Fiesta pod boską opieką

22 marzec 2009
Fiesta pod boską opiekąZdjęcia: Shutterstock

Zatłoczoną ulicą sunie gigantyczna figura Matki Boskiej. Za budką z lodami całuje się para nastolatków. Śpiewy procesji przeplatają się ze starym przebojem Dire Straits Romeo and Juliet.

Oszołomieni czerwonym winem gapie podnoszą głowy, gdy mija ich platforma z ukrzyżowanym Jezusem. W budce na rogu sprzedają cytryny posypane solą. Worek złota temu, kto znajdzie miasto większych kontrastów.

Serce Andaluzji często jest nazywane rajem. Z pewnością to raj nieco ekstrawagancki.Najlepiej tu przylecieć. Nie przyjechać, ale właśnie dotrzeć samolotem, żeby przed lądowaniem zapatrzyć się przez chwilę na granatowe wody Morza Śródziemnego wdzierające się w otoczone górami miasto. Przez ostatni rok z tej formy transportu skorzystało 12 mln turystów. Ciągną tu do rozgrzanych plaż, romantycznych legend z czasów Maurów i wspaniałych budowli rozsianych wzdłuż Costa del Sol, czyli Słonecznego Wybrzeża. To w pełni zasłużona nazwa, bo słońce świeci tu 320 dni w roku.

Malaga ma swoich wiernych i oddanych wielbicieli. Niektórzy, głównie Niemcy i Anglicy, zamiast korzystać z hoteli, od razu kupują domy i apartamenty. Trudno się dziwić, nadmorskie miasto ma w sobie coś z narkotyku. Kobiety są tu piękne, mężczyźni ogniści i eleganccy, a wino szybko wchodzi do głowy. Kuszą rozsiane wszędzie kawiarenki i restauracje. Metropolia nigdy nie zasypia. Nocą można więc szaleć, za dnia zaś wędrować w poszukiwaniu duchowej strawy. A tej nigdy tu nie braknie.

Malaga to Picasso. Picasso to Malaga. Czy to miasto mogło wydać kogoś przeciętnego? To raczej niemożliwe. Jeśli miasto jest niezwykłe, to i ludzie, którzy w nim mieszkają, muszą się wyróżniać. Duch geniusza malarstwa jest obecny niemal w każdym zakątku, na wejście do Museo Picasso czeka się czasami nawet dwie godziny. Nikogo to jednak nie zraża, podobnie jak restrykcyjne kontrole przy bramie. Żadnych komórek, aparatów, kamer, dużych toreb, obszernych kurtek. Łatwiej chyba wejść na lotnisko wojskowe, niż obejrzeć obrazy Mistrza. To ekspozycja dość nietypowa, jak wszystko w Maladze, i nie tylko ze względu na same obrazy. Tu pracują szaleni przewodnicy, których ambicją jest, żeby każdy turysta nie tylko Picassa podziwiał, ale też żeby go zrozumiał. Zwiedzający są więc zapraszani do dyskusji nad tym, co widzą i co chciał przez to powiedzieć artysta. Początkowo, nieco skrępowani, gapią się na awangardowe dzieła, szybko jednak zaczynają rozróżniać w barwnych plamach kobiece kształty. Uczą się także, które panie swego życia i dlaczego Picasso malował łagodnymi, okrągłymi ruchami, a którym nadawał ostrzejsze formy. Tutejsza kolekcja dzieł artysty liczy ponad dwieście oryginalnych prac. Każdy obraz to część jego życia – podobnie jak różne zakamarki miasta to miejsca, z którymi był mocno związany. W Museo-Casa Natal, rodzinnym domu malarza, można obejrzeć portrety, jakie tworzył, gdy miał zaledwie 15 lat. Nawet przeciwnicy Picassa uważający, że nie potrafił namalować konia, muszą pochylić głowę przed jego młodzieńczą, jak najbardziej realistyczną twórczością. Kto jej nie docenia, może podziwiać wspaniały renesansowy budynek, w którym mieści się muzeum. Jego najpiękniejsza część to zielone patio otoczone cienistymi krużgankami.

Pablo Piccasso to nie jedyne słynne dziecko Malagi. Tu urodził się także hollywoodzki gwiazdor Antonio Banderas. Jego rodzina ma restaurację, której... okna na siedem dni w roku stają się bezcennym przedmiotem pożądania.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Ostatnio czytali

  • tami
  • itchyfeet
  • Bartek
  • KasiK
  • justynaz1

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się