Biblia króla Jakuba

9 marzec 2012
Biblia króla Jakuba

Ogłoszony drukiem 400 lat temu angielski przekład Biblii odcisnął swoje piętno na tym języku i uświęcał dobrą nowinę wolności osobistej. Żadnej innej księdze anglojęzyczny świat nie zawdzięcza równie wiele.

Przed torem do rodeo na niewielkim ranczu koło indiańskiego rezerwatu Nawahów w Waterflow w stanie Nowy Meksyk stoi Rome Wager. Otacza go grupa młodych kowbojów, którzy przybyli tu na tygodniowy kurs.

Wager ma pas spięty wielką klamrą i podkręcone sumiaste wąsy, a w lewej dłoni dzierży Biblię. Chłopcy odkrywają głowy, klękają i wieszają sobie kapelusze na kolanie. – Moje opowieści mogą zaczynać się nieporadnie, ale Pan poprowadzi mnie dalej – mówi brat Rome do klęczących.

Wager od pewnego czasu jest kaznodzieją baptystycznym, ale kiedyś dla zarobku ujeżdżał byki i dzikie mustangi. Rome Wager opowiada młodym słuchaczom o swoim bujnym życiu. Wychował się na ranczu w Dakocie Południowej; walczył na pięści, noże i broń palną. – No i chlałem na umór – podsumowuje.

Ale czegoś mu w kowbojskim życiu brakowało. Pewnego dnia, gdy za pijaństwo trafił do paki, wpadła mu w ręce Biblia. – Za kratkami zacząłem przeglądać Pismo i przeczytałem, że Bóg ma dla mnie mieszkanie w niebiosach, w domu Ojca [Jan 14:2]. I wpuściłem Boga do mego serca.

Słowa wypowiadane przez kaznodzieję zapisali w Anglii 400 lat temu ludzie w czarnych habitach, którzy nie mieli pojęcia o kowbojskiej dumie i zamszowych bluzach z frędzlami. Drugi list do Koryntian: Zatem jeśli kto w Chrystusie, jest nowym stworzeniem; stare rzeczy przeminęły, oto wszystko stało się nowe [2 Kor. 5:17].

Oto cud: Biblia króla Jakuba w działaniu. Słowa z podwójnie obcego kontekstu kulturowego – nie jest to bowiem tekst oryginalny, lecz przekład ze starożytnych manuskryptów zapisanych wiele stuleci temu i tysiące kilometrów stąd po grecku i hebrajsku. Dotarły w ten zapylony zakątek Nowego Świata, ale brzmią tak, jak powinny: podniośle, a równocześnie intymnie.

Nie trzeba być chrześcijaninem, by dostrzec siłę tych słów: prostych, a potężnych, dostojnych w brzmieniu, a głęboko emocjonalnych w oddziaływaniu. Biblia króla Jakuba wplotła się gęsto w tkaninę języka angielskiego. Jeśli ktoś mówi, że „strzeże czegoś, jak źrenicy oka”, że coś „jest starsze niż góry”, że ktoś „stoi u bram śmierci”, że czyjaś „mądrość sczezła”, że ktoś będzie „chrzczony ogniem” albo będzie „lizać pył”, że rzuca „perły przed wieprze” lub „kto bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem” – to chcąc nie chcąc mówi Biblią. Bogaci i ubodzy, przynieść czyjąś głowę na tacy, nocny złodziej, stać się śmieciem tego świata, zachować najlepsze na koniec, wdziać wór pokutny i posypać głowę popiołem, ulice brukowane złotem, ujść tylko z dziąsłami: to wszystko są wyrażenia przekazane przez tłumaczy, którzy dokonali przekładu 400 lat temu [część z przytoczonych tu biblizmów funkcjonuje tylko na obszarze języka angielskiego – red.].

Światowa kariera tej księgi – do dzisiaj wydrukowano ją w większej liczbie egzemplarzy niż jakiekolwiek inne dzieło w języku angielskim – zaczęła się w marcu 1603 r. Po długim panowaniu zmarła królowa Anglii Elżbieta I. Na tę właśnie chwilę czekał od dawna jej kuzyn i następca, król Szkocji Jakub VI. Szkocja była jedną z najuboższych monarchii europejskich, słabą i zacofaną. Anglia przeciwnie – cywilizowana, bogata i silna. Gdy Jakub usłyszał, że w końcu ma objąć tron Anglii, powiedział podobno, że czuje się „jak nędzarz (…), który dotarł do Ziemi Obiecanej”.

W XVI w. Anglia przeżywała przypływy i odpływy reformacji, bo jedni władcy zrywali z katolicyzmem, inni zaś do niego wracali. W rezultacie po kraju krążyły dwie konkurencyjne wersje Pisma Świętego. Tak zwana Biblia Genewska, ogłoszona drukiem w 1560 r. w Genewie przez grupę uczonych kalwińskich z Anglii i Szkocji, oparta była w dużej mierze na przekładzie Williama Tyndale’a, który to dzieło przypłacił wyrokiem śmierci za herezję w 1536 r. Biblię Genewską uwielbiali purytanie, ale przekład w wielu miejscach, zwłaszcza w przypisach na marginesie, miał wymowę antykrólewską, bo utożsamiał silną władzę monarchy z tyranią. Król Jakub cenił Biblię Genewską przede wszystkim za fachowość przekładu, nie mógł jednak pochwalać jej antymonarchicznego wydźwięku. Chcąc się przeciwstawić wpływowi Biblii Genewskiej, Kościół anglikański za rządów Elżbiety I wspólnym wysiłkiem kilkunastu biskupów stworzył pośpiesznie przekład, który wydano w 1568 r. z portretem samej królowej na karcie tytułowej. Nie ulega wątpliwości, że owa Biblia, zwana Biblią Biskupów, była prokrólewska. Jedyną jej wadą było to, że nikt nie chciał z niej korzystać. Bezpośredniość i rzeczowość Biblii Genewskiej biskupi zastąpili językiem mętnym i pełnym niejasności, za to pompatycznym. Egzemplarze Biblii Genewskiej, które przetrwały do naszych czasów, są zużyte od częstego kartkowania. Karty zachowanych egzemplarzy Biblii Biskupów z reguły pozostały nieskazitelnie czyste.

Takie właśnie rozdwojone dziedzictwo chciał król Jakub scalić, a uczynić to miała nowa Biblia. Podstawowe reguły nowego przekładu sformułowano w 1604 r.: żadnych budzących kontrowersje przypisów; język ma być zrozumiały dla ludu; tłumaczenie winno być wierne i ścisłe, wykonane z poszanowaniem warsztatu naukowego. W tym celu król zebrał solidną ekipę 54 uczonych dobranych z najróżniejszych kręgów, od purytanów po najwyższych dostojników Kościoła. Podzielono ich na sześć komisji, a każda miała przełożyć inną księgę Pisma Świętego.

Na tłumaczy władca wybrał wybitnych znawców języków oryginału, ale zadbał też o to, by byli to ludzie o dużym i zróżnicowanym doświadczeniu życiowym. I tak na przykład jeden z nich, John Layfield, miał za sobą walki z Hiszpanami w Portoryko. Inny, George Abbot, napisał wielokrotnie wydawany przewodnik po świecie. Hadrian a Saravia był pół Flamandem, pół Hiszpanem. Kilku innych świetnie znało Europę. Byli też w zespole uczeni arabscy. Dwaj tłumacze – William Bedwell i Henry Savile, uczony i dworzanin – byli doskonałymi matematykami. Z kolei alkoholik Richard „Dutch” Thomson, zwany „wiecznie pijanym Angliko-Holendrem” – błyskotliwym łacinnikiem. Wśród wybitnych ludzi Kościoła znalazł się John Overall, dziekan katedry św. Pawła, który ponoć tak często używał łaciny, że zapomniał angielskiego. Overall popełnił błąd życiowy: ożenił się z niezwykle ponętną panienką, a ta szybko go porzuciła na rzecz dworzanina mniej zaangażowanego w martwe języki, sir Johna Selby’ego. Sprawa nabrała rozgłosu i wkrótce londyńska ulica śpiewała o dziekanie drwiące piosenki.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowali�my dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się