Kiedy zadałam to samo pytanie Fidencii, odpowiedziała mi w stylu „rozweselmy przybysza”, a następnie wzruszyła ramionami. – Gramy na bębnach, bo jest to czas grania na bębnach – stwierdziła wreszcie. Faryzeusze malują swoje ciała farbą; mężczyźni przebrani za żołnierzy noszą zdobione drewniane miecze; w lektykach obnosi się figury Jezusa i Marii; słomiana kukła Judasza, ukształtowana tak, by nie sposób było nie zauważyć zaskakujących skutków najwyraźniej niedawnego przedawkowania viagry – to wszystko elementy Wielkiego Tygodnia, które są obecne w całej Sierra Madre. Ukrzyżowanie nakłada się na ceremonię siewu, coroczne zwycięstwo dobra nad złem, niosące ze sobą katharsis oraz na przedchrześcijańską cześć dla deszczu, słońca i księżyca.
Korzystając z nieobecności mężczyzn, spróbowałam na spotkaniu z kobietami w Guagüeyvo dowiedzieć się czegoś więcej o zaskakujących szczegółach anatomii Judasza. Pierwszą reakcją był ogólny wybuch śmiechu, później okazało się jednak, że nikt nie zna pewnej odpowiedzi. Tylko jedna z odwiedzających wioskę zakonnic powiedziała, że według posiadanych przez nią informacji element ten ma ośmieszyć Judasza.
– Musisz pamiętać, że to zdrajca – stwierdziła. – I ma zostać za chwilę zniszczony. Gdy ruszyłyśmy z Loreną przez pola, na niebie wisiał księżyc w pełni. Chcąc okazać szacunek, włożyłam spódnicę i zawiązałam chustę pod szyją, co spowodowało, że moja towarzyszka, ubrana w dżinsy, spojrzała na mnie z wyrzutem. – Przebrałaś się – westchnęła. – No dobrze. Wróciła do domu, a po chwili wyszła również ubrana w spódnicę i chustę. Kiedy szłyśmy w stronę kościoła, gdzie kuzyni Loreny uderzali w bębny z koziej skóry i tańczyli w wijących się szeregach, dziewczyna swoimi muskularnymi stopami odsuwała z drogi wszystkie kamienie. – Nie mogę już nosić sandałów – stwierdziła. – Pokonałam zbyt wiele kamienistych ścieżek.
Łatwo byłoby to zinterpretować w stereotypowy sposób – niepewna swej tożsamości kobieta, zmagająca się z dziedzictwem dwóch kultur itd. Jednak ojciec Loreny też gra w kościele i stojąc pośród tancerzy o pomalowanych ciałach, dmie w drewniany flet Tarahumara. Razem z bratem bliźniakiem pomaga prowadzić ceremonie Semana Santa. W pełni należą do społeczności Guagüeyvo. Lorena już nie, bo pragnie dla siebie i synów rzeczy, których nie ma w odizolowanych kanionach i których nie nauczą się w prowizorycznych szkołach. Gdy rozpoczęła pracę pielęgniarki, przez pięć lat przyjeżdżała do gabinetu medycznego, który powstał obok szkoły w Guagüeyvo i pomagała mieszkańcom wioski. Odmówiła przyjęcia stałej posady. W jej dzisiejszej garderobie nie ma już ani jednej tradycyjnej sukni, która nadal by na nią pasowała.
– Jestem mieszkanką tych ziem – powiedziała mi tej samej nocy, gdy rozmawiałyśmy o tożsamości. Kiedy wysiłek wkładany w dotrzymanie wierności rodzimym tradycjom staje się pułapką, zmuszającą jednostkę do zachowywania się tak, by sprostać różnym romantycznym wierzeniom na temat danej kultury? Lorena bez wielkiego entuzjazmu odnosi się do planów rozwoju Miedzianego Kanionu; jej plemię nie potrzebuje pracy przy sprzątaniu hotelowych pokoi, a widok Rarámuri sprzedających rękodzieło, pozujących przed obiektywami turystów, budzi w niej niesmak i zażenowanie. Nie z powodu sentymentów? – jej zdaniem Indianie zbyt mało na tym zarabiają. Dzieci natomiast powinny być w szkołach, a synom nie należy zachwalać picia alkoholu. W pokoju, który dzielimy z jej dwoma synami, płonie jedna świeca. Minęła już północ i wciąż jeszcze słychać bębny. – Kiedy tu przyjeżdżam, ogarnia mnie absolutny spokój – szepce kobieta. Po czym nagle dodaje: – Gdy mój syn skończy sześć lat, wyprawię mu przyjęcie i zaproszę moje siostry. Chcę, żeby zobaczyły, jak to jest mieszkać w mieście. Mówiąc to, miała na myśli swoje dwie niezamężne, niewykształcone siostry, które mieszkają z rodzicami. Starsza ma już trójkę dzieci, jednak ich ojciec odszedł. – Mogłyby zostać pielęgniarkami, nauczyć się języka, pracować w klinice – wzdycha. – Tu nie ma dla nich przyszłości.
Spalenie Judasza odbyło się w sobotni poranek. Na placu ustawiono kadzie z bimbrem, a w sąsiedztwie domu Loreny stanęły gary pełne gorącej potrawki zwanej pozole, na którą składają się ziarna, mięso kóz oraz królików upolowanych przez faryzeuszy dzień wcześniej. Wreszcie nadszedł moment, gdy wszyscy ruszyli do kościoła. Kukłę Judasza w czarnej czapce z daszkiem wywleczono na otwartą przestrzeń, gdzie kilku na wpół pijanych mężczyzn zaczęło ją kopać i obrzucać wyzwiskami, odrywając jednocześnie kończyny. W końcu ktoś przytknął zapałkę do słomianej postaci, a mężczyźni z trudem trzymając się na nogach, zgromadzili się nad kupką popiołu i niedopalonej słomy. – Ahora qué hacemos – zakrzyknął ktoś. Lorena wybuchnęła śmiechem i spojrzała w moją stronę. Usłyszałem, jak zaciskając dłoń na ramieniu pięcioletniego synka, powtarza: – Ahora qué hacemos – I co dalej?

Indyjskie hulmany mogą być święte, pomocne, a nawet uprzykrz...

Niezbyt nadawali się na przywódców. Większość lepiej znała s...

Majestatyczne lasy Borneo znikają wśród dymu i trocin. Sławn...

Po katastrofie z 11 marca 2011 r. w japońskiej elektrowni a...

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...

Martwy słoń, samiec, leży na boku, z prawą nogą podkurczoną ...

Polska to kraj ukrytych skarbów. Magia ich tajemnicy przycią...

Podróżnicy zwykle starannie unikają takich sytuacji. Przede ...
Blondynka znów w podróży - tym razem w Chinach!
Dzisiaj rozpoczyna się sprzedaż biletów i karnetów na wydarzenia odbywające się w ramach Brave Festival - festiwalu przeciw w...
Na przykładzie ponad 60 fotografii - pochodzących z zasobu warszawskich archiwów państwowych oraz zbiorów rodzinnych warszawi...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.