Kangury - życie w torbie

23 marzec 2009


No to w drogę - Australia

 

■ Mianem kangurów potocznie określa się duże gatunki torbaczy z rodzaju Macropus: kangura rudego, szarego, olbrzymiego i antylopiego. Rodzina kangurowatych jest jednak dużo liczniejsza, obejmuje ponad 60 gatunków. Należą do niej również zwierzaki o tak dziwacznych nazwach jak: walabie, drzewiaki, pazurogony, filandry, pademelony czy kuoki.

■ Samolotem zwykle z dwiema przesiadkami – w porcie europejskim (Amsterdam, Frankfurt lub Londyn) i azjatyckim (Kuala Lumpur, Hongkong, Singapur), przy dobrych połączeniach podróż trwa do 20 godzin. Bilet w dwie strony z Warszawy do, na przykład, Sydney lub Melbourne kosztuje od 4 600 zł.

GDZIE JE OGLĄDAĆ?

■ Kangury są wszędzie, nawet w parkach dużych miast.

■ Miejsca gwarantujące spotkanie z większym stadem dzikich kangurów:
Sydney: plaże Pebbly lub Depot, obok Parku Narodowego Murramarang na wschodnim wybrzeżu Australii (4 godz. jazdy).
Melbourne: miejscowość Anglesea, niedaleko od Geelong, (ok. 1,5 godz. jazdy). Adelajda: Wyspa Kangura (ok. 2 godz. jazdy + prom 60 min).
Brisbane: Wacol, Wolston House (30 min jazdy).

■ Karnety wstępu do parków narodowych są wydawane na samochód i zwykle dotyczą wszystkich jego pasażerów:
Nowa Południowa Walia: 45 dolarów australijskich (1 AUD = ok. 2 zł), ważny rok (nie upoważnia do wstępu do Parku Narodowego Kościuszki).
Wiktoria: 52 dolary za karnet ważny rok, 30 dolarów na 5 dni.
Terytorium Północne: do Parku Narodowego Uluru – Kata Tjuta  25 dolarów od osoby.
Australia Południowa: 67 dolarów, ważny rok.
Australia Zachodnia: 35 dolarów (ważny 4 tygodnie).  

■ W Polsce kangury żyją w wielu ogrodach zoologicznych, są też hodowane. Dorosły samiec walabii Bennetta (osiąga 90 cm wysokości) kosztuje 1 500 zł, samica 5 000 zł. W obsłudze przypominają królika: lubią trawę i siano, nie gardzą też chlebem i marchewką.

■ W Polsce kangurze steki kosztują ok. 60–90 zł za kilogram.

■ Aby kupić w Australii mięso kangura, trzeba się trochę nachodzić. W ciągłej sprzedaży mają je nieliczne sieci supermarketów. Australijczycy niechętnie po nie sięgają, mimo że jest bardzo zdrowe – nie chcą zjadać swojego „herbowego” zwierzęcia.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-01-24 14:02

    współczuje tym dzieciom

Autor

Ostatnio czytali

  • tami

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się