A jak przyjmowana jest w szerokim świecie muzyka stricte góralska, bez pulsującego rytmu reggae?
Dobrze pamiętam EXPO w Japonii w 2005 r., gdzie byliśmy częścią dużego koncertu i – jak wszyscy – graliśmy utwory Chopina. Zagraliśmy Mazurka krzesanego, czyli mazurka D po góralsku. Okazało się, że Japończycy na nasze utwory reagują niemal identycznie jak polska publiczność, a przecież nie rozumieli, o czym śpiewamy. Później koncertowaliśmy jeszcze w pawilonie polskim, gdzie przychodzili zupełnie przypadkowi ludzie zwiedzający wystawę światową i czułem, że nasza energia, przekaz pozasłowny też do nich dotarły.
Można powiedzieć, że jesteście ambasadorami polskiej sztuki z dziada pradziada…
Fakt (śmiech). Nasz pradziad Stanisław Budz-Mróz w 1925 r. pojechał na Wystawę Światową do Paryża z Kapelą Bartusia Obrochty. Grywał także we Lwowie, w Berlinie, Hamburgu... Jan Kasprowicz napisał o nim piękny wiersz zatytułowany Kobziarz Mróz. Mam podobny dylemat jak ten wyrażony w owym wierszu: czy nie-górale potrafią naszą muzykę tak do końca zrozumieć? Może lepiej grywać ją tylko Dunajcowi nad łozą…
Muzyka góralska ma silny rdzeń karpacki. Nie miał pan pokusy zbadania, co tam grają za siódmą górą, za lasem?
Graliśmy na Bukowinie rumuńskiej, która kojarzy nam się z Bukowiną Tatrzańską. Dla mnie, człowieka zaczytanego w dawnych dziejach Polski, była to podróż sentymentalno- -romantyczna. Spotkaliśmy tam ludzi, którzy przez 200 lat potrafili zachować swoje pieśni, swój język. Mówię tutaj o góralach czadeckich, którzy wyemigrowali niegdyś na Bukowinę. To była podróż w czasie – malowane domy, bardzo zadbane obejścia, zdobione ogrodzenia, piękne przydomowe kwiaty. W sensie architektonicznym – tak wyglądało Podhale jeszcze 50 lat temu. Odwiedziliśmy tamtejszą bacówkę. Baca był Rumunem, ale podobieństw z podhalańskimi bacówkami było więcej niż różnic. Nie robią oscypków, ale mają inne sery, żętycę. Kolejny raz wzajemnie było to bardzo emocjonalne spotkanie. W zespole jesteśmy wielbicielami kultury rumuńskiej, czy może szerzej – kultury wołoskiej, która łączy górali w całych Karpatach. Wraca się do tego jak do legendy. Wołosi mieli decydujący wpływ na rozwój tradycji i kultury górali polskich, słowackich, ukraińskich i rumuńskich. Dzisiaj, kiedy spotykamy się na festiwalach i próbujemy pokazywać fragmenty najdawniejszych zwyczajów pasterskich, zespoły z różnych części Karpat wnoszą na scenę te same rekwizyty. Najwięcej podobieństw jest w tym, co dla oka jest nieuchwytne, np. w mentalności. I kiedy się z tymi ludźmi usiądzie i pogra, wtedy odczuwa się tę wielką więź.
W jakich innych miejscach odczuwacie ją równie silnie?
Doskonale czujemy się na Węgrzech. Zresztą nasz pradziad Andrzej Trebunia-Tutka z Pesztu tutki do papierosów sprowadzał, stąd przydomek. To nas odróżnia od innych Trebuniów, bo dziś ten ród jest bardzo liczny. Graliśmy z muzykami z różnych stron świata, na przykład z Anglikami. Z nimi porozumiewamy się na innej płaszczyźnie. To nie jest już to otwarcie i spontaniczność.
Czy to prawda, że górale podhalańscy zapożyczyli niektóre pieśni od swoich beskidzkich sąsiadów?
Zdarza się. Andrzej Knapczyk-Duch np. swoje utwory, prawie autorskie, opierał na cytatach z melodii beskidzkich, morawskich i słowackich. Trzeba mieć świadomość wspólnych korzeni kulturowych górali karpackich. Kiedy się spotykamy, nie ustają dyskusje, co jest czyje, kto jest najbliżej pierwotnych wzorców, kto je najlepiej uchwycił i pielęgnuje. Bardzo szanuję górali beskidzkich. U nich przetrwały najstarsze elementy kultury wołoskiej, te, które pod Tatrami są już w zaniku, głównie z chęci przypodobania się turystom.
No to jak będzie z rdzenną muzyką góralską, ma szanse przetrwać napór komercji?
Ta tradycja broni się już od 100 lat, ale tylko siłą pojedynczych pasjonatów. Nie jest tak, że górale powszechnie ją doceniają. To, co było kiedyś naturalnie związane ze stylem naszego życia, bardzo ucierpiało po wygnaniu owiec z Tatr. Kulturową aktywność, która kiedyś rozwijała się spontanicznie, dzisiaj trzeba świadomie kreować. Świat idzie do przodu, wszystko się błyskawicznie komercjalizuje. Króluje zasada „wszystko na sprzedaż”. Często tradycja przeradza się w karykaturę – weźmy słynne już organizowanie napadów zbójnickich na zlecenie czy występy pseudokabaretowych zespołów góralskich. Jako juror najważniejszego festiwalu muzyki ludowej Nowa Tradycja, odbywającego się w studiu PR im. Lutosławskiego w Warszawie, obserwuję, że jest coraz więcej wartościowych zespołów, które chcą pielęgnować ludowe tradycje i mają ambicje, aby grać coraz lepiej. Niestety, ciągle daje się zauważyć, że od nas, górali, lepsi są muzycy z Warszawy, Lublina, Rzeszowa, Suwałk, Beskidów. Okazuje się, że Podhale jest zbyt przekonane o sile własnej tradycji i o własnej atrakcyjności, żeby chcieć dalej pracować, podnosić sobie poprzeczkę coraz wyżej.
Z zawodu jest pan jednak architektem, nie muzykiem…
Dzięki temu, że mam luksus życia z muzyki, mogę sobie pozwolić na wybieranie zleceń i specjalizowanie się w architekturze regionalnej. W tej dziedzinie proces tworzenia jest długi. To jest praca wielu ludzi, w określonej kolejności, efekt końcowy jest sumą ich starań. Projektowałem budynki w różnych lokalizacjach, ale najbardziej zadowolony jestem z tych, które stanęły w naturalnym dla tego stylu krajobrazie – na Podhalu.

Indyjskie hulmany mogą być święte, pomocne, a nawet uprzykrz...

Niezbyt nadawali się na przywódców. Większość lepiej znała s...

Majestatyczne lasy Borneo znikają wśród dymu i trocin. Sławn...

Po katastrofie z 11 marca 2011 r. w japońskiej elektrowni a...
Juz w 1. zdaniu nieprawda: przeciez skonczyl srednia szkole muzyczna na trabce. Kto to pisal, artykul bez podpisu? :-( KKE

Wszystkim uczestnikom konkursu dziękujemy za udział i przesł...

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...

Polska to kraj ukrytych skarbów. Magia ich tajemnicy przycią...

Przejście Północno – Zachodnie. Opłynąć Amerykę Północną od ...
Blondynka znów w podróży - tym razem w Chinach!
Dzisiaj rozpoczyna się sprzedaż biletów i karnetów na wydarzenia odbywające się w ramach Brave Festival - festiwalu przeciw w...
Na przykładzie ponad 60 fotografii - pochodzących z zasobu warszawskich archiwów państwowych oraz zbiorów rodzinnych warszawi...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.