Uwagę inżyniera najwyraźniej przyciągnęły też dwie potężne pagody Kaifengu, Tie ta i Fan ta, bo fotografował je wielokrotnie. Przechowywano tam prochy ludzi, którzy zmarli w mieś-cie, ale pochodzili z innych części Chin. Krewni przyjeżdżali po nie z daleka, by je przewieźć i pochować w rodzinnych stronach. Zwyczaj grzebania bliskich w ziemi ich przodków zawsze był bardzo silny, nie wypleniły go zmiany ustrojów i rosnąca mobilność Chińczyków. Nawet teraz długoletni emigranci wydają znaczne sumy na transport prochów swoich bliskich do ojczyzny. Tradycji musi stać się zadość.
Rodzinna ziemia to jedyny ważny wymóg. Poza tym Chińczyk może być pochowany gdziekolwiek, wedle uznania rodziny: chińska równina to jeden wielki cmentarz – zanotował Skarbek podczas plantowania gruntu pod torowisko. I rzeczywiście. – W kraju wysoko rozwiniętych technologii, jakim jest Korea Południowa, podczas podróży można dostrzec ludzi w białych żałobnych szatach, z potarganymi na znak cierpienia włosami, którzy w polu przy szosie chowają krewnego – mówi Joanna Wasilewska.
Nadzorowanie prac ziemnych uczyniło ze Skarbka również adepta archeologii. Zabytków w pobliżu Kaifengu i Luoyangu było zatrzęsienie. Wykopywane przypadkiem ceramiczne figurki i groby zostałyby zapewne zdewastowane, gdyby młody badacz nie zakazał ich niszczenia. Sam zaś analizował je i fotografował. W lipcu 1907 r. poznał cenionego francuskiego archeologa Edouarda Chavannesa, który przyjechał w okolice Luoyangu na jedną z pierwszych w Chinach poważnych wypraw naukowych, i przekazał Skarbkowi kilka uwag o podstawach archeologii. Dowodem na to, że nauka nie poszła w las, są zrobione przez Josepha zdjęcia kilku figurek ceramicznych, które później znalazły się w zbiorach Luwru. Luoyang jako teren zorganizowanych badań archeologicznych zostało odkryte dopiero 50 lat później.
Inżynier Skarbek, wnuk powstańca Macieja Józefa, zagadkowy chiński świat uwiecznił na około 500 pokrytych bromkiem srebra płytach formatu 9 na 12 cm. Mimo że ciężkie i kruche tafle nie były najwygodniejsze w transporcie, przewiózł je do swego domu we Francji. Wracał wybudowaną przez siebie linią Bianluo, a potem tydzień statkiem w dół Jangcy i 33 dni parowcem z Szanghaju do Marsylii. Kilkadziesiąt lat później zapragnął oddać naświetlone szklane płyty do Muzeum Guimeta, a gdy kustosz nie przyjął daru, rozzłoszczony inżynier wszystkie bezcenne pamiątki potłukł. Na szczęście papierowe albumy oszczędził.

Podróże Josepha Skarbka



Wszystkie fotografie autorstwa Josepha Skarbka pochodzą ze zbiorów L’Ecole française d’Extrême-Orient w Paryżu. dziękujemy dr Joannie Wasilewskiej z muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie za pomoc w realizacji materiału.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

Ostatnio czytali

  • tami
  • Formor
  • bozwie
  • pierzgal
  • Phiotro
  • maccarrena
  • monika.bartz
  • bueno
  • Witcher
  • Kondzio
  • kan77
  • Jadwiga
  • milrohir2
  • mangusta
  • mihalmazur
  • Urtica88
  • ewand
  • MSagittarius

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się