Koniec obfitości

3 sierpień 2009


Phelire Nkhoma, drobniutka, tryskająca energią kobieta, jest czymś w rodzaju rolni-czego oficera łącznikowego w jednej z dwóch malawijskich Wsi Tysiąclecia, złożonej z siedmiu wiosek zamieszkanych łącznie przez 35 tys. osób. Omawia funkcjonowanie programu, gdy jedziemy nowym ONZ-owskim pikapem z jej biura w okręgu Zomba przez wypalone ogniem pola, upstrzone fioletowymi plamami kwitnących drzew palisandrowych. Wieśniacy otrzymują modyfikowany materiał siewny i nawozy za darmo – pod warunkiem, że po zbiorach dostarczą trzy worki kukurydzy na dożywianie dzieci w szkole. Dostają też moskitiery i leki przeciwmalaryczne. Poza tym mają przychodnię zdrowia, spichlerz do magazynowania zbiorów i ujęcie zdatnej do picia wody nie dalej niż kilometr od każdego gospodarstwa. Teraz czas na dobre szkoły, lepsze drogi, podłączenie do sieci elektrycznej i internetu. Dla Wsi Tysiąclecia nadeszły dobre czasy. Nkhoma pokazuje mi nowe domy z cegły, pokryte błyszczącymi dachami z blachy falistej, bank zboża – pełen ziarna i nawozów, a pod cienistym drzewem setkę, a może i więcej, chłopów słuchających bankowca, który wyjaśnia, w jaki sposób mogą ubiegać się o pożyczkę rolną. Przed okienkiem kasowym opancerzonej ciężarówki Opportunity International Bank of Malawi stoi kilkuosobowa kolejka. Jednym z czekających jest Cosmas Chimwara, 30-letni sprzedawca kapusty. – Kapuściany biznes idzie dobrze – mówi. – Mam trzy rowery, telewizor i telefon komórkowy. I lepszy dom.

Czy afrykańska powtórka z zielonej rewolucji – z jej sztucznymi nawozami, pestycydami, melioracją i genetycznie modyfikowanym ziarnem – rzeczywiście stanowi rozwiązanie światowego kryzysu żywnościowego? W ubiegłym roku ukazało się obszerne opracowanie pt. Międzynarodowa ocena wpływu rolniczej wiedzy, nauki i techniki na rozwój. Wniosek?  Ogromny wzrost produkcji rolnej, jaki dokonał się w ciągu ostatnich 30 lat, dla wielu biednych obywateli naszej planety nie przełożył się na łatwiejszy dostęp do żywności. Efektem trwających przez sześć lat badań, przeprowadzonych z inicjatywy Banku Światowego i Organizacji ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa, w których wzięło udział ok. 400 ekspertów z całego świata, był apel o zmianę poglądów na produkcję żywności i przyjęcie bardziej przyjaznych dla środowiska metod uprawy. Takich, które byłyby korzystne nie tylko dla wielkiego agrobiznesu, ale i dla 900 mln drobnych rolników. Niechciany „spadek” po zielonej rewolucji, w postaci skażenia gleb i zubożenia podziemnych zasobów wodnych, to tylko jedna z przyczyn poszukiwania nowych rozwiązań. Innym jest to, co według prof. Michaela Pollana z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley jest piętą achillesową stosowanych dziś metod: zależność od paliw kopalnych. Weźmy takie nawozy azotowe – surowcem do ich produkcji jest gaz ziemny. – Jedynym sposobem na to, by jeden rolnik mógł zaopatrywać w żywność 140 Amerykanów, jest monokultura. A ta wymaga masy nawozów mineralnych wytwarzanych na bazie paliw kopalnych oraz pestycydów, produkowanych z tych samych surowców – mówi Pollan. – To zdaje egzamin tylko, gdy ceny paliw są niskie, a ta epoka zbliża się ku końcowi. Namawianie kogoś do uzależnienia się od paliw kopalnych to szczyt nieodpowiedzialności. Jak dotąd trudno mówić o osiągnięciach genetyki, które pozwoliłyby sztandarowym roślinom zielonej rewolucji plonować bez sztucznego nawadniania i nawożenia. Stworzenie zbóż odpornych na suszę i niedobory azotu okazało się dużo trudniejsze, niż myślano. Fraley z Monsanto przewiduje, że jego firma wprowadzi na amerykański rynek odporną na suszę kukurydzę do 2012 r. Ale obiecywany wzrost plonów w latach suszy ma wynieść zaledwie 6–10 proc. w porównaniu do osiągnięć standardowych odmian w podobnych warunkach. Dlatego już rozpoczął się renesans małych, rozsianych po całej Afryce i Azji przedsięwzięć opartych na szczupłym budżecie. Niektórzy nazywają ten trend agroekologią, inni – zrównoważonym rolnictwem. Tak czy inaczej, w zamyśle twórców tych projektów powinniśmy przestać się koncentrować na maksymalizacji plonów za wszelką cenę, a zamiast tego zacząć uwzględniać środowiskowe i społeczne koszty tej produkcji. Vandana Shiva, fizyk nuklearny, która stała się agroekologiem i zażartym krytykiem zielonej rewolucji w Indiach, mówi: – Nazywam to monokulturą umysłu. Zwraca się uwagę tylko na plony pszenicy i ryżu, podczas gdy koszyk żywnościowy, jako całość jest coraz uboższy. Przed zieloną rewolucją w Pendżabie uprawiano 250 rodzajów roślin. – Małe, biologicznie różnorodne gospodarstwa są w stanie wytworzyć więcej żywności, zużywając przy tym mniej ropy i jej pochodnych – argumentuje Shiva. Jej badania wykazały, że używanie kompostu zamiast sztucznych nawozów zwiększa zawartość materii organicznej w glebie, magazynując węgiel i zatrzymując wilgoć – w obliczu zmiany klimatu to dwie kluczowe sprawy dla każdego rolnika. – Jeżeli mówimy o rozwiązaniu kryzysu żywnościowego, to są właściwe metody – dodaje Shiva.

W północnej części Malawi jest projekt, który przynosi bardzo podobne rezultaty do osiągnięć programu Wsi Tysiąclecia za ułamek kosztów tego ostatniego. W wiosce Ekwendeni nie ma modyfikowanej kukurydzy, darmowych nawozów ani nowych dróg. Za to w ramach programu „Gleby, żywność i zdrowe społeczności” (SFHC) rozpowszechnia się tam nasiona strączkowych i udziela porad w zakresie uprawy takich roślin jak orzeszki ziemne, nikla indyjska czy soja, które wzbogacają glebę, wiążąc azot, a jednocześnie są bogate w składniki odżywcze i urozmaicają dietę. Program zapoczątkowano w 2000 r. w szpitalu w Ekwendeni. Jego personel widział, że okoliczne dzieci są niedożywione. Stwierdzono, że przyczyną złego stanu zdrowia może być kukurydziana monokultura, która z powodu wyjałowienia gleby dawała coraz niższe plony.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Gość Gość

Komentarze

  • Gość Gość
    2009-09-13 18:41

    To straszne, że wszystko uderza w najbiedniejszych !!!

  • 2009-08-12 19:00

    nadejdzi dzien kiedy gospodarka rabunkowa wszystkim wyjdzie bokiem

  • 2009-08-05 01:23

    No właśnie…. „Koniec obfitości” niestety tak to już w życiu jest, że nie ma tej prawdziwej sprawiedliwości. Matka natura obdarzyła świat różnymi dobrami, lecz nie każdemu dała to, czego mógłby się spodziewać. Czytając ten artykuł mimowolnie łzy ciekły mi po policzkach, gdyż ludzie tak naprawdę nie zdają sobie sprawy z tego, że wyrzucając do kosza na śmieci jedzienie, gdzieś indziej na świceie ludzie umierają z głodu. Nie trzeba szukać daleko. Wystarczy spojrzeć na przykład na większą część Europy zachodniej, gdzie ludzie już nie dopinają rozporków w spodniach, wydają mnóstwo pieniędzy na „cud diety odchudzające”, „zajęcia w klubach fitness”, bądź też decydują się na operacyjne zabiegi zwane potocznie „odsysaniem tłuszczu”…. a po drugiej stronie? Ludzie z głodu umierają, bądź walczą ze wszystkich sił o to aby przeżyć. Powiedzmy, że cała część Azji południowo-wschodniej, uzależniona jest od kaprysów pogody. Człowiek tam tylko jest zdatny na wpływy monsunów. Jeśli czasem się opóźni, lub przyjdzie za wcześnie, to ludzie tak naprawdę nie wiedzą co robić, aby walczy o pola ryżowe, sadzone na terasowanych stokach.. Jak dla mnie jest to nie do pomyślenia. Czy nie moglibyśmy im jakoś pomóc? Mamy przecież tak wielką nadwyżkę żywności, również ekologicznej jak i „modyfikowanej genetycznie”. Ależ pomyślmy. Przecież nic na tym nie zarobimy. A tu już nie chodzi o pieniądze, tylko o ludzkie życie…. Ale kto teraz na to zwraca uwagę? Agnieszka B. Lubartów

Autor

Ostatnio czytali

  • Redakcja
  • artur
  • Aneta
  • tami
  • JoJo99
  • elBarto
  • piotrmomo
  • eMilka
  • Kurzawski
  • Andrej23
  • doris85
  • msoltanifar
  • kredka
  • pcogito
  • aga_zabrzuch
  • uczimoo
  • male_chinki
  • geograf
  • Motylek
  • Jadwiga
  • ecj3
  • matasiak
  • s3quin
  • soltanifar
  • milrohir2
  • Ogryzek
  • graaaza

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

  • Pandy

    Pod koniec wyprawy, podczas której nie było miejsca na luksusy, pozwoliłam sobie zaszaleć i zamiast przeżywać katusze w trakcie trwającej wieczność...

  • Pandy

    Czasami dzieje się tak, że podczas wyprawy, którą uważasz za najciekawszą przygodę, jaka mogła ci się przytrafić, nagle wyskakuje coś, dla czego...

Sklep poleca

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się