Podłączamy prąd, uzupełniamy zapasy wody. Zanurzamy się w strome uliczki miasteczka. Kilka godzin lenistwa, plażowania, prysznicowania i innych cieszących nas teraz drobiazgów. Wieczorem jemy kolację w tawernie Marianna, w której mamy już z poprzednich rejsów dobrą znajomą Lidię, szefową kuchni, Polkę.
Musimy zmienić trasę. Z żalem rezygnujemy z Krety i następnego dnia postanawiamy popłynąć na Folegandros, a stamtąd na naszą ulubioną Ios. Neptun, a raczej Posejdon (w końcu jesteśmy w Grecji) znowu się na nas trochę wy-żywa. Do Ios docieramy wczesnym popołudniem następnego dnia. Na prośbę Andrzeja zamiast wejść do portu, kotwiczymy w zatoce. Załodze „Penny” wkręciła się w śrubę porzucona lina i zablokowała silnik. Obserwujemy, jak koledzy nurkują na zmianę. W końcu wyciągają owinięte wokół śruby paskudztwo.
Ios ma raptem 7 na 17 km i stanowi żelazny punkt naszych rejsów. W latach 70. i na początku 80. była wyspą hipisów, tak jak Skopelos znana z filmu Mamma
Mia. I choć hipisi zniknęli, to luz i gotowość do zabawy nie. Plus piaszczyste (!) plaże i przepiękne widoki ze szczytów wzgórz. Przez dwa dni oddajemy się słodkiemu lenistwu. Plażujemy i objeżdżamy wyspę wynajętymi terenówkami. Docieramy do domniemanego grobu Homera, uczestniczymy w dorocznym festynie, na który zjeżdżają się mieszkańcy i jesteśmy świadkami „wielkiego greckiego wesela”. Tak, Grecy, zwłaszcza ci z Ios, potrafią się bawić.
Pora się zbierać. Nasza trasa powiedzie na Naksos, jedną z większych wysp Cyklad. To tam Tezeusz miał porzucić Ariadnę. Wpływając do portu, widzimy stojącą tu od 2,5 tys. lat potężną kamienną bramę do nieistniejącej już świątyni Apollina. Z Naksos ruszamy na odległą o niecałe 30 mil Mykonos. Naszym celem jest jednak Delos, sąsiadująca z nią maleńka wysepka, ze strzelistymi kolumnami, ruinami antycznych świątyń i kamiennymi ulicami. Niestety, u jej wybrzeży cumować nie można. Ale nie narzekamy. Samo Mykonos, w którym się zatrzymaliśmy, też jest interesującym miejscem. Choćby ze względu na oswojonego pelikana, który jest maskotką wyspy. Ptaszysko nie przejmuje się tłumem fotografujących go turystów, do którego zresztą sami należymy.
Mykonos to także gejowska stolica Cyklad. Na ulicach większość spotykanych przez nas par jest tej samej płci. Towarzystwo jest mocno międzynarodowe. Na morzu sztorm. Stoimy dzień dłużej. Czas zaczyna nas gonić. Jest środa, a w piątek musimy być z powrotem w Kalamaki. Nie będziemy czekać na poprawę pogody, decydujemy się na przeskok na Tinos. To taka grecka Częstochowa, z racji klasztoru i obrazu słynącego łaskami. Od portu do klasztoru prowadzi szeroka aleja, wzdłuż której rozłożony jest chodnik. Po nim, zgodnie z tradycją, pielgrzymi pokonują ostatnie metry swojej drogi na kolanach. Po obu stronach ciągną się stragany z dewocjonaliami, które – co tu kryć – są niezłym badziewiem. Podświetlane na kolorowo ikony i migające prawosławne różańce. A także pluszowe koty w kapeluszach! Czy mają jakieś znaczenie dla pielgrzymów? W Tinos wszystko jest możliwe.
W porcie poznajemy Dymitriosa. To miejscowy harbour master. Zgadza się na napełnienia zbiorników wodą (na Tinos woda w kranach publicznych jest zakręcana po 13.00). Po dwóch godzinach nadpływa „Penny”. Gdy wychodzili z Mykonos, ich kotwica zahaczyła o podwodny łańcuch i musieli prosić o pomoc nurka. Żeglarski pech.
To już prawie koniec rejsu. Następnego dnia zatrzymujemy się na Kei. Zatoka ta sama, ale nie taka sama. Aż trudno uwierzyć! Nie wieje, morze gładziutkie, słońce grzeje. Sielanka! Skaczemy do wody, nurkujemy, a wieczorem pontonami płyniemy do nabrzeżnej tawerny na ostatnią wspólną kolację.
Piątkowy powrót do Aten zaczynamy przed świtem. Chcemy ponapawać się widokiem wschodzącego zza wyspy słońca. Jacht w ciszy sunie po morzu. Zza grzbietu górskiego wyłania się coraz większa czerwona tarcza... Takie chwile utwierdzają mnie w przekonaniu, że ląd najlepiej wygląda z wody.

Bystra! – kierowca szarpie mnie za rękaw. Transport czeka. Z...

Słyszeliście o ski bums? To narciarscy włóczędzy. Kręcą się ...

Do 27 marca 2012 r. możesz głosować za pomocą SMS na najwybi...

Reklamy ośrodków narciarskich przypominają czasem te proszkó...

Te wyspy przemierzyłem wzdłuż i wszerz, zarówno prywatnie, podczas wakacji, jak i zawodowo.

Dźwięk wiatru w wantach zacumowanych łódek budzi we mnie tęsknotę za swobodą pływania. Za cel wybieram Szlak Wielkich Jezior, wyciszony po letnim zalewie turystów. Ruszamy z przyjaciółmi o świcie do Mikołajek.

Nikt nie daje tu wiary Homerowi, że grecka bogini piękna, miłości i pożądania była córką Zeusa i Diony. Na dowód pokazują punkt na mapie, który nazywa się Petra tou Romiou, popularnie – Skała Afrodyty, gdzie wyłoniła się z piany morskiej. Podróż po jej wyspie wypada więc zacząć od tego miejsca niedaleko Pafos. Wychodzimy z tunelu pod autostradą i wita nas kamienna plaża z kilkoma skałami zanurzonymi w lazurowym morzu.

Na cruiserze nawet zdeklarowany minimalista pokocha przepych.
Już 15 marca w siedmiu największych miastach Polski rusza 12. edycja Tygodnia Kina Hiszpańskiego, imprezy od lat pokazującej ...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.