Większość turystów przybywa tu, by zrealizować marzenia z lat młodzieńczych i wcielać się w rolę nieustraszonych podróżników ze swoich ulubionych książek. Teraz i ja stoję w miejscu, gdzie słodkie wody zlewają się w największą rzekę świata i postanawiam jak najszybciej wyruszyć na spotkanie przygody – w zieloną gęstwinę tropikalnego lasu. Wszystkich idących tym tropem ostrzegam jednak, że tutaj dżungla jest już oswojona – istnieje pełna oferta wycieczek, jedno- lub kilkudniowych, pod okiem doświadczonego lokalnego przewodnika.
Wracam jednak bardzo zadowolona, choć niemiłosiernie ubłocona. Deszcz, który zaskoczył naszą łódź, był tak gwałtowny, że miałam wrażenie, iż pada jednocześnie z góry, z boku i z dołu. Po drodze kilkakrotnie obserwowałam piękne rzeczne delfiny o różowej barwie. Poza nimi i piraniami w wodach Amazonki żyje największa słodkowodna ryba – pirarucú. Najlepiej smakuje przyrządzona według starej indiańskiej receptury. Świeżo złowioną i oprawioną rybę zawija się w palmowe liście i wkłada do gorącego żaru. Jeden z najpiękniejszych momentów nad Amazonką to właśnie ten, gdy parząc sobie palce gorącą rybą prosto z ogniska, słuchałam indiańskich opowieści o duchach lasu, tajemniczych zniknięciach i dziwnych gatunkach zwierząt.

A teraz stoję w porcie w Manaus i macham na pożegnanie Wilsonowi, który był moim przewodnikiem i opiekunem przez ostatnie dni. To on nauczył mnie strzelać z dmuchawki, za pomocą której Indianie polują na dzikie zwierzęta. Pokazał mi, jak w środku lasu uzyskać pitną wodę z magicznego indiańskiego drzewa palo da agua. Troskliwie opatrywał moje rany, gdy pokłułam się trującymi kolcami palmy. Z nim i jego rodziną nauczyłam się jeść farinhę, wszechobecną kaszkę z manioku.
Łódka dawno już zniknęła za horyzontem, a ja wciąż stoję, patrząc w dal. Rozglądam się po porcie. To tutaj zaczynają się i – niestety – kończą wszystkie wycieczki. Stąd można wybrać się w ponadtygodniowy rejs statkiem do Iquitos w Peru lub do Belém przy ujściu Amazonki do Atlantyku. Manaus zwane jest pływającym portem, bo może zmieniać swoje położenie zgodnie z poziomem wód rzeki, która potrafi przybrać nawet do 15 metrów w ciągu roku.
Wracając z portu, wpadam jeszcze na lokalny targ, gdzie między stertą pamiątek, dmuchawek, wysuszonych piranii i magicznych ziół leczących wszystkie dolegliwości piętrzą się sterty owoców o dziwnych kształtach i kolorach. Wybór oszałamia każdego. Siadam w lokalnej pijalni soków. Przez dobrych kilka minut studiuję ogromną tablicę z egzotycznymi nazwami. Wśród propozycji znajduję SuperC, czyli witaminową bombę w naturalnej postaci owoców cytrusowych. Można też spróbować soku z chlorofilu, zawierającego masę minerałów. Wybieram napój o energetyzującej nazwie Bomba Tropical. Delektując się wyborną, słodką i gęstą mieszanką pobudzających nasion guarany i acai, czytam ulotkę o ich niesamowitych właściwościach odżywczych.
I znowu cały dzień spędzam w samolocie, by dotrzeć do wodospadów Iguacu. Po drodze czeka mnie jednak niespodzianka. Samolot kołuje i powoli obniża swój lot. W oddali dostrzegam zarysy jakiegoś miasta. To Brasilia, futurystyczna stolica Brazylii. Na krótką wizytę najlepiej wykorzystać międzylądowanie samolotu, a trzeba wiedzieć, że wszystkie zatrzymują się w tym mieście.
Brasilia, stolica kraju od 1960 roku, powstała w samym środku wielkiej pustki w zaledwie 3 lata. Tony materiałów budowlanych transportowano tu samolotami. Powstało prawdziwe metropolis, nowoczesne miasto pozbawione ludzkiego ciepła i zieleni. W zderzeniu z monumentalnymi budynkami czuję się jak okruszek w przestrzeni międzyplanetarnej. Nade mną piętrzą się olbrzymie bryły dziwnych, wygiętych budynków. Wszystkie kpią sobie z prawa grawitacji. Niektóre jakby unosiły się na wodzie, inne wyglądają, jakby odwrócił je jakiś olbrzym. Autorem większości projektów jest Oscar Niemeyer, najsłynniejszy architekt Brazylii, nazywany architektem żelbetonu, kamienia i szkła. Jego budowle charakteryzuje linia krzywa i „wygięta jak u pięknej kobiety”.
Z ulgą uciekam z tego dusznego, a zarazem bezdusznego miasta. Za chwilę brazylijska Stolica Nadziei zostaje daleko z tyłu, a ja ruszam na samo południe, gdzie tuż przy granicy z Argentyną znajdują się wodospady Iguaću. Tak naprawdę większość tego cudu natury leży po stronie sąsiada, ale z Brazylii roztacza się najpiękniejsza panorama. Złośliwi mówią nawet, że to Argentyna organizuje show, a Brazylia tylko pobiera opłaty.
Gdy jadę lokalnym autobusem w stronę osławionych cataratas, już z daleka słyszę huk wody – niosący się nawet ponad 20 km – i widzę unoszącą się w powietrzu mgiełkę. Nie dziwi mnie, że pierwsi kolonizatorzy byli przekonani, że znajdują się na kraju świata. Dalej wszystko ginęło w przerażającej olbrzymiej kipieli, rozbryzgującej się tysiącem migoczących w słońcu kropelek. Gdy po raz pierwszy odsłania się przede mną widok na prawie 300 mniejszych lub większych kaskad, nie mogę uwierzyć, że  do roku 1916 były one częścią ogromnej prywatnej posiadłości.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2012-01-18 14:28

    Oj tak, Brazylia to podroz marzen! Milo bylo wrocic myslami do dzungli, faweli w Rio, kolorowej Bahii... Niezdecydowanym polecam krotka relacje ze zdjeciami z wyprawy do Brazylii na wlasna reke: http://brazylia.fototheka.pl.

Autor

  • Barbara Radwańska

    Barbara Radwańska

    Podróżnik, filmoznawca, tłumacz języka hiszpańskiego, znawca kultury latynoskiej. Od lat prowadzi wyprawy po Ameryce Południowej, od Wenezueli po Ziemię Ognistą.

Ostatnio czytali

  • tami
  • travelmati
  • DeTe

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się