Włoskie wakacje, czyli jak w ciągu 8 dni zwiedzić 20 miast Zamki i wioski na wzgórzach, pola maków po horyzont, stożki cyprysów i owale pinii – Włochy istnieją po to, by je podziwiać się oddawaliśmy.
Po latach penetrowania Europy osobowym samochodem i częstego nocowania na jego przednich siedzeniach teraz wykonujemy skok cywilizacyjny. W kamperze jest bowiem wszystko, czego zawsze nam brakowało w podróży. Możliwość robienia kawy i herbaty, ilekroć przyjdzie na to ochota, gotowania obiadów, brania prysznica, no i posiadania łóżka, bo wyspać się cała nasza czwórka (Szymon, Jola, Wojtek i ja) lubi porządnie. Wsiadamy więc do domu na kółkach i z entuzjazmem inaugurujemy tydzień cygańskiego życia. Martwi nas tylko jedno – podział obowiązków. Nikt nie chce sprzątać, gotować i opróżniać -nocnika-, za to wszyscy pragną siedzieć obok kierowcy, bo ten fotel jest najwygodniejszy.
Oczywiście, zaraz na pierwszym parkingu testujemy kuchenkę. Już z kubkiem herbaty w ręku, siedząc na kanapie przy stoliku i zachwycając się łanami krajowego rzepaku, wpadam na pomysł, że przez Niemcy przejedziemy lokalnymi drogami. I teraz zamiast pochłaniać przestrzeń na autostradzie, suniemy 40 km/godz. i zaglądamy ludziom przez firanki do domów. Moi towarzysze nie wykazują zrozumienia i kierownictwo wyprawy zostaje mi odebrane.
Budzimy się na stacji benzynowej gdzieś przy austriackiej granicy. A mieliśmy jechać całą noc! Cóż, ułatwienia w dostępie do łóżka demoralizują. Szybko jednak wybaczam chłopakom to opóźnienie, bo po raz pierwszy widzę Alpy w ciągu dnia, a nie nocą. Po raz pierwszy też czuję ich intensywny zapach. Czyżby tutejsi rolnicy użyźniali malownicze górskie doliny krowim nawozem? Zapach znika, gdy przekraczamy granicę Włoch, ale znikają też zwierzęta (do końca naszego pobytu nie zobaczyliśmy w tym kraju ani jednej krowy pasącej się na łące!). Dość jednak marudzenia, GPS właśnie nas poinformował, że zbliżamy się do celu, a jest nim region Trydent-Górna Adyga. W miasteczku Bressanone nerwowo rozglądamy się za parkingiem. Oczywiście, chcemy zatrzymać się jak najbliżej centrum. Ta sztuka udaje się nam za trzecim podejściem. Dopiero teraz możemy się odprężyć i docenić, jak malowniczo jest ono położone. Rozkwitło w dolinie Pusteria, choć gigantyczna ściana Dolomitów wygląda, jakby miała je za moment pochłonąć. A jednak Bressanone trwa od 1100 lat. Niestety, wszędzie panuje austriacka schludność. Kamieniczki są ukwiecone, elewacje odnowione, co zamiast autentyczności daje efekt patyny na nowym meblu.
Zastępca redaktor naczelnej National Geographic oraz Traveler. Od lat zafascynowana krajami arabskimi.
Fundacja Viva! w porozumieniu z firmą Baj-Pros Eko informują, że rozpoczynają akcję „makulatura dla zwierząt”. Dzięki niej bę...
Pod patronatem National Geographic Polska ukazał się album fotograficzny: "Ptolemais zaginione miasto w Libii". Publikacja je...
Andora to jedno z najmniejszych państw na świecie znajdujące się w Pirenejach zaledwie 200 km od Barcelony na pograniczu Fran...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.