Ciężar pragnienia

10 lipiec 2010



Obecnie WaterAid, międzynarodowa organizacja non profit, jedna z największych na świecie instytucji charytatywnych zajmujących się problemami wody i higieny, podjęła dzieło doprowadzenia wody do najbardziej zapomnianych miejsc Konso. Podczas mojego pobytu Water- Aid naprawiła pięć instalacji i utworzyła komitety wiejskie do zarządzania nimi. Prowadzono też prace nad ożywieniem trzech innych obiektów. W stołecznej lecznicy Konso zakładano system rynien na dachach budynków, by odprowadzać deszczówkę do krytego zbiornika. Zbierana tak woda jest uzdatniana i zużywana w placówce medycznej.

WaterAid pracuje również w takich wioskach jak Foro, gdzie nikomu wcześniej nie udało się wody doprowadzić. Zasadą jest łączenie tradycyjnych rozwiązań, takich jak budowa tam piaskowych – zatrzymujących i filtrujących wodę z opadów, która bez tego spłynęłaby bezużytecznie – z nową technologią, np. toaletami generującymi metan do wykorzystania w nowej kuchni osiedlowej. Innowacją jest to, że WaterAid technikę widzi jedynie jako część rozwiązania. Równie ważne jest włączenie miejscowej społeczności w budowę i utrzymanie nowych instalacji wodnych. Przed rozpoczęciem każdej inwestycji WaterAid zabiega o utworzenie lokalnego, siedmioosobowego komitetu WASH (water, sanitation, hygiene – woda, oczyszczanie, higiena). W każdym takim komitecie muszą się znaleźć cztery kobiety. To ciało pracuje z WaterAid nad planem przedsięwzięcia i angażuje wioskę w budowę, a potem zarządza obiektem.

Ludzie z Konso, którzy pielęgnują uprawy na tarasach wydłubanych z mozołem w zboczach gór, słyną z pracowitości i stanowią jeden z niewielu atutów prowincji w batalii o wodę. Mieszkańcy Orbesho własnymi siłami zbudowali nawet drogę, aby ciężkie maszyny wiertnicze mogły tam dotrzeć. Minionego lata w pobliskiej rzece zainstalowano pompę motorową, która napełnia zbiornik na szczycie góry. Woda spływa z niego rurami do wiosek na zboczu. Mieszkańcy tych osad dokładali się do finansowania przedsięwzięcia, przygotowywali beton, zbierali kamienie do budowy murów, a teraz kopią rowy pod rurociąg.

Jeżeli instalacja pompy jest problemem technicznym, to krzewienie higieny stanowi wyzwanie innego rodzaju. Wako Lameta jest jednym z dwu w Foro propagatorów higieny przeszkolonych przez WaterAid. Raczej nieśmiały, z pokerową twarzą staje przed domem Binayo i pyta jej męża, Guyo Jalto, czy mógłby sprawdzić kanistry. Jalto prowadzi go do chaty, gdzie są przechowywane, Lameta odkręca pojemnik i wącha. Z aprobatą kiwa głową – rodzina stosuje WaterGuard, środek do uzdatniania wody pitnej. Władze zaczęły rozdawać WaterGuard po ostatnim wzroście zachorowań. Lameta sprawdza również, czy rodzina ma latrynę i mówi o pożytkach z gotowania wody do picia, mycia rąk i kąpieli dwa razy na tydzień.

Wielu ludzi przyswoiło sobie nowe dla nich zachowania higieniczne, jest to jednak ciągła walka. – Kiedy mówię im, żeby używali mydła, odpowiadają zwykle tak: daj nam pieniądze, to sobie kupimy – wyjaśnia Lameta. Podobne bariery trzeba pokonywać, aby program był kontynuowany po wyjeździe ekipy pomocowej. WaterAid i inne organizacje, jak Water.org, CARE, A Glimmer of Hope, stoją na stanowisku, że zasadnicze znaczenie ma wprowadzenie opłat, zwykle w wysokości centa lub mniej, od kanistra. Wiejski komitet WASH zbiera pieniądze, by płacić za części zamienne i naprawy. Wieśniacy uważają jednak, że woda jest darem Boga. – Czy przyjdzie nam też płacić za powietrze, którym oddychamy? – pytają.

 

Woda i pieniądze to trudne połączenie. Pamiętny jest casus Boliwii, która w roku 1999 przyznała międzynarodowemu konsorcjum prawa do dostarczania wody i świadczenia usług sanitarnych w mieście Cochabamba na okres 40 lat. Narzucone przez monopolistę wysokie ceny doprowadziły do protestów, które spowodowały w końcu wycofanie się firmy i zwróciły uwagę świata na problemy prywatyzacji wodociągów. Ponadnarodowe kompanie, które działają dla zysku, nie są skłonne podłączać do swoich instalacji odległych gospodarstw wiejskich ani utrzymywać cen wody na niskim poziomie.

Jednak ktoś płacić musi. Chociaż woda tryska z ziemi, to rury i pompy, niestety – nie. Dlatego nawet publiczne przedsiębiorstwa pobierają opłaty. A często najwięcej kosztuje doprowadzenie wody dla tych, których stać na to najmniej – ludzi w odległych, słabo zaludnionych, dotkniętych suszą zakątkach świata. – Kluczowe jest to, kto decyduje – mówi Feath z Water Challenge. – W Cochabambie nikt nie rozmawiał z najbiedniejszymi. Rzecz nie została załatwiona przy otwartej kurtynie. – Pompa na wsi, zaznacza, to inna historia. Na poziomie lokalnym jest więcej powiązań między ludźmi wdrażającymi program i tymi, którzy uzyskują dostęp do wody. Mieszkańcy Konso, na przykład, są właścicielami pomp i oni mają je pod kontrolą. Wybrany komitet ustala opłaty, które idą na utrzymanie wodociągu. Nikt nie zabiega o zysk. Rolnicy mówią mi, że po paru tygodniach zrozumieli – cent za kanister to jest naprawdę tanio, dużo mniej niż to, co płacili poprzednio, nosząc wodę godzinami oraz tracąc czas, pieniądze i zdrowie z powodu chorób.

Jak odmieni się życie Aylito Binayo, jeśli nie będzie już musiała chodzić po wodę do rzeki? Daleko od Foro, głęboko w wąwozie, wydrążona jest studnia. Ma 120 m głębokości. Podczas mojej wizyty nie było tam wiele do oglądania. Na powierzchni dało się dostrzec jedynie betonowy boks i kępy kolczastych krzewów piętrzące się wokół. Ale oto co zdarzy się w marcu: motorowa pompa po raz pierwszy wypchnie wodę do zbiornika na górze, następnie grawitacja skieruje ją do kranów w okolicznych wioskach, w tym do Foro, gdzie znajdą się dwa publiczne kurki i łaźnia z prysznicem. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Aylito Binayo będzie miała dostęp do dobrej wody trzy minuty spacerkiem od domu.

Gdy proszę, by spróbowała wyobrazić sobie to łatwiejsze życie, zamyka oczy i rozpoczyna długą litanię obowiązków: będzie pomagać mężowi w polu, znosić trawę dla kóz, przyrządzać jedzenie, sprzątać zagrodę. Będzie wreszcie miała więcej czasu dla synów, zamiast zostawiać młodszych pod opieką nad wiek poważnego czterolatka na całe godziny. – Nie wiem, czy wierzyć, że to zadziała. Jesteśmy na czubku góry, a woda tam na dole – powątpiewa. – Ale jeśli zadziała, będę szczęśliwa. Pytam o nadzieje związane z przyszłością rodziny, a odpowiedź jest tak skromna, że łamie serce: przetrwać ten głodny czas, który przyniosła obecna susza, przetrzymać falę chorób – i mieć znowu to życie, jakkolwiek mizerne, które poznała wcześniej. Nie ma innych marzeń. Nigdy nie śmiała pomyśleć, że pewnego dnia życie może zmienić się na lepsze.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Materiały powiązane

  • Video

    Brzemię pragnienia

    Brzemię pragnienia

    Autorka zdjęć opowiada o wodnych niewolnicach. Kobiety noszące wodę w Etiopii, Tanzanii i Kenii.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-11-07 12:40

    Życie w Afryce jest bardzo ciekawe-ludzie tam umieją wszystko docenić, szkoda tylko, że kosztem umierania bezbronnych ludzi, którym np zaszkodziła brudna woda

  • Do moderacji
    2010-07-13 08:50

    ***SMUTNE***

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-07-10 12:03

    Poruszające. Szkoda mi ludzi, którzy codziennie walczą o "kropelkę wody", podczas gdy ja mogę mieć tych "kropelek" kilka... i to kiedy sobie zażyczę. To jest na prawdę straszne.

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się