– Zielona rewolucja przyniosła nam zgubę – mówi Jarnail Singh, emerytowany nauczyciel ze wsi Jajjal. – Zniszczyła naszą ziemię, środowisko, wody gruntowe. Kiedyś w naszej wsi mieliśmy jarmarki, na których ludzie gromadzili się i wspólnie bawili. Teraz zbieramy się w ośrodkach zdrowia. Rząd poświęcił mieszkańców Pendżabu za zboże. Inni nie zgadzają się z tym poglądem. Rattan Lal, badacz gleb z Uniwersytetu Stanu Ohio, absolwent Akademii Rolniczej w Pendżabie z roku 1963, uważa, że źródłem problemów stało się nie używanie, a nadużywanie metod zielonej rewolucji. Chodzi o stosowanie nadmiernych ilości nawozów, pestycydów, zbyt intensywne nawadnianie i usuwanie z pól wszystkich resztek pożniwnych, co wyjaławia glebę. – Zielona rewolucja ocaliła setki milionów ludzi. Alternatywą było przyzwolenie na głodową śmierć.
Biorąc pod uwagę wielkość plonów, korzyści z zielonej rewolucji są niezaprzeczalne. Od czasu, gdy Borlaug przywiózł tu swoje ziarno, Indie nie doświadczyły klęski głodu, a światowa produkcja zbóż wzrosła ponad dwukrotnie. Niektórzy eksperci utrzymują, że tylko zwiększenie plonów ryżu umożliwiło życie 700 mln mieszkańców Ziemi. Wielu rolników i naukowców zajmujących się rolnictwem sądzi, że kluczem do rozwiązania aktualnego kryzysu żywnościowego jest druga zielona rewolucja, oparta w dużej mierze na najnowszych osiągnięciach genetyki. – Dziś hodowcy roślin znają budowę niemal wszystkich z ok. 50 tys. genów kukurydzy i soi, i wykorzystują tę wiedzę na sposoby, o których jeszcze 4–5 lat temu nikomu się nie śniło – mówi Robert Fraley, dyrektor ds. technologii w gigantycznym koncernie Monsanto. Jest przekonany, że dzięki modyfikacjom, które pozwalają wyposażać rośliny w korzystne cechy, przekazywane wraz z genami innych gatunków, pojawią się nowe, bardziej plenne odmiany, wymagające mniej intensywnego nawożenia i bardziej odporne na suszę. To rolniczy „święty Graal”, za którym przez ostatnie 10 lat wszyscy się uganiają. Fraley uważa, że do 2030 r. biotechnologie pozwolą podwoić plony upraw stanowiących podstawę oferty Monsanto: kukurydzy, bawełny i soi. – Nadchodzi era przypuszczalnie najdonioślejszych, fundamentalnych odkryć naukowych w historii rolnictwa.
Homo sapiens narodził się w Afryce. Jej zdegradowane ziemie, kapryśne deszcze i rosnąca liczba ludności mogą być obrazem przyszłości naszego gatunku. Tu nigdy nie dotarła zielona rewolucja. Z wielu powodów: braku infrastruktury, korupcji, niedostępności rynków. W Afryce subsaharyjskiej w latach 1970–2000 produkcja rolna w przeliczeniu na mieszkańca zmalała, a populacja dramatycznie wzrosła. W efekcie na obszarze, na którym żyje ponad jedna czwarta głodujących mieszkańców Ziemi, deficyt żywności sięga 10 mln ton rocznie.
Malutkie, pozbawione dostępu do morza Malawi, optymistycznie nazwane przez przemysł turystyczny „ciepłym sercem Afryki”, znajduje się też w samym sercu głodnej Afryki i stanowi doskonały przykład rolniczych problemów kontynentu. Większość mieszkańców tego jednego z najbiedniejszych i najgęściej zaludnionych krajów Afryki stanowią chłopi, którzy utrzymują się z uprawy kukurydzy i muszą przeżyć za mniej niż dwa dolary dziennie. W 2005 r. znów zawiodły deszcze i ponad jedna trzecia 13-milionowej populacji potrzebowała pomocy żywnościowej. Prezydent Bingu wa Mutharika oświadczył, że nie został wybrany, by rządzić narodem żebraków. Po nieudanej próbie przekonania Banku Światowego i innych potencjalnych sponsorów do subsydiowania inwestycji w zieloną rewolucję, Bingu zdecydował się wyłożyć z państwowej kasy 58 mln dolarów na nawozy i modyfikowane ziarno dla chłopów. Bank Światowy ostatecznie zresztą włączył się w przedsięwzięcie i przekonał Bingu, by skierować dotacje do najbiedniejszych. Około 1,3 mln ubogich farmerów mogło dzięki bonom kupić 3 kg modyfikowanej kukurydzy i 100 kg nawozu za jedną trzecią ceny rynkowej.
To, co stało się potem, ochrzczono mianem „malawijskiego cudu”. Dobre ziarno i szczypta nawozu – a także powrót deszczy – sprawiły, że przez następne dwa lata farmerzy zbierali rekordowe plony. Zbiory 2007 r. oszacowano na 3,44 mln ton. – Zaczynali od 44 proc. deficytu a osiągnęli 18 proc. nadwyżki, podwajając produkcję – mówi Pedro Sanchez, dyrektor Programu Tropikalnego Rolnictwa nowojorskiego Uniwersytetu Columbia, który doradzał rządowi Malawi. – W kolejnym roku mieli 53 proc. nadwyżki i eksportowali kukurydzę do Zimbabwe. To imponująca zmiana. Na tyle istotna, że stała się symbolem znaczenia inwestycji w produkcję żywności dla zwalczania biedy i głodu w takich zakątkach świata jak Malawi. W październiku 2007 r. Bank Światowy opublikował krytyczny raport stwierdzający, że od 15 lat zarówno on sam, jak i międzynarodowi sponsorzy oraz rządy krajów afrykańskich nie stanęły na wysokości zadania i nie pomogły wyjść z biedy afrykańskim chłopom, zaniedbując inwestycje w rolnictwie. Dopiero ostatnio instytucje takie jak Bank Światowy zaczęły wreszcie przekazywać znaczne środki na rozwój rolnictwa. Program subsydiowania farmerów w Malawi jest częścią zakrojonego na szerszą skalę przedsięwzięcia, którego celem jest wprowadzenie – nareszcie – zielonej rewolucji w Afryce. Od 2006 r. fundacje Rockefellera oraz Billa i Melindy Gatesów przekazały niemal pół miliarda dolarów Sojuszowi na rzecz Zielonej Rewolucji w Afryce – organizacji, która skupia się przede wszystkim na wprowadzaniu programów hodowli roślin na afrykańskie uniwersytety i dostarczaniu nawozów na pola. Pedro Sanchez razem ze sławnym ekonomistą Jeffreyem Sachsem pokazują konkretne przykłady korzyści z takich inwestycji. Chodzi o 80 wiosek skupionych w mniej więcej tuzinie Wsi Tysiąclecia założonych w najbardziej zagrożonych głodem obszarach Afryki. Dzięki pomocy gwiazd rocka i sławnych aktorów Sanchez i Sachs corocznie zasilają każdą z wiosek kwotą 300 tys. dolarów. W przeliczeniu na osobę to suma równa jednej trzeciej PKB na głowę mieszkańca Malawi. Nic dziwnego, że wiele osób uczestniczących w takich projektach zadaje sobie pytanie, czy da się to utrzymać na dłuższą metę.

Prof. dr hab. Jerzy Żaba od 1975 r. związany jest z Uniwersy...

Rozmowa z Brunonem Hołystem - polskim prawnik, prof. zw. dr ...

Konkurs cieszył się dużym zainteresowaniem - zostało nadesła...

Jak to się stało, że mała wysepka przekształciła się w techn...
Gość
To straszne, że wszystko uderza w najbiedniejszych !!!
nadejdzi dzien kiedy gospodarka rabunkowa wszystkim wyjdzie bokiem
No właśnie…. „Koniec obfitości” niestety tak to już w życiu jest, że nie ma tej prawdziwej sprawiedliwości. Matka natura obdarzyła świat różnymi dobrami, lecz nie każdemu dała to, czego mógłby się spodziewać. Czytając ten artykuł mimowolnie łzy ciekły mi po policzkach, gdyż ludzie tak naprawdę nie zdają sobie sprawy z tego, że wyrzucając do kosza na śmieci jedzienie, gdzieś indziej na świceie ludzie umierają z głodu. Nie trzeba szukać daleko. Wystarczy spojrzeć na przykład na większą część Europy zachodniej, gdzie ludzie już nie dopinają rozporków w spodniach, wydają mnóstwo pieniędzy na „cud diety odchudzające”, „zajęcia w klubach fitness”, bądź też decydują się na operacyjne zabiegi zwane potocznie „odsysaniem tłuszczu”…. a po drugiej stronie? Ludzie z głodu umierają, bądź walczą ze wszystkich sił o to aby przeżyć. Powiedzmy, że cała część Azji południowo-wschodniej, uzależniona jest od kaprysów pogody. Człowiek tam tylko jest zdatny na wpływy monsunów. Jeśli czasem się opóźni, lub przyjdzie za wcześnie, to ludzie tak naprawdę nie wiedzą co robić, aby walczy o pola ryżowe, sadzone na terasowanych stokach.. Jak dla mnie jest to nie do pomyślenia. Czy nie moglibyśmy im jakoś pomóc? Mamy przecież tak wielką nadwyżkę żywności, również ekologicznej jak i „modyfikowanej genetycznie”. Ależ pomyślmy. Przecież nic na tym nie zarobimy. A tu już nie chodzi o pieniądze, tylko o ludzkie życie…. Ale kto teraz na to zwraca uwagę? Agnieszka B. Lubartów

Po 75 latach przymusowego trwania w ukryciu wiara rosyjskich...

Choć serce cierpi na wiele dolegliwości – zastawki bywają ni...

Do niedawna w Polsce mało kto interesował się Formułą 1. Suk...

Podróżnicy zwykle starannie unikają takich sytuacji. Przede ...
Cena: 49.00 zł
Cena: 29.90 zł
Cena: 59.00 zł
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.