Wieczorem znów jestem w medinie, tym razem po to, by zjeść kolację i poznać marokański folklor. Dom, nijaki na zewnątrz, w środku przypomina pałac. Siedzę w sali bogato ozdobionej stiukami, kobiercami i mozaiką. Muzycy, tancerka brzucha, a nawet podbrzusza wirują po sali, zapraszając gości do wspólnej zabawy. W jednym z przedstawień zostaję czwartą żoną atrakcyjnego żydowskiego turysty. Gdy na stole pojawiają się słodycze, żałuję, że to koniec. Pocieszam się tym, że wkrótce zobaczę Marrakesz, najpiękniejsze miasto Maroka, oczko w głowie króla Muhammeda VI.
Zanim jednak to nastąpi, spędzam dzień w autobusie. Właściwie byłby on stracony, gdyby nie postój w lesie cedrowym rosnącym na wysokości 1 200–1 400 m. Wdycham przesycone olejkami eterycznymi powietrze i patrzę na 60-metrowe giganty. Cedry są tak cenne, że wycinać można tylko martwe drzewa. W lesie żyją makaki. Siedzą na gałęziach lub biegają i w ogóle nie boją się turystów.
Od godziny wypatruję charakterystycznego obrazka – palm wyrastających zza czerwonego muru, w którego tle majaczą potężne góry. Marrakesz to baśniowa metropolia znana z pięknych ogrodów, doskonałej kuchni, niezawodnej pogody i atmosfery wiecznej zabawy. To ostatnie zapewne nie spodobałoby się srogiemu emirowi Jusufowi ibn Taszfin, który w XI w. pokonał Atlas Wysoki i ze swoim wojskiem znalazł się w różowo-złotej dolinie. Przybył z misją niesienia nowej wiary i tu postanowił zbudować warowny zakon. Brakowało tylko wody. Zadbał o to sprowadzony
z Bagdadu genialny inżynier, który zaprojektował system kanałów sprowadzających wodę z Atlasu. Dzięki niej Marrakesz tonie w kwiatach. Każda zamożniejsza rodzina ma ogród, w którym rosną: figi, palmy, róże, jaśminy. W islamie ziemskie ogrody dają przedsmak wiecznego życia w raju. Przy meczecie Kutubijja, najwyższym i najstarszym w marrakeskiej medinie, zaczepiają mnie przedziwnie ubrani sprzedawcy wody. Nie radzę jej jednak kupować – pochodzi zapewne z pobliskiej fontanny. Pełnią oni funkcje reprezentacyjne i zarabiają na swoim wizerunku, utrwalanym przez turystów. Minaret meczetu Kutubijja, bliźniaczo podobny do wieży Hassana w Rabacie, ma 70 m wysokości i jest świetnym punktem orientacyjnym dla przyjezdnych. Wystarczy przedrzeć się przez wiecznie zakorkowaną ulicę, by stanąć na najsłynniejszym placu Maroka – Dżamaa al-Fna.
Jest potwornie gorąco. Po chwili uciekam do hotelu, a na plac wracam około 19.00. Cóż za zmiana! Z sennej atmosfery nic nie pozostało. Panuje taki tłok, jakby nagle wszyscy mieszkańcy postanowili udać się na zakupy w jedno miejsce. Tłum gęstnieje, o 20.00 osiąga apogeum. Tak jest codziennie przez cały rok. Otaczają mnie: zaklinacze węży, fakirzy, wróżbici, akrobaci, połykacze ognia, wszelkiej maści muzycy i tancerze, sprzedawcy afrodyzjaków, kurzych łap, zajęczych ogonów i innych preparatów wykorzystywanych do odprawiania tajemnych rytuałów. Czuję się jak na festiwalu teatrów ulicznych, z tym że tutaj wszyscy aktorzy postanowili występować jednocześnie. W przenośnych restauracjach można kupić: krewetki, ślimaki, coś, co przypomina smażone wołowe oczy i bardziej tradycyjne dania. W uliczkach odchodzących od placu znajduje się tradycyjny suk, gdzie można nabyć wszystkie wytwarzane w Marrakeszu towary. Postanawiam zafundować sobie hennę. Negocjuję cenę, wybieram wzór, a po dwóch minutach moja ręka przypomina dzieło sztuki. Jeszcze przez najbliższe dwa tygodnie będzie mi przypominało, że wakacje spędziłam w kraju o niezwykłym bogactwie oferowanych wrażeń.

Z prądem, ale pod prąd – można powiedzieć o zmaganiach uczes...

Nowe miejsca najlepiej zwiedzać z ich mieszkańcami. Z tym że...

Religijny wymóg, ochrona przed męskim spojrzeniem, a może po...

W połowie drogi między Chinami a Paryżem. Nie tylko na mapie...
Zastępca redaktor naczelnej National Geographic oraz Traveler. Od lat zafascynowana krajami arabskimi.

Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...


Na bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej jak przed 28 laty wiszą świ...

Chodzi na bosaka, ale tylko latem. Pstrokate koszule kupuje ...
Razem z ekipą BBC podążaj śladem dzikich zwierząt mieszkających w różnych zakątkach świata!
20 maja OTOP zaprasza wszystkich do udziału w ustanawianiu historycznego rekordu liczby osób obserwujących ptaki. W Ptasiej M...
Rusza nowy projekt Fundacji Jaśka Meli Poza Horyzonty - „Niepełnosprawni w górach – Razem na szczyty”.
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Dosłownie jak w tym starym polskim przysłowiu, pierwszego kwietnia padał na południu kraju śnieg i na przemian świeciło słońce. Plan jest jednak...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.