływam bliżej i widzę, że Robert utknął w kłębowisku poręczówki. Staram się go odplątać – bezskutecznie. Robert przerywa nurkowanie i rusza w stronę wyjścia z jaskini. Próbuję rozsupłać linę, żeby uwolnić chociaż moje gazy niezbędne do dekompresji, ale za długo to trwa. Muszę ją przeciąć.
 
Poczucie porażki jest bolesne. Nie osiągnęliśmy dna jaskini, za to zniszczyliśmy linę poręczową, co uniemożliwia dalszą eksplorację Sabak Ha. Na powierzchni zbieramy myśli. Mamy niewykorzystane gazy na 200 m – jeżeli dobijemy je powietrzem, będziemy mogli zejść na 160 m. Przynajmniej naprawimy poręczówkę. schodzimy z czarkiem raz jeszcze, zapominając o stresach ostatnich dni. Przy tej widoczności trudno będzie znaleźć linę z zapasowymi butlami, oddaloną od ściany studni o 15 m... Doczepiam do końca przeciętej poręczówki linę z kołowrotka i zanurzamy się coraz głębiej. Szukamy drugiego końca zniszczonej liny jaskiniowej, na dodatek opadliśmy w innym miejscu niż poprzednio. Upewniam się, że moja poręczówka jest dobrze umocowana do skał, i przeczesujemy teren. Wreszcie dopływamy do starej liny biegnącej w poprzek naszej trasy. Wychodzi na to, że wyznaczyliśmy o wiele krótszą drogę do Czarnej Otchłani. Związuję obie liny i naprężam poręczówkę. Sabak Ha może być eksplorowana przez kolejne ekipy.
 
Zostało nam jeszcze sporo gazów, ruszamy więc w dół wzdłuż liny, którą Matt zostawił tu 12 lat temu. Omszała poręczówka zlewa się z szarym piaskiem – łatwo stracić ją z oczu. Uskoku ciągle nie widać. Po kwadransie, gdy osiągamy głębokość 130 m, musimy wracać. Z uczuciem niedosytu patrzę na niknącą w głębinie linę. Jak długi może być ten korytarz? 250 m? 300 m? Podczas powrotu wpływamy nagle w śnieżycę – wzbudzone naszymi oddechami sklepienie jaskini obsypało nas wapiennym pyłem. Teraz widać jeszcze mniej.
 
Z ulgą zaczynamy wynurzanie. Czeka nas 5 godzin dekompresji. Na 60. metrze nerwowo rozglądam się za butlami, bo powinniśmy się już przepiąć na kolejną mieszankę. Odrywam się od ściany studni i płynę w mrok. Czarek zostaje przy poręczówce z latarką. Oddycham już oparami, gdy wreszcie – są.
 
Na 25. metrze znów problem – od kolejnych butli, które miały być tuż nad naszymi głowami, dzieli nas ponad 10 m. Niby niewiele, ale według komputerów musimy spędzić jeszcze pół godziny na większych głębokościach, inaczej grozi nam choroba dekompresyjna. Lepsze to niż utonięcie, więc jak rakieta ruszam do góry, chwytam butle i wracam do Czarka. Przez następne 3 godziny czekam na objawy choroby. Nic się nie dzieje.
 
Wynurzamy się w czerń meksykańskiej nocy. Na brzegu wita nas brawami cała wioska. Sabak Ha nie zdradziła nam swojej tajemnicy. Może kolejne ekipy nurkowe skorzystają z naszych doświadczeń i będą miały więcej szczęścia?
 
 

No to w drogę: Meksyk

 

 

  • Dojazd: najlepiej Martinairem i KLM przez Amsterdam do Cancun, cena biletu w zależności od sezonu to 2,5–4,5 tys. zł.
  • Wiza: na pobyt turystyczny do 180 dni nie jest wymagana.
  • Kiedy: we wrześniu, przed rozpoczęciem pory deszczowej, ale ceny są wtedy wysokie.
  • Waluta: peso meksykańskie (MXN); 1 dol. = ok. 12,5 peso.
  • Noclegi: hoteliki w Playa del Carmen, np. Mom’s Hotel czy Tukan, oferują czyste pokoje dwuosobowe z klimatyzacją, łazienką i wi-fi za 40–50 dol. za noc.
  • W Méridzie dwójka ze śniadaniem w sieci moteli Technotel kosztuje 60–70 dol.
  • Jedzenie: tanie i smaczne. Stek arachera z piwem Sol albo fajitas z krewetkami w lokalnej knajpce to wydatek ok. 10 dol.
  • Rekreacja w Playa del Carmen: dzień na rafie (2 zanurzenia) kosztuje 70 dol. + 15 dol. za sprzęt, dzień w cenotach (także 2 zanurzenia) – 120 dol. Warto się wybrać na wycieczkę na rafę pobliskiej wyspy Cozumel (cena: 140 dol.). Kurs nurkowy od podstaw kosztuje 275 dol. Sprawdzone bazy: Abyss i Tank Ha.
  • Nurkowanie techniczne: wypożyczenie zestawu dwubutlowego w bazie ProTec kosztuje 20 dol./dzień, napełnienie obu butli to wydatek 12 dol. www.deepexplorers.pl
  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Artykuł

    Nurkowanie- Niezbędnik Travelera

    Nurkowanie- Niezbędnik Travelera

    Ciekawe, czy 65 lat temu, gdy nikomu nieznany kapitan francuskiej Marynarki wojennej Jacques Yves Costeau konstruował pierwszy reduktor, pozwalający na swobodne oddychanie i poruszanie się człowieka pod wodą, ktokolwiek potrafił przewidzieć, że już pod koniec XX wieku nurkowanie stanie się niezwykle popularnym i powszechnie dostępnym sportem.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2011-05-14 17:10

    Bardzo ekscytujące hobby! Niedawno w kinach ukazał Sie nowy film Jamesa Camerona „Sanctum”3D, który jest oparty na autentycznych wydarzeniach ekspedycji do głębin podwodnej jaskini Esa’ala w Papua-Neuguinea. Ten artykuł mógłby także posłużyć jako scenariusz filmu dokumentalnego...

  • Do moderacji
    2010-08-01 11:08

    trochę ryzykowne te nurkowania..

  • Do moderacji
    2010-08-01 07:12

    *cudowny artykuł*

Autor

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się