Jukatan jak tortilla

3 kwiecień 2009

Wspinanie się na szczyt wcale nie było takie trudne, jak to się wydawało z dołu. Przez całą długość schodów biegnie lina, ale to zabezpieczenie potrzebne tylko tym bardziej strachliwym. Z góry podziwialiśmy piękny widok na dżunglę i grupę archeologiczną Cobá.
Tak nam się spodobało chodzenie po piramidach, że szukaliśmy kolejnych. Aż tuzin tych budowli stoi w samym środku Jukatanu, w Izamal. Niestety, odnowiono tylko kilka. Na największą, Kinich Kakmo, można wejść, nic za to nie płacąc. W tym 15-tysięcznym miasteczku Hiszpanie w XV w. na ruinach budowli Majów wznieśli majestatyczny konwent Świętego Antoniego z Padwy. Przed wejściem do kościoła stoi pomnik Jana Pawła II, jeden z setek poświęconych naszemu papieżowi w Meksyku. W Izamalu dominuje styl kolonialny, a większość budynków w rozległym centrum pomalowana jest na żółto. Stąd też druga nazwa miasteczka, Ciudad Amarillo, Żółte Miasto. Z przyjemnością skonstatowaliśmy, że turystów tu nie widać, a po mieście jeżdżą dorożki, które przez miejscowych traktowane są jak zwykłe taksówki.

 

Smakowanie życia
Mojemu podniebieniu najbardziej dogodziłem w restauracji obok cenoty Zaci w pobliżu Valladolid. Meksykanie mają wyśmienitą kuchnię. Najpierw na stół wjeżdżały tacos, które macza się w kilku rodzajach sosów, czyli salsy. Potem było pico de gallo z pomidorami, cebulą i zieloną papryką jalapeño. Ostrą jak diabli, ale w mniejszych porcjach czuło się jedynie drobne i przyjemne pieczenie. Wtedy przychodził kelner w obowiązkowej siatce zakrywającej włosy i w mojej obecności rozbełtywał widelcem awokado, tworząc guacamole. Dodawał do tego pomidory, trochę cebuli, soli, kilka kropli tabasco i pół limetki. Po czym przynosił zupę z kukurydzy, słodziutką i zapychającą. Zaspokoiwszy częściowo głód, mogłem trochę odetchnąć, popijając Coronę, 4,5-procentowe piwo. Tak przygotowywałem się do dania głównego, enchilada. To tortilla z sosem pomidorowym i farszem wieprzowym. Nazwa enchilada pochodzi od czasownika enchilar, oznaczającego „dodać paprykę chili”. Do takiego dania podaje się zmieloną czerwoną fasolę i porcję ugotowanego ryżu...
Pysznie najedzony wspomniałem Hermana, spotkanego  na tarasie jego pensjonatu w Tulum. Przy kawie opowiedział mi, jak to wyprowadził się z żoną ze stolicy Meksyku. Kupili kawałek nadmorskiej działki i postawili dom. Przykryli go trzciną, podłączyli wodę, w oddali postawili generator. Ogrzewania nie potrzebują, bo po co komu piece, gdy temperatura nie spada poniżej 20 stopni. Zamienili wielkomiejski smog na czyste, oceaniczne powietrze. Pozbyli się dwugodzinnych dojazdów do pracy. Telewizję oglądają tylko przez chwilkę, gdy chodzi turbina. Mają czas na czytanie książek. Pieniądze dostają od turystów, którym wynajmują piętro domku. Trochę pozazdrościłem Hermanowi. Dlaczego nasi przodkowie osiedlili się w kraju, w którym przez pół roku jest zimno i brakuje zieleni? Nie mogli pójść dalej i przepłynąć Atlantyku? Wówczas nie musiałbym odkładać na emeryturę, by za dwadzieścia lat przeprowadzić się za ocean.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2011-05-29 17:36

    "Ciekawymi zabytkami są też Świątynia Wojowników, gdzie wypatrzyć można posąg Chaac Mool’a, majowskiego boga deszczu, oraz największe na Jukatanie boisko do pelota ogrodzone murem wysokim na osiem metrów. Ma wspaniałą akustykę." Chaac Mool nie był bogiem deszczu Majów! Był nim Chaac z wysuniętym językiem i ryjkowatym nosem za pomocą którego wypluwał wodę na ziemię. Często te dwie figury są mylone ze sobą.

Autor

  • Agrymir Iwicki

    Agrymir Iwicki

    Dziennikarz, redaktor naczelny Czasu Chojnic, z wykształcenia politolog. Jest bałkanofilem, smakoszem piwa i dziwacznego jedzenia.

Ostatnio czytali

  • tami
  • ARTI
  • W.Mliczewska
  • iwa83
  • wieszwal

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się