Z czym kojarzy mi się to miasto? Hmm... szukam w głowie. Z bombami, piwem i Titanikiem.
Widać, że 30 lat doniesień mediów o zamieszkach w Irlandii Północnej zrobiło swoje. Bomby i zasieki to pierwsze i często jedyne skojarzenie z Belfastem. O tym, jak słabe i błędne wyobrażenie można mieć o jakimś miejscu, przekonuję się zaraz po przybyciu do stolicy Irlandii Północnej.
Jej sercem jest Cathedral Quarter - jedna z najstarszych i najbardziej wyróżniających się architektonicznie dzielnic. Idę wąskimi ulicami, mijając budynki w stylu wiktoriańskim, sklepy, puby, muzea i hotele. Dużo tu studentów (Belfast ma dwie uczelnie wyższe - Queen's University i Unive-rsity of Ulster). Przekonuję się, że to otwarte na turystów, tętniące życiem miasto, które stara się zapomnieć o Troubles (tak Irlandczycy nazywają zamieszki). Przechodzę obok redakcji Irish News i popołudniowego Belfast Telegraph. Docieram do Donegall Street i stojącej przy niej protestanckiej katedry św. Anny z 1906 r. (została wówczas konsekrowana), od której pochodzi nazwa dzielnicy.
W centrum dominuje 53-metrowa kopuła City Hall, ratusza zwanego "tortem weselnym". Belfast otrzymał go w 1906 r. z okazji przyznania praw miejskich przez królową Wiktorię. Renesansowy budynek nabiera szczególnej urody po zmroku, gdy jego mury z szarego wapienia oświetlają reflektory. Niestety, trwa remont (zakończy się w 2009 r.), więc zamiast podziwiać (bezpłatnie) włoskie marmury w holu i rzeźbione panele w sali posiedzeń rady miasta, oglądam pomniki otaczające ratusz. Na wprost wejścia stoi sama królowa Wiktoria, dalej posąg Edwarda Jamesa Harlanda - jednego z założycieli stoczni Harland and Wolf. W 1912 r. jej doki opuścił najsłynniejszy statek świata - Titanic.
Przy Waring Street moją uwagę zwraca imponujący budynek z kolumnami i rzeźbami z piaskowca. Ukończony w 1860 r., był siedzibą Banku Ulster. Dziś przed wejściem stoi bent-ley, w środku mieści się 5-gwiazdkowy hotel Merchant. Goście mogą tam zamówić najdroższy drink na świecie, Mai Tai, za 750 funtów. Tajemnica tej ceny tkwi w 17-letnim jamajskim rumie Wray and Nephew, którego jedna butelka (spośród sześciu na świecie!) znajduje się w tutejszym barze.
Z hotelu, patrząc na zachód, można dojrzeć Cave Hill. Ponoć kształt tych wzgórz zainspirował Jonathana Swifta do napisania powieści o podróżach Guliwera. Przyglądam się wzniesieniom, próbując zobaczyć leżącego olbrzyma. Pisarzowi z pewnością nie brakowało wyobraźni. Swift tylko przez jakiś czas mieszkał w pobliżu Belfastu, za to piosenkarz Van Morrison i C.S. Lewis, autor Opowieści z Narnii, tutaj się urodzili.
Idę w kierunku rzeki Lagan przecinającej miasto. Przy skrzyżowaniu Victoria Street i High Street stoi "krzywa wieża" Belfastu, czyli Albert Memorial Clock Tower z 1865 r. Gdy się jej uważniej przyjrzeć (zdobią ją lwy w koronach i motywy roślinne), rzeczywiście przechyla się w jedną stronę (odstaje od pionu o 1,25 m). To skutek budowania na grząskim gruncie.
Im bliżej rzeki, tym wyraźniej rzuca się w oczy Big Fish - 10-metrowy ceramiczny łosoś spoczywający na nabrzeżnym deptaku. Powstał w 1999 r., by upamiętnić oczyszczenie brudnych wód rzeki Lagan. Porzucam rybę, by obejrzeć przedziwną statuę przy Queen's Bridge. Dziewczyna z metalowych prętów stoi na kuli z brązu i wyciąga w stronę rzeki ręce z obręczą. To Harmony, pomnik wzniesiony w intencji zrozumienia, harmonii i nadziei. Mieszkańcy Belfastu nie omieszkali nadać mu kilku złoś-liwych przezwisk, np. Nuala with the Hoola (dziewczyna o imieniu Nuala z hoola-hop).
Z mostu królowej widać Waterfront Hall - nowoczesne centrum kulturalne i konferencyjne, zaś po drugiej stronie rzeki wznosi się gigantyczny kompleks kin, centrum edukacji, restauracji i sklepów zwany Odyssey.
Spacerując po mieście, przekonuję się, że Belfast to puby - w Cathedral i Queen's Quarter są ich dziesiątki. Nawet jeśli ulice są wieczorem pustawe, wystarczy otworzyć drzwi dowolnego pubu, by się przekonać, że miasto nie śpi. Oblężenie zaczyna się wieczorem, w piątki przedarcie się przez tłum czasem graniczy z cudem. Decyduję się na historical pub tour.
Redaktor Travelera. Pierwsza wyprawa na wschód i pierwsze zetknięcie z buddyzmem zrobiły na niej duże wrażenie.
Fundacja Viva! w porozumieniu z firmą Baj-Pros Eko informują, że rozpoczynają akcję „makulatura dla zwierząt”. Dzięki niej bę...
Pod patronatem National Geographic Polska ukazał się album fotograficzny: "Ptolemais zaginione miasto w Libii". Publikacja je...
Andora to jedno z najmniejszych państw na świecie znajdujące się w Pirenejach zaledwie 200 km od Barcelony na pograniczu Fran...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.