Rewolucja przemysłowa i zaoranie angielskiej wsi niewiarygodnie zwiększyło ilość żywności w tym kraju i Malthus ze swoimi poglądami trafił do lamusa ery wiktoriańskiej. A zielona rewolucja uczyniła z wielebnego pośmiewisko współczesnych ekonomistów. Od roku 1950 po dzień dzisiejszy światowa populacja rośnie w tempie nienotowanym w historii. Od czasów Malthusa do globalnego stołu dostawiono 6 mld krzeseł. Mimo to, dzięki ulepszonym metodom produkcji zbóż, większość z biesiadników udawało się nakarmić. W końcu pozbyliśmy się maltuzjańskich ograniczeń na dobre. A przynajmniej tak się nam wydawało…
Piętnastej nocy dziewiątego miesiąca chińskiego kalendarza księżycowego 3 680 wieśniaków, prawie wszyscy o nazwisku „He”, usiadło pod przeciekającą plandeką na rynku w Yaotian i rzuciło się na 13-daniowy posiłek. Uroczystość była tradycyjnym bankietem na cześć starszyzny rodu. Wzdłuż stołów przepływały wazy z parującą zupą, a za nimi szybko opróżniane talerze z makaronem, ryżem, rybami, krewetkami, warzywami gotowanymi na parze, popularnymi przekąskami dim sum, kaczkami, kurczakami, kłączami lotosu, gołębiami, grzybami mun i wieprzowiną przyrządzoną na tyle sposobów, że nie byłem w stanie ich zliczyć.
Mimo globalnej recesji mieszkańcy prowincji Guangdong w południowo-wschodnich Chinach, gdzie budynki miasta Yaotian wciskają się między miniaturowe ogródki działkowe a rzędy nowych hal fabrycznych, nie mogą narzekać. W dobrych czasach Chińczycy jedzą wieprzowinę. Mnóstwo wieprzowiny. W latach 1993–2005 w najludniejszym kraju świata konsumpcja świńskiego mięsa w przeliczeniu na mieszkańca wzrosła z 24 do 34 kg na rok. Shen Guangrong – konsultant w przetwórni wieprzowiny, uprzejmy biznesmen w koszulce polo w różowe pasy, pamięta czasy, kiedy jego ojciec co roku chował jedną świnkę, którą zarzynano na święta. To była jedyna porcja mięsa na cały rok. Prosiaki ojca Shenga należały do wytrzymałych, łatwych w hodowli, łaciatych ras. Jadły właściwie wszystko: odpadki z kuchni, korzenie, śmieci, nie tak jak współczesne. Po krwawych protestach na placu Tiananmen w 1989 r., kulminacji trwających rok politycznych niepokojów podsycanych przez wysokie ceny żywności, rząd, żeby zaspokoić rosnący popyt na mięso, zaczął dawać ulgi podatkowe wielkim fermom hodowlanym. Shen został skierowany do pracy w jednej z pierwszych w kraju, w pobliskim Shenzen. W tego typu fermach, wyrastających w ostatnich latach jak grzyby po deszczu, hoduje się rasy, które do szybkiego przyrostu masy wymagają karmienia specjalnymi mieszankami kukurydzy, śruty sojowej i rozlicznych dodatków. To dobra nowina dla przeciętnego, rozkochanego w wieprzowinie Chińczyka, który wciąż zjada tylko ok. 40 proc. ilości mięsa konsumowanego przez statystycznego obywatela USA. Tyle że ma to znaczący wpływ na światowy bilans żywnościowy. To nie przypadek, że popyt na ziarno rośnie, w miarę jak ludność takich krajów jak Indie i Chiny bogaci się i chce jeść coraz lepiej. Bo choć wieprzowina w sosie słodko-kwaśnym niewątpliwie jest smakowita, jedzenie mięsa to wyjątkowo mało wydajny sposób zaspokajania głodu. Do wyprodukowania schabowego potrzeba 5 razy więcej zboża, niż gdybyśmy bezpośrednio z ziarna chcieli uzyskać tyle samo kalorii. A jeśli mówimy o amerykańskim bydle karmionym kukurydzą – ten stosunek rośnie do 10. W miarę jak coraz więcej zboża przeznacza się na paszę i do produkcji biopaliw, rośnie światowy popyt: z 815 mln ton w roku 1960 r. do 2,16 mld ton w 2008. Według Lestera Browna z Instytutu Polityki Ziemi od roku 2005 sama tylko gorączka biopaliw zwiększyła konsumpcję zbóż z 20 do 50 mln ton rocznie. Nawet Chiny, drugi producent kukurydzy na świecie, nie potrafią wytworzyć wystarczającej ilości zboża, by nakarmić wszystkie swoje świnie. Większość niedoboru pokrywają importem soi z USA lub Brazylii, jednego z niewielu państw, które może jeszcze rozszerzyć areał upraw, zwykle poprzez wyrąb lasu deszczowego. Rosnący popyt na żywność, pasze i paliwa stał się główną przyczyną znikania tropikalnych puszcz. W latach 1980–2000 ponad połowa nowo pozyskanej ziemi uprawnej w krajach strefy międzyzwrotnikowej to tereny porośnięte uprzednio lasem deszczowym. Sama Brazylia w latach 1990–2005 powiększała obszar uprawy soi w Amazonii o 10 proc. rocznie.
Być może część brazylijskiej soi trafia właśnie do koryt Guangzhou Lizhi, największej fermy w prowincji Guangdong. Tu w zielonej dolinie, tuż przy czteropasmowej, budowanej właśnie szosie, około 60 białych chlewni rozmieszczono wokół wielkich stawów, stanowiących część systemu utylizacji odchodów obliczonego na 100 tys. świń. W mieście Guangzhou trwa też budowa nowoczesnych zakładów mięsnych, które dziennie będą w stanie przerabiać 5 tys. zwierząt. Niektórzy specjaliści prognozują, że w ciągu najbliższych 20 lat, gdy liczba ludności Chin przekroczy 1,5 mld, tylko do utrzymania dotychczasowego poziomu spożycia potrzebne będzie dodatkowe 200 mln świń. W samych Chinach. Globalna konsumpcja mięsa ma się w połowie stulecia podwoić, a to znaczy, że będziemy potrzebować jeszcze więcej zboża. O wiele więcej.

Zakończyliśmy przyjmowanie zdjęć w tegorocznej edycji Wielki...

Prawowierny muzułmanin choć raz w życiu powinien odbyć hadżd...

Zbierz unikalną kolekcję fotografii "Śladami wielkich polski...

Magazyn „National Geographic Polska” prezentuje wyjątkową ko...
Gość
To straszne, że wszystko uderza w najbiedniejszych !!!
nadejdzi dzien kiedy gospodarka rabunkowa wszystkim wyjdzie bokiem
No właśnie…. „Koniec obfitości” niestety tak to już w życiu jest, że nie ma tej prawdziwej sprawiedliwości. Matka natura obdarzyła świat różnymi dobrami, lecz nie każdemu dała to, czego mógłby się spodziewać. Czytając ten artykuł mimowolnie łzy ciekły mi po policzkach, gdyż ludzie tak naprawdę nie zdają sobie sprawy z tego, że wyrzucając do kosza na śmieci jedzienie, gdzieś indziej na świceie ludzie umierają z głodu. Nie trzeba szukać daleko. Wystarczy spojrzeć na przykład na większą część Europy zachodniej, gdzie ludzie już nie dopinają rozporków w spodniach, wydają mnóstwo pieniędzy na „cud diety odchudzające”, „zajęcia w klubach fitness”, bądź też decydują się na operacyjne zabiegi zwane potocznie „odsysaniem tłuszczu”…. a po drugiej stronie? Ludzie z głodu umierają, bądź walczą ze wszystkich sił o to aby przeżyć. Powiedzmy, że cała część Azji południowo-wschodniej, uzależniona jest od kaprysów pogody. Człowiek tam tylko jest zdatny na wpływy monsunów. Jeśli czasem się opóźni, lub przyjdzie za wcześnie, to ludzie tak naprawdę nie wiedzą co robić, aby walczy o pola ryżowe, sadzone na terasowanych stokach.. Jak dla mnie jest to nie do pomyślenia. Czy nie moglibyśmy im jakoś pomóc? Mamy przecież tak wielką nadwyżkę żywności, również ekologicznej jak i „modyfikowanej genetycznie”. Ależ pomyślmy. Przecież nic na tym nie zarobimy. A tu już nie chodzi o pieniądze, tylko o ludzkie życie…. Ale kto teraz na to zwraca uwagę? Agnieszka B. Lubartów
Zapowiada się największa plenerowa impreza podróżnicza w Polsce. Od 3 do 5 września 2010 r. największą górską twierdzę Europy...
Ponad 130 projektów graficznych rywalizowało od 31 maja do 31 lipca br. w konkursie Panasonic 3D Challenge. Wyniki konkursu s...
Od trzech lat Traveler przygląda się sierpniowym wydarzeniom muzycznym w Bieszczadzie, nie inaczej było w tym roku. Od 12 do ...
Pod koniec wyprawy, podczas której nie było miejsca na luksusy, pozwoliłam sobie zaszaleć i zamiast przeżywać katusze w trakcie trwającej wieczność...
Czasami dzieje się tak, że podczas wyprawy, którą uważasz za najciekawszą przygodę, jaka mogła ci się przytrafić, nagle wyskakuje coś, dla czego...
Cena: 49.99 zł
Cena: 29.90 zł
Cena: 59.00 zł
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.