Niektórzy Ujgurzy wykorzystali okazję, jaką dawał ten napływ. W latach 80. XX w. w rozkwitającym Urumczi niejaka Rebiya Kadeer, praczka, rozbudowała swoją firmę, tworząc dom towarowy, który przekształciła później w międzynarodowe imperium handlowe. Stała się jedną z najbogatszych osób w Chinach i przykładem dla swoich rodaków – Ujgurka, o której pisywało azjatyckie wydanie Wall Street Journal i która spotykała się z takimi biznesmenami jak Bill Gates i Warren Buffett. Pani Kadeer jest symbolem sytuacji ekonomicznej Sinkiangu: w ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci XX w. PKB regionu wzrósł 10-krotnie.
Jednak znacznie większa liczba Ujgurów ucierpiała. Wielki biznes w Sinkiangu stanowi wydobycie ropy, lecz sektor jest kontrolowany z Pekinu przez państwowe firmy energetyczne. Wiele dobrych miejsc pracy w Sinkiangu to posady rządowe. Pracownicy łatwiej awansują, jeśli wstąpią do partii komunistycznej, co wiąże się z porzuceniem religii.
A większość Ujgurów tego nie zrobi. Rezultatem jest wybuchowa symetria: podczas gdy do regionu napływają osadnicy Han, Ujgurzy, nie mogąc znaleźć zajęcia w swej bogatej i rozległej ojczyźnie, migrują na wschód, aby pracować w fabrykach w zatłoczonych miastach na wybrzeżu.
W ciągu kilkudziesięciu ostatnich lat w całym Sinkiangu dochodziło do lokalnych aktów oporu, o różnej skali przemocy. W latach 80. ujgurscy studenci wywołali kilka incydentów, protestując przeciw brutalnemu traktowaniu ich przez policję. W 1990 r. na południe od Kaszgaru zajścia na tle ograniczania liczby urodzin przyniosły 50 ofiar śmiertelnych. W 1997 r. w mieście Gulja setki ludzi wzięło udział w marszu protestu przeciwko represjonowaniu praktyk islamskich; liczba ofiar jest nieznana. Nie brakuje też innych przykładów, łącznie z podkładaniem bomb w autobusach i zamachami.
Chiński rząd uświadomił sobie, że ma w Sinkiangu problem podobny do tego, jaki od dawna sprawia sąsiedni Tybet. Oprócz regulacji, jakimi objęto mashrapy – tradycyjne zgromadzenia – państwo monitorowało nabożeństwa w meczetach w obawie, że staną się one platformą dla dysydentów. Urzędnicy bagatelizowali te niepokoje jako dzieło pojedynczych „zbirów”. Na początku września 2001 r. Wang Lequan, sekretarz Komunistycznej Partii Sinkiangu, obwieścił, że „społeczeństwo jest stabilne, a ludzie żyją i pracują w pokoju oraz zadowoleniu”. Kilka dni później Pekin niespodziewanie zyskał potężne narzędzie propagandowe: 11 września.
Gdy Ameryka i znaczna część Zachodu rozpoczęły „wojnę z terrorem”, Chiny dostrzegły zmianę nastawienia światowej opinii publicznej i błyskawicznie zmieniły taktykę. 11 października rzecznik chińskiego MSZ określił Chiny mianem „ofiary międzynarodowego terroryzmu”. Potem rząd wydał raport o niepokojach w Sinkiangu, oskarżając o nie... Osamę bin Ladena.
Chiny poprosiły USA o wciągnięcie grupy separatystów ujgurskich na listę organizacji terrorystycznych, ale na początku spotkały się z odmową. W grudniu 2001 r. 22 Ujgurów schwytano w Pakistanie i Afganistanie, gdzie prawdopodobnie przechodzili szkolenie bojowe przed zamierzoną walką z chińskim wojskiem w Sinkiangu. Zostali pojmani przez łowców nagród, przekazani siłom USA i wysłani do Guantánamo. (Wiele lat później amerykański sąd miał nakazać ich zwolnienie). W sierpniu 2002 r. zastępca sekretarza stanu Richard Armitage udał się do Pekinu, aby omówić misję w Iraku. Będąc tam, ogłosił zmianę stanowiska USA: wojująca grupa Ujgurów, nosząca nazwę Islamski Ruch Wschodniego Turkiestanu, miała zostać uznana za organizację terrorystyczną.
Sercem ujgurskiej tradycji jest prastara stolica Kaszgar. Dziś jej Stare Miasto wygląda w znacznym stopniu tak, jak w czasach, gdy Marco Polo oglądał je po zejściu z górskiej przełęczy – labirynt przejść i zabytkowych domów z suszonej cegły, przypominający plątaninę ogromnych dziecięcych klocków. Na początku tego roku chiński rząd zaczął systematycznie burzyć Stare Miasto i przenosić mieszkańców do nowej dzielnicy na obrzeżach.
Ujgurzy nie mówią o tym publicznie w obawie przed więzieniem, ale pewien mieszkaniec starówki, Ahun, zgodził się porozmawiać ze mną w swoim domu. Spotkanie okazało się niełatwe, bo od wielu dni chodzili za mną funkcjonariusze chińskiej służby bezpieczeństwa.

Tydzień z Wielkimi Kotami! Oglądaj codziennie od poniedziałk...

Zapraszamy do zapoznania się z wynikami konkursu fotograficz...

Do roku 2050 liczba ludności świata ma dojść do dziewięciu ...

Czy Mieszko I był duńskim wodzem o imieniu Dago? Big Cats I...
Moja wypowiedź będzie długa i nudna. Napisał Pan to bardzo pięknie, obrazowo niemal można poczuć wiatr we włosach osób, o których Pan pisze. Ale… Jest to opis bardzo stronniczy, rozumiem że to zapis pańskich przeżyć. Jednak, wydaje mi się, pisząc ten artykuł kilkakrotnie przysłowiowo ‘strzelił sobie Pan w stopę’. Wydaje mi się trochę mało logiczne ukazywanie, któregokolwiek z tych trzech mężczyzn jako ofiarę, a robi to Pan przez manipulację swoim tekstem. “biegną w stronę chińskich sił. Ujgurowie kontynuowali szarżę. Zdałem sobie sprawę, że ci mężczyźni, biegnący ze swoimi zardzewiałymi mieczami, spodziewali się, że zginą. ”- ale to brzmi jak opis terrorystów właśnie. Ponieważ jeśli ktoś z premedytacją biegnie w kierunku drugiej osoby z mieczem po to by ją zabić i jest w stanie ponieść za to śmierć to właśnie zachowanie terrorysty, mniejszości, która próbuje narzucić swoje założenia większości. Gdybym była policjantką, a w moją stronę biegłby ktoś z ‘zardzewiałym mieczem’ to też bym do niego strzelała (obojętnie jakiej byłby narodowości) nie po to by zabić ale w obronie własnej, bo wizja bycia męczennikiem raczej by mi nie odpowiadała. Z resztą pisze Pan: „W grudniu 2001 r. 22 Ujgurów schwytano w Pakistanie i Afganistanie, gdzie prawdopodobnie przechodzili szkolenie bojowe przed zamierzoną walką z chińskim wojskiem w Sinkiangu.” To też pasuje do opisu terrorystów. Być może mamy rozbieżną definicję terroryzmu. „Ale na razie dla człowieka, który każdego dnia modli się o przetrwanie rodzinnego domu, żaden czyn nie jest zbyt desperacki.”- Jeśli ktoś decyduje się zabić drugą osobę to faktycznie nie jest desperacja tylko szaleństwo i nienawiść w czystej postaci. To też mnie zastanawia” Rzekomą przyczyną, dla której burzy się dzielnicę, jest to, że jako zbyt stara, nie przetrzymałaby trzęsienia ziemi.” Chociaż wydaje mi się bardzo znajome… typowo polskie – wszędzie podstęp, układ itp. To z tymi strasznie kiepskimi ‘funkcjonariuszami chińskiej służby bezpieczeństwa” też się trochę wpisuje w ten nurt. I zmiana imion, jestem przekonana, chińskie służby czytają każdy wpis na polskich forach. Ale jeśli faktycznie gliniane domki-klocki, runęłyby podczas trzęsienia ziemi to rząd chiński okazał by się niegodziwym sknerą, który nie chciał zbudować nowego osiedla i w ten sposób podstępnie wykorzystał okazję to zabicia mniejszości narodowej. I tak źle i tak niedobrze - to też typowo polska cecha. “kiedy w 1962 r. rząd doprowadził linię kolejową” to i rozwój gospodarczy, o którym Pan pisze to też straszna zbrodnia, pewnie gdyby nie ta kolej lub lotnisko to mógłby Pan tam nie dotrzeć lub dotrzeć z większym trudem. Hmm… I jeszcze to, jak Pan opisuje - liderka, też bardzo ciekawa historia. Pisze Pan, że żeby zrobić karierę trzeba, zapisać się do partii, wyrzec religii itp. Inaczej biznesu się nie zrobi. I ta dobra liderka zapisuje się do partii, staje się jedną z najbogatszych kobiet w Chinach (Oczywiście wszystko dla dobra własnego narodu. I ta okropna partia pozwala jej się dorobić? To naprawdę straszny kraj). Do tego na koniec „jej 11 dzieci” to dopiero ciekawe! Mniejszości etniczne i narodowe nie mają limitu dzieci, a Hanów to jednak obowiązuje, wydaje mi się to strasznie krzywdzące, ale mało kto chce to zauważyć. I jeszcze jedno, państwo tej grupy etnicznej/narodowej zniknęło z map za dynastii Qing (która był z resztą dynastią mandżurską, a nie Hanów). Z drugiej strony skoro mandżurowie wcielili to państwo do państwa chińskiego, można by się spodziewać, że po zmianie ustroju Chiny pragnęły by się znaleźć w tych samych granicach. Być może się czepiam, nie mam racji i wyciągam z tekstu fragmenty, ale czasami warto spojrzeć z innej strony i zastanowić się samemu, nie powtarzać tego to co powiedzieli nam inni. Być może to moja nadinterpretacja.
You can see the car parked far down the road and you walked toward it. "If God is our Father," you thought, "then Satan must be our cousin..." Why didn\'t anyone else understand these important things?...końcówka undertow- tool
Tu jurz to napisałem...
Myślę, że w samotności najlepiej się zastanowić nad samym sobą.Samotność pomaga zastanowić się nad samym sobą. Ja preferuję samotność póki co. Pozdrawiam, Daniel Gał.
Temat dobry o tyle, że nasza wiedza nie zamyka się tylko na Tybecie, ale to też tylko namiastek tego co się dzieje w Chinach. Takich jak Ujgurzy i Tybetańczycy jest wielu. Głównie w południowo-zachodniej i w północnej części Chin.
Taki jest świat.....
dobry.. pobudza do refelksji
Frapujący artykuł . ;)
Ciekawy artykuł. Nigdy nie słyszałem o Ujgurach. NG rozwija.

Walka była ich życiem – mieczem nawracali pogan. Z czasem s...

W czasach budowy budziła podziw swym rozmachem. Potem była ...

Polska to kraj ukrytych skarbów. Magia ich tajemnicy przycią...

Martwy słoń, samiec, leży na boku, z prawą nogą podkurczoną ...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
W związku z wejściem w życie 1 stycznia 2012 roku ustawy abolicyjnej Polska Akcja Humanitarna realizuje projekt, którego cele...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.