Tadżyccy policjanci zatrzymują samochody. Jeden z nich wychyla się z okienka i pyta kierowcę, skąd jestem. – Franse – odpowiada szofer w dari (pewnie ostatnio wiózł Francuza), a Tadżyk zapisuje numery wozu. Na ścianach posterunku wiszą kilimy z Ahmedem Szahem Massudem. Bohater sowiecko-afgańskiej wojny zginął w 2001 r., zabity przez agentów bin Ladena, ale Afgańczycy wciąż kupują jego fotografie, aby przykleić je na szybie auta lub postawić w oknie. Po obu stronach drogi rdzewieją sowieckie czołgi, BWP i wyrzutnie katiusz. W latach 80. zniszczyli je mudżahedini Massuda, kiedy Armia Czerwona aż sześciokrotnie bezskutecznie szturmowała dolinę. Im głębiej w nią wjeżdżamy, tym robi się bardziej zielono. Za wiszącym mostem, nad tarasowymi polami wyłania się pierwsza tadżycka wioska. Mężczyźni w czapkach pakolkach i tradycyjnym ubraniu szalwari kamiz siedzą przed glinianymi chatami, żując zmielony tytoń nawar. Kobiety znoszą na głowach chrust na opał. Widać podział obowiązków – założenie jest takie, że mężczyzna przestanie się obijać, kiedy przyjdzie mu bronić domu. Robotnicy w odblaskowych kamizelkach kładą nowy asfalt – jedyna w Pandższerze porządna droga prowadzi do budowanego mauzoleum Massuda. Powstaje ono w najwyższym miejscu doliny, na skale otoczonej szczytami Hindukuszu. Co roku 9 września, w rocznicę śmierci partyzanta, zjeżdżają tu tysiące jego wielbicieli i przedstawiciele władz. Na marmurowym grobie leżą świeże kwiaty, przed wejściem stoi jeden z byłych mudżahedinow Lwa Pandższeru – ubrany w wypłowiały kamuflaż, gładzi siwiejącą brodę i z ciekawością mi się przygląda.
W Kabulu zamachy, ofiary śmiertelne i dziesiątki rannych. Codziennie! Rano rozmawiam z rannymi w szpitalu wojskowym, kursuję z amerykańskim lekarzem po obozach uchodźców, a po południu idę do MSW przedłużyć wizę. Pułkownik Faez patrzy na wypełnione dokumenty i zwraca się do mnie czystym rosyjskim i łamanym polskim: Prisażywajties Towariszcz Miellier, Jak się ma Pan? Jest bardzo zadowolony, „bo może porozmawiać po rosyjsku z człowiekiem urodzonym w kraju przyjaznym ZSRR”. Opowiada, jak to Rosjanie dbali o Afganistan, że mieli koncepcję na wyciągnięcie kraju ze średniowiecznego zacofania. Później rozpływa się we wspomnieniach policyjnej szkoły we Lwowie,
którą ukończył tuż przed sowiecką inwazją. W jego gabinecie wiszą portrety dwóch osób, którym dziś salutuje, a dekadę temu udusiłby pewnie w kabulskich kazamatach MSW. Jeden przedstawia Hamida Karzaja – obecnego prezydenta, którego większość Afgańczyków uważa za marionetkę Amerykanów. Drugi pokazuje Massuda – afgańskiego bohatera i patriotę. Między portretami zdjęcie Kaaby w Mekce i muzułmańskie oko Proroka, które ma odstraszać demony i czuwać nad szczęściem. To ciekawe elementy w gabinecie człowieka uczonego w komunistycznej szkole milicji, że religia to opium dla ludu. Cała ta sytuacja wydaje mi się absurdalna: w kraju rządzą Amerykanie i ich koalicjanci zamknięci w bazach. „Ich” ludźmi są dziś byli komuniści. Największy sojusznik USA w regionie – Pakistan – przymyka oko na tysiące swoich wychowanków talibów, którzy z obozów szkoleniowych na jego terytorium wędrują przez nieszczelną granicę na wojnę z Waszyngtonem – sojusznikiem Islamabadu. Co więcej, talibowie strzelają do Amerykanów z broni, którą sprzedaje im afgańska policja.
Jako przyjaciel, wdzięczny za pomoc „o każdej porze dnia i nocy”, zamawiam w restauracji kolację (to take out) dla wszystkich mężczyzn z rodziny Khan na godz. 18.50, po ostatnim wieczornym wezwaniu muezzina do modlitwy. Poszczę razem z nimi. Ledwo to wytrzymuję. W zapylonym Afganie przez cały dzień nie piję nawet wody. Siedzimy na 300-letnich dywanach i słuchamy pięknej sufickiej muzyki o „miłości do życia i Boga” z telefonu komórkowego. Palimy mazar, najlepszy afgański haszysz. Popiół nie spada, dopóki się nie dopali do samego filtra jointa, którego roluje się, jak mówią Afgańczycy, w „śrubkę” – co może trwać godzinę... – Nie boj się o dywany – śmieją się ze mnie, bo co chwilę patrzę pod nogi – nawet żar im nie straszny, przetrwały 300 lat! – Dobrej nocy, bracia! – mówię i wychodzę po 23.00, czując, że nie mam aż takiej tolerancji na mazara jak „chłopaki”. Docieram do hotelu i włączam czarno-biały telewizor. „Czego się Wasza Miłość napije?” – słyszę słowa z polskiego fi lmu, co mnie zupełnie szokuje. Ku mojemu zdziwieniu giermek Kacper nalewa trunek pułkownikowi Dowgirdowi. Czuję błogość, ale jednocześnie jestem zmęczony zamachami, rakietami, ramadanem. Gapię się w telewizor z myślą, że nieprędko zawitają turyści do kraju, nad którym bezustannie gromadzą się czarne chmury. Po północy na miasto znowu sypią się rakiety. Co 20 minut otwieram okno i patrzę, gdzie spadły.
PS Dwa miesiące później sklep Attayallaha z dywanami, gdzie się codziennie spotykaliśmy, położony naprzeciw ambasady Indii, wyleciał w powietrze. Było 88 rannych i około 20 zabitych. Khanowie przebywali w tym czasie na wsi. A.M.

Z prądem, ale pod prąd – można powiedzieć o zmaganiach uczes...

Nowe miejsca najlepiej zwiedzać z ich mieszkańcami. Z tym że...

Religijny wymóg, ochrona przed męskim spojrzeniem, a może po...

W połowie drogi między Chinami a Paryżem. Nie tylko na mapie...

Główne skojarzenia z Iranem to: spokój, cisza i szacunek. Uderza mnie cisza podczas święta i jazdy autobusem, spokój w trakcie rozmowy i zwracanie się do innych ludzi z szacunkiem.
Specjalista w temacie Wschodu. Posiadacz irytującej opalenizny przywiezionej z licznych wypraw.
Alex (Gael Garcia Bernal) i Nica (Hani Furstenberg), amerykańscy 30-latkowie, to zagorzali backpackersi, wierzący w moc przyg...
Razem z ekipą BBC podążaj śladem dzikich zwierząt mieszkających w różnych zakątkach świata!
20 maja OTOP zaprasza wszystkich do udziału w ustanawianiu historycznego rekordu liczby osób obserwujących ptaki. W Ptasiej M...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.