Od chwili gdy przed operacją odłożył ostatnią w życiu lekturę, którą był Pan Tadeusz (poprosił żonę, aby mu przyniosła ulubioną książkę do szpitala), mijają prawie trzy lata. Przez ten czas napisano o Mistrzu setki esejów, artykułów, wspomnień, książek.
Uczona egzegeza jego twórczości jest dziś w światowym piśmiennictwie ogromna. Co mógłbym dodać?
Pamiętam, że było to po znakomitym wykładzie prof. Aleksandra Gieysztora, na którym, jak zawsze, zabrakło miejsc w sali. Podszedł do mnie smagły chłopak o roześmianych oczach i bujnej ciemnej czuprynie. Przedstawił się i zapytał: – To ty jesteś ten wilnianin, co przeniósł się do nas po pierwszym roku z Torunia? To będzie nas co najmniej dwóch z Kresów!
Ryszard był już wtedy najpopularniejszym studentem na roku. Nie zapomnę utkwionych w nim zachwyconych oczu koleżanek, gdy z aktorskim wyczuciem słowa i niezwykłym żarem deklamował na sali, w przerwie między wykładami, wiersze Mickiewicza i Majakowskiego. Mickiewicz, źródło polszczyzny, z którego czerpał, towarzyszył mu całe życie. Majakowski, jego „schodki” i onomatopeiczne frazy poetyckie, fascynowały wtedy wielu z nas:
…Skręcały tramwaje na most do giserni szyn wyślizganą krzywizną…
Kapuściński, podobnie jak całe pokolenie ówczesnych „pryszczatych”, potrzebował sporo czasu, aby wyzwolić się od fascynacji tą poezją. Wkrótce pochłonęło go dziennikarstwo. Potem, gdy 13 grudnia 1981 r. stan wojenny przerwał nagle jego reporterskie wyjazdy na inne kontynenty, wrócił do pisania wierszy. W tej poezji dopowiedział o swym pokoleniu urodzonym w czasach wojennej zawieruchy to, co nie dawało się wyrazić prozą.
Ty piszesz o człowieku w obozie
ja o obozie w człowieku
u ciebie druty kolczaste na zewnątrz
u mnie kłębią się wewnątrz każdego z nas...
Rysiek urodził się w Pińsku. W czasie wojny często bywał głodny. Groźne i fascynujące zarazem sceny wojenne zapadły w pamięć dziecka, na zawsze pozostały w jego wyobraźni. Front trzykrotnie przechodził przez 30-tysięczne miasteczko, którego ludność posługiwała się głównie językiem jidysz i białoruskim. Polskość to była nieliczna polska inteligencja, do której należeli oficerowie miejscowego garnizonu i nauczyciele gimnazjum. Wśród nich ojciec i mama Ryśka.
Człowiek kształtuje się całe życie, ale najważniejsze jest dzieciństwo. To spędzone w Pińsku i na pograniczu ukształtowało otwartość Ryszarda Kapuścińskiego na Innego. Na inne od naszego sposoby myślenia, kultury, wiarę i poglądy. Już jako pisarz światowej sławy w czasie spotkań z czytelnikami, z uczestnikami seminariów dla młodych dziennikarzy w Hiszpanii, Polsce i Ameryce Łacińskiej musiał często odpowiadać na pytanie: „Czy fascynowała pana wojna?”. – Nie – odpowiadał zazwyczaj. – Moja obecność na frontach wojen i rewolucji to była konsekwencja zawodu reportera, który wybrałem – mówił skromnie autor Wojny futbolowej i książki Jeszcze dzień życia. Ta ostatnia, reportaż z walk w Angoli w 1975 r., stała się w światowej literaturze uniwersalnym, wstrząsającym opisem wojny domowej. Ale wbrew temu, co twierdził Rysiek, wojna, którą przeżywał niczym przygodę, bez dorosłej świadomości, że i jemu może przynieść śmierć, pozostawiła po sobie rodzaj fascynacji. Może właśnie dlatego wojny i rewolucje są nieustannie obecne w jego pisaniu.
Kapuściński jako korespondent Polskiej Agencji Prasowej jeździł po całej Ameryce Łacińskiej. Czarna Afryka lat 60. i 70., gdy kolejne jej kolonie wybijały się na niepodległość, stała się jego domem. Był jednym z wybranego zastępu reporterów z czasów „dziennikarstwa uczestniczącego” epoki przedinternetowej, kiedy to instynkt i łut reporterskiego szczęścia były w tym zawodzie czymś niezastąpionym. Ryszard pojawiał się we właściwym momencie zawsze tam, gdzie działo się coś naprawdę ważnego. Jego korespondencje to autentyczne, pisane z miejsca wydarzeń relacje z kilkunastu rewolucji i wojen.

Tydzień z Wielkimi Kotami! Oglądaj codziennie od poniedziałk...

Zapraszamy do zapoznania się z wynikami konkursu fotograficz...

Do roku 2050 liczba ludności świata ma dojść do dziewięciu ...

Czy Mieszko I był duńskim wodzem o imieniu Dago? Big Cats I...
Darzę Kapuścińskiego ogromnym szacunkiem nie tylko za jego dorobek literacki ale przede wszystkim że pokazał świat takim jakim jest a nie takim na jaki jest kreowany. Potrafił dostrzec wielkość w prostych ludziach którzy najbardziej czują rzeczywistość, i któyrch ta rzeczywistość najbardziej dotyczy.
Kapuściński pisał świetne książki-artykuły---prostota,przekaz autentyczność-wszystko widziane jego oczyma przelał na papier zero zmian. A artykuł rewelacyjny
bardzo dobry, delikatny tekst o postawach Kap. po prostu czlowiek kresów- matka z Galicji nauczycielka, ojciec z kielecko/lubelskiego- na polskich kresacj koło Pińska nauczycielami po 1925 roku mogli być tylko nieznacznie przyuczeni- po 2 letnich seminariach nauczycielskich. Kap. to był " chłopiec wojny", tekst wyważony także w sprawach damsko-męskich.
Artykuł w NG skłonił mnie do sięgnięcia po książki bohatera tego artykułu. W tych lekturach urzekła mnie prostota, z jaką zostały oddane niezwykłe przeżycia korespondenta. Chyba każdy, kto interesuje się Światem, chciałby swoje życie przeżyć jak Ryszard Kapuściński.
Coraz mniej mamy Wielkich... Heban powalił mnie na kolana... Żal, ze nie będzie więcej...
fakt, że pani K. pracował dla polskiego wywiadu, nie ujmuje mu oczywiście talentu
czytałem dużo książek Ryszarda Kapuścińskiego, ale tak zwanym jednym tchem i musze wrócic do nich jeszcze raz. Pierwsze będzie Imperium...wspaniała lektura...szczególnie utkwiły mi w pamięci jego relacje z Afryki...
Przeczytałem prawie wszystko tego autora. Młodzieży, nie przepadającej za długimi tekstami, poleciłbym lapidaria. Refleksja R.Kapuścińskiego po rozmowie z pewnym studentem mniej wiecej taka: "Mówił o pobycie w Indiach i innych krajach - ja w jego wieku nie mogłem nawet o takich podróżach pomarzyć - opowiadał o przeczytanych ksiązkach, które w jego wieku znałem tylko ze słyszenia." Wystarczy na naszym forum poczytac o planach i dokonaniach podróżniczych współczesnych młodych ludzi - zawsze wtedy przypomina mi sie ten fragment Lapidariów.
Takie teksty pisane piękną polszczyzną zmuszają nas do chwili zastanowienia i własnych przemyśleń. Pewnie też sięgnę do Chrystusa z karabinem na ramieniu. Nie zapomnę o Szachinaszachu. Cesarz też należy do moich ulubionych.
Dzień dobry. Czytałem ksiązki i reportaże w tygodnikach zaraz po ich wydaniu, Kilka sytuacji, zdarzeń poznałem dopiero teraz po zapoznaniu się z tym tekstem ( np. przesyłka od premiera Portugalii, obóz wojskowy). Pewnie niedługo znowu sięgnę po Cesarza. Podziękowanie za tekst.

Martwy słoń, samiec, leży na boku, z prawą nogą podkurczoną ...

Choć serce cierpi na wiele dolegliwości – zastawki bywają ni...

Martwy słoń, samiec, leży na boku, z prawą nogą podkurczoną ...

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
W związku z wejściem w życie 1 stycznia 2012 roku ustawy abolicyjnej Polska Akcja Humanitarna realizuje projekt, którego cele...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.