Kość słoniowa i kultowa

14 listopad 2012

Kość na plecy

Tak jak filipińscy księża święcą figurki z kości słoniowej, tak buddyjscy mnisi odprawiają obrzęd kai guang, otwarcie światła, który konsekruje przedmioty kultu. – Chcąc okazać szacunek Buddzie, musimy używać cennego materiału, zaś kość słoniowa jest bardzo cenna. A jeśli nie kość słoniowa to złoto – wyjaśnia mi Xue. Mniej więcej to samo słyszałem od katolików z Filipin – kość słoniowa jako oznaka szacunku dla Boga.

W każdym sklepie i warsztacie, które odwiedziłem w Chinach, znaczną część wyrobów stanowiły obiekty kultu. Wśród nabywców jest wielu wojskowych, którzy w Chinach są szczodrze opłacani; w dobrym tonie jest wręczanie prezentów z kości słoniowej dowódcom. Biznesmeni podobnie honorują swoich kontrahentów i urzędników państwowych, chcąc zyskać ich przychylność. – Nazywamy to robieniem sobie pleców – wyjaśnia mi przedstawiciel Chińskiego Związku Rzemiosła Artystycznego CACA. Kość słoniowa pełni funkcję podobną do naszej butelki koniaku, czyniąc jednak dobro zarówno odbiorcy, jak i dawcy.

W sklepie z wyrobami z kości w Kantonie poznaję Gary’ego Zenga, który pokazuje mi na iPhonie zdjęcie 26-warstwowej kuli z kości słoniowej, nieprawdopodobnie misternej roboty. 42-letni biznesmen właśnie kupił w fabryce Danin dwie takie kule, jedną dla siebie, a drugą dla kolegi. Przyszedł do sklepu, by sprawdzić, czy nie przepłacił. Jego zakup ma być wyeksponowany na honorowym miejscu w nowym domu, który Zeng właśnie buduje. Kula będzie strzegła domu przed złymi duchami. W tej chwili jednak jest tylko bardzo drogą zabawką – kosztowała 50 tys. dolarów. Pytam Zenga, w jakim celu młodzi przedsiębiorcy kupują wyroby z kości słoniowej. – Wartość i piękno – odpowiada. – A myśli pan o słoniu? – pytam. – Absolutnie nie.

 

Japońskim Śladem

W 1989 r., po 10 latach eksterminacji w tempie jeden słoń na 10 minut, prezydent USA George Bush wydał jednostronny zakaz importu kości słoniowej, Kenia spaliła swój 13-tonowy zapas surowca, a CITES ogłosił światowy zakaz obrotu kością słoniową od 1990 r. Nie wszystkie kraje jednak zgodziły się uczestniczyć w tej akcji. Zimbabwe, Botswana, Namibia, Zambia i Malawi zgłosiły „zastrzeżenia”, powołując się na fakt, że ich populacje słoni są w na tyle dobrej kondycji, że odstrzał do celów komercyjnych im nie zagrozi. W 1997 CITES zwołał swoje posiedzenie w Harare w Zimbabwe. Prezydent kraju Robert Mugabe wygłosił wtedy mowę, w której skarżył się, że słonie zajmują dużo miejsca i wypijają mnóstwo wody. I że za przestrzeń, wodę i to, co zjadają, muszą zapłacić kością. Zimbabwe, Botswana i Namibia zaproponowały CITES układ: będą przestrzegać zakazu handlu kością pod warunkiem, że zezwoli się im na eksport ciosów pobranych od słoni z odstrzału selektywnego lub od tych, które padły z przyczyn naturalnych.

CITES poszedł na kompromis i wyraził zgodę na jednorazowy, „eksperymentalny” eksport kości słoniowej z tych trzech krajów do jedynego odbiorcy – Japonii. W 1999 Japonia zakupiła 50 ton kości słoniowej za 5 mln dolarów. Niemal natychmiast zgłosiła zapotrzebowanie na większą ilość, a za chwilę prawa do legalnego zakupu kości słoniowej zaczęły domagać się Chiny. Jeśli zatem kenijski prezydent Daniel Moi jest ojcem zakazu handlu międzynarodowego kością słoniową, to Robert Mugabe z Zimbabwe jest ojcem pierwszego wyłomu w tym zakazie.

W raporcie z 2002 r. władze Chin ostrzegły CITES, że główną przyczyną ich problemów z przemytem kości słoniowej jest właśnie eksperyment japoński: Wielu Chińczyków opacznie zrozumiało tę decyzję i uznało, że międzynarodowy handel kością słoniową jest na powrót dozwolony. Po prostu konsumenci uznali, że kupowanie kości słoniowej jest w porządku.

W lipcu 2008 r. stały komitet CITES przychylił się do wniosku Chin o zakup kości słoniowej. Decyzję poparły Traffic (organizacja pozarządowa śledząca międzynarodowy obrót dzikimi zwierzętami) i WWF. Zgodziły się też państwa uczestniczące w konwencji i jesienią 2008 r. w Botswanie, Namibii, RPA i Zimbabwe odbyły się aukcje, na których kupcy z Chin i Japonii nabyli w sumie 115 ton kości słoniowej.

– Dane potwierdzają brak korelacji między decyzją podjętą przez CITES a poziomem nielegalnego handlu – oświadczył Willem Wijnstekers, ówczesny sekretarz generalny CITES, podając szacunki na podstawie osobliwie interpretowanych statystyk konfiskat. W ten sposób chciał uzasadnić zaskakującą zgodę na kolejne transakcje.

Ale Japonia to niewielki kraj wyspiarski, gdzie kości słoniowej używa się praktycznie tylko w jednym celu: do wytwarzania tradycyjnych osobistych pieczątek zwanych hanko. Chiny natomiast graniczą z 14 państwami; mają długą linię brzegową, żywiołowo rozwijającą się gospodarkę, 10 razy więcej ludności, osobne władze w Hongkongu, gdzie kość słoniowa jest uwielbiana, wielkie inwestycje w Afryce i tysiące zastosowań dla kości słoniowej – od rzeźb po obudowy telefonów komórkowych. Gdy Japonia kupowała kość słoniową, Chiny twierdziły, że wzrosły u nich problemy z przemytem. Teraz same Chiny weszły do biznesu. CITES tymczasem zapewnił świat, że nie ma się czym martwić.

 

W sieci sprzecznych interesów

Meng Xianlin jest dyrektorem generalnym chińskiego komitetu CITES. W 2008 r. brał udział w aukcjach kości słoniowej na południu Afryki. Rozmawiając z nim, dowiaduję się, że afrykańskie aukcje były ustawione. Grupa japońskich kupców w drodze do Afryki zajrzała do Pekinu, gdzie złożyła strategiczną propozycję.

Ponieważ w Japonii potrzeba głównie wysokiej jakości niedużych kłów na hanko, a Chińczycy wolą całe ciosy na duże rzeźby lub małe kawałki na bibeloty, Japończycy zaproponowali, by przedstawiciele obu krajów licytowali oddzielnie różne rodzaje kości słoniowej i nie podbijali sobie nawzajem cen. Kość poszła tak tanio, powiedział mi Meng, że urzędniczka namibijska, która prowadziła pierwszą aukcję, jeździła później za azjatyckimi delegacjami, chcąc znaleźć dowody zmowy.

Mimo to CITES przedstawił aukcje jako sukces. Uzyskano 15,5 mln dolarów, z czego większość miała pójść na afrykańskie programy ochrony słoni. Chociaż niska cena, 149 dol. za kilogram kości, pozwalała sądzić, że Afrykanie mniej wydadzą na ochronę przyrody, oznaczała też – według CITES – że Chińczycy zapobiegną przemytowi, zalewając rynek wewnętrzny tanią, legalną kością słoniową. To sprawi, że nielegalny handel przestanie się opłacać. Jak powiedział Agencji Reutera Willem Wijnstekers z CITES, niska cena ogranicza kłusownictwo.

Tymczasem chiński rząd zrobił coś, czego się nikt nie spodziewał. Opracował 10-letni plan ograniczania podaży i zamierza wypuszczać na rynek wewnętrzny tylko mniej więcej pięć ton kości słoniowej rocznie. Ale władze chińskie wcale nie podcinają w ten sposób czarnego rynku. Przeciwnie, używają monopolu państwowego, aby więcej zedrzeć z nabywców.

Jeśli przyjąć założenie CITES, że niskie ceny i duże ilości towaru wypychają z rynku przemytników, to narzucone przez Chiny wysokie ceny i ograniczenie podaży tylko zachęcą szmuglerów. I rzeczywiście, zgoda na zakup kości słoniowej przez Chiny pobudziła przemyt – potwierdzają to niezależne międzynarodowe organizacje obserwujące rynek. A ceny dalej rosną. Według Feng You Mina, dyrektora handlowego zakładów w Daxin, cena surowej kości w kraju jest 20-krotnie wyższa od zapłaconej w Afryce.

Mleko się rozlało. Kość słoniowa, która w 2008 r. trafiła legalnie na rynek, już zawsze będzie mogła stanowić przykrywkę dla szmuglu. Chiny, ubiegając się o zezwolenie, ustanowiły wiele zabezpieczeń. Jedno z nich polega na tym, że każdemu wyrobowi większemu niż drobiazg musi towarzyszyć metryczka z identyfikacyjną fotografią. Ale na maleńkich fotografiach przedmioty o podobnych religijnych czy tradycyjnych motywach wyglądają identycznie. Według najnowszego raportu Międzynarodowego Funduszu na rzecz Zwierząt (IFAW ) chińscy handlarze wyrobami z kości słoniowej sprzedają rzeźby klientom, ale zdjęcia identyfikacyjne zatrzymują. Potem służą one do legalizacji wyrobów z przemyconego surowca. Same zdjęcia stały się przedmiotem obrotu na rynku wtórnym. Chiński system metryczek nadaje więc pozór legalności wyrobom nielegalnym. To gorsze niż brak systemu.

Tuż przed konferencją na temat słoni na spotkaniu CITES w sierpniu 2011 r. Chiny doprowadziły do wydalenia wszystkich organizacji pozarządowych zainteresowanych tematyką. To akt bez precedensu. Jak wytłumaczył mi Meng Xianlin, szef chińskiego CITES, przyczyną wydalenia był raport małej, ale wpływowej organizacji z Londynu – Environmental Investigation Agency (EIA ). Stwierdziła ona, że chiński system nadzoru nad handlem kością słoniową to fikcja, 90 proc. surowca na rynku chińskim to kość szmuglowana, zaś aukcje z 2008 r. doprowadziły do odrodzenia nielegalnego handlu. Tymczasem CITES pozwolił sobie na zdumiewające wyznanie: Stały komitet nadal stara się zrozumieć wiele aspektów nielegalnego obrotu kością słoniową.

 

Słoń a sprawa CITES

Meng śmiał się, gdy dolewałem mu piwa. Mówił, że gdy afrykańska kość słoniowa docierała do Chin, z transportu wydobywały się dziwne dźwięki. Dopiero po jakimś czasie udało się wyjaśnić, co to jest. Otóż na aukcjach najlepiej wyglądała kość z RPA , bo była najbielsza. Ale teraz niektóre ciosy po prostu pękały. – Było słychać, jak trzeszczą – ciągnął Meng. Według niego sprzedawcy z Afryki Południowej, chcąc uzyskać dobrą cenę, wybielili kość chemicznie, w efekcie czego przesuszone ciosy pękały.

Cenniejsza od białej kości z sawannowego podgatunku słonia afrykańskiego jest żółta mniejszego afrykańskiego słonia leśnego. – Ta jest najlepsza – Feng z zakładów w Daxin pokazuje mi kawałek takiego ciosu. Wyroby z kości słoniowej słoni leśnych sprzedają się na pniu, klienci zapisują się na nie z wyprzedzeniem. Kłopot jest tylko taki, że słonie leśne nie występują w krajach, w których Chiny mogą legalnie kupić kość. Żyją za to w środkowej i zachodniej Afryce, np. w Kamerunie, gdzie w tym roku doszło do ataku muzułmańskich kłusowników.

W marcu odbędzie się kolejne posiedzenie CI TES , na którym omawiana będzie kwestia handlu kością. Jaką przyszłość przyniesie ono afrykańskim słoniom?

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

Aktualności

  • Dolnośląski Festiwal Tajemnic

    Na Zamku Książ w Wałbrzychu w dniach 15-17 sierpnia 2014 roku będą się działy rzeczy niesamowite...

  • Dzień Tygrysa

    29 lipca, w Międzynarodowy Dzień Tygrysa, WWF przypomina o trudnej sytuacji zwierząt zagrożonych wyginięciem i wzywa do współ...

  • Wystawa fotografii Michała Sośnickiego

    Od 21 lipca w Centrum Edukacji Przyrodniczej TPN są prezentowane fotografie Michała Sośnickiego, fotografa współpracującego z...

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowali�my dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się