Przeciętny Polak o Angoli wie bardzo mało. Ba – może nawet nigdy o niej nie słyszał. Tymczasem jest to kraj czterokrotnie większy od naszego, potencjalnie jeden z najbogatszych rejonów świata. Są tam ropa naftowa, diamenty i żyzne ziemie, które gdyby były uprawiane, mogłyby wyżywić całą Afrykę.
Kiedy tam pojechałam po raz pierwszy, trwała wojna domowa, czyli w zasadzie – afrykański standard. Dlaczego wybuchła? Najpierw toczono walki o niepodległość przeciw Portugalczykom. Potem przerodziły się one w cha- os zbrojnych wewnętrznych waśni, w których poszczególne frakcje wspierane były z powodów ideologicznych przez zimnowojenne mocarstwa – ZSRR i USA. Cóż, trudno podzielić się władzą w kraju tak bogatym, tak pięknym i z tak wieloma możliwościami jak Angola.
Pracuję tu dla międzynarodowych organizacji pomocowych, bo długie lata wojny przyniosły ogromne straty we wszystkich dziedzinach. Dziś jest to jedno z najbiedniejszych państw świata, a każda jego prowincja ma ogromne potrzeby w zakresie infrastruktury technicznej i społecznej.
Najwięcej wiedzy o tym kraju dostarczają mi niedzielne spacery przez wioski do najbliższego kościoła. Mijam dzieci wołające za mną chindele (w lokalnym języku „biały człowiek”), kobiety sprzedające wzdłuż drogi gotowane na twardo jajka z sosem z ostrej papryki piri-piri. Kontempluję ospały spokój niedzieli. Za to po dotarciu do kościoła rozpoczyna się widowisko: śpiewy, tańce, bębny, składane na ołtarzu kury, banany, kosze ze słodkimi ziemniakami i niesamowita atmosfera wiary w lepsze jutro zmieszana z zapachem kadzidła rozsiewanego przez argentyńskiego księdza. Trudno opowiedzieć o Angoli w krótkim tekście, z konieczności będzie to zatem ciąg obrazów, które utkwiły mi w pamięci.
Caxito, prowincja Bengo
Wczoraj znowu strasznie lało. Tropikalna ulewa jest jak powódź – wiadro wypełnia się wodą w kilka sekund. Dach szybko przestał spełniać swoją funkcję – zaczął przeciekać i w dużym pokoju zrobiła się kałuża. Przyszło mi do głowy, żeby pobiegać po tym deszczu. Zawołałam więc moich podopiecznych z internatu i zaczęliśmy grać w piłkę nożną w wodzie i błocie po kolana. Chłopcy to uwielbiają. Nie mogli się nadziwić, gdy po półgodzinie pomarszczyły mi się palce u rąk od wody. Im się to nie zdarza.

Bystra! – kierowca szarpie mnie za rękaw. Transport czeka. Z...

Słyszeliście o ski bums? To narciarscy włóczędzy. Kręcą się ...

Do 27 marca 2012 r. możesz głosować za pomocą SMS na najwybi...

Reklamy ośrodków narciarskich przypominają czasem te proszkó...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
W związku z wejściem w życie 1 stycznia 2012 roku ustawy abolicyjnej Polska Akcja Humanitarna realizuje projekt, którego cele...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.