Kryzys morskich łowisk

22 marzec 2009


Liczba ryb pospolitych gatunków, takich jak dorsz, alarmująco zmniejszyła się na łowiskach od Morza Północnego po wybrzeże Nowej Anglii. Z Morza Śródziemnego praktycznie zniknęło 12 gatunków rekinów, a włócznik, który powinien osiągać grubość słupa telegraficznego, jest obecnie odławiany i zjadany za młodu, gdy nie jest większy od styliska łopaty. Po wyczerpaniu łowisk półkuli północnej flotylle rybackie obrały kurs na południe, gdzie nadmiernie eksploatują kipiące niegdyś życiem łowiska. U wybrzeży Afryki Zachodniej słabo kontrolowane połowy, prowadzone przez miejscowe i obce statki, dziesiątkują populacje ryb w żyznych wodach szelfu kontynentalnego, pozbawiając głównego źródła białka rodziny rybaków z Senegalu, Ghany, Gwinei, Angoli i innych krajów. W Azji tak wielka liczba jednostek łowi na Morzu Jawajskim i w Zatoce Tajlandzkiej, że zasoby ryb są bliskie wyczerpania. – Oceany cierpią z wielu powodów, ale problemem przesłaniającym wszystkie inne jest rybołówstwo – mówi Joshua S. Reichert z organizacji non profit Pew Charitable Trusts. – O ile nie zaczniemy kontrolować pozyskiwania ryb i innych zasobów morza, utracimy sporą część przyrody ożywionej, która jeszcze pozostała w oceanach.

Słowo „okrucieństwo” wydaje się ciężkim oskarżeniem odwiecznej profesji rybackiej i z całą pewnością nie powinno być używane w odniesieniu do wszystkich, którzy ją uprawiają. Lecz jak inaczej określić to, co czynią poławiacze rekinów, każdego roku zabijający dziesiątki milionów tych ryb, z których wielu obcinają żywcem płetwy z przeznaczeniem na zupę? Okaleczone korpusy wyrzucają za burtę, skazując ryby na śmierć przez opadnięcie na dno morza. Jakim innym słowem opisać los niezliczonych morskich stworzeń chwytanych w sieci, w których się duszą? Zwłaszcza że po śmierci wracają do morza jako bezużyteczny przyłów. Jak określić połowy na sznury haczykowe? Kilometry linki i haków z przynętą nęcą i topią morskie stworzenia, m.in. żółwie i albatrosy wędrowne.

Może godzimy się z taką stratą, bo ryby żyją w świecie, którego nie widzimy? Czy byłoby inaczej, gdyby – jak w wizji pewnego ekologa – przy wyciąganiu sieci z wody zanosiły się płaczem? Gdyby tuńczyk żył na lądzie, jego rozmiary, szybkość i wędrówki na epicką skalę zapewniłyby mu niezwykły status, a tłumy turystów fotografowałyby go w parkach narodowych. Lecz ponieważ jest zwierzęciem morskim, jego – porównywalny z lwim – majestat praktycznie pozostaje dla nas nieuchwytny.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-02-19 08:21

    dużo można się dowiedzieć, naprawde interesujący jest ten artykuł ! pozdrawiam

  • Do moderacji
    2009-10-19 20:37

    Smutne i prawdziwe. Teoretycznie należałoby zacząć od zmiany mentalności ludzi, lecz coraz mniej wierze w takie rozwiązania. Prawny zakaz i normy wydają się być jedynym wyjściem, w sytuacji, gdy apele o rozsądek nie sprawdzają się. Ja z wielkim smutkiem ograniczyłam ilość tuńka w mojej diecie, ale cóż. Inne rybcie ( hodowlane) też są smaczne. Póki co trzymajmy kciuki za to, że ktoś wystarczająco wpływowy zrobi coś w tym kierunku. I nie mam na myśli celebrytów - ostatnio jakoś zauważam tendencję do posługiwania się przez nich ekologią w ramach swojego PR i nic więcej. Choć może ktoś wkrótce... i o by nie było za późno.

Autor

Ostatnio czytali

  • tami
  • Dante
  • kajmanesku
  • sanderson
  • milrohir2
  • monika p

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się