Baśniowe Maroko

22 marzec 2009


Wieczorem znów jestem w medinie, tym razem po to, by zjeść kolację i poznać marokański folklor. Dom, nijaki na zewnątrz, w środku przypomina pałac. Siedzę w sali bogato ozdobionej stiukami, kobiercami i mozaiką. Muzycy, tancerka brzucha, a nawet podbrzusza wirują po sali, zapraszając gości do wspólnej zabawy. W jednym z przedstawień zostaję czwartą żoną atrakcyjnego żydowskiego turysty. Gdy na stole pojawiają się słodycze, żałuję, że to koniec. Pocieszam się tym, że wkrótce zobaczę Marrakesz, najpiękniejsze miasto Maroka, oczko w głowie króla Muhammeda VI.

Zanim jednak to nastąpi, spędzam dzień w autobusie. Właściwie byłby on stracony, gdyby nie postój w lesie cedrowym rosnącym na wysokości 1 200–1 400 m. Wdycham przesycone olejkami eterycznymi powietrze i patrzę na 60-metrowe giganty. Cedry są tak cenne, że wycinać można tylko martwe drzewa. W lesie żyją makaki. Siedzą na gałęziach lub biegają i w ogóle nie boją się turystów.

Od godziny wypatruję charakterystycznego obrazka – palm wyrastających zza czerwonego muru, w którego tle majaczą potężne góry. Marrakesz to baśniowa metropolia znana z pięknych ogrodów, doskonałej kuchni, niezawodnej pogody i atmosfery wiecznej zabawy. To ostatnie zapewne nie spodobałoby się srogiemu emirowi Jusufowi ibn Taszfin, który w XI w. pokonał Atlas Wysoki i ze swoim wojskiem znalazł się w różowo-złotej dolinie. Przybył z misją niesienia nowej wiary i tu postanowił zbudować warowny zakon. Brakowało tylko wody. Zadbał o to sprowadzony
z Bagdadu genialny inżynier, który zaprojektował system kanałów sprowadzających wodę z Atlasu. Dzięki niej Marrakesz tonie w kwiatach. Każda zamożniejsza rodzina ma ogród, w którym rosną: figi, palmy, róże, jaśminy. W islamie ziemskie ogrody dają przedsmak wiecznego życia w raju. Przy meczecie Kutubijja, najwyższym i najstarszym w marrakeskiej medinie, zaczepiają mnie przedziwnie ubrani sprzedawcy wody. Nie radzę jej jednak kupować – pochodzi zapewne z pobliskiej fontanny. Pełnią oni funkcje reprezentacyjne i zarabiają na swoim wizerunku, utrwalanym przez turystów. Minaret meczetu Kutubijja, bliźniaczo podobny do wieży Hassana w Rabacie, ma 70 m wysokości i jest świetnym punktem orientacyjnym dla przyjezdnych. Wystarczy przedrzeć się przez wiecznie zakorkowaną ulicę, by stanąć na najsłynniejszym placu Maroka – Dżamaa al-Fna.

Jest potwornie gorąco. Po chwili uciekam do hotelu, a na plac wracam około 19.00. Cóż za zmiana! Z sennej atmosfery nic nie pozostało. Panuje taki tłok, jakby nagle wszyscy mieszkańcy postanowili udać się na zakupy w jedno miejsce. Tłum gęstnieje, o 20.00 osiąga apogeum. Tak jest codziennie przez cały rok. Otaczają mnie: zaklinacze węży, fakirzy, wróżbici, akrobaci, połykacze ognia, wszelkiej maści muzycy i tancerze, sprzedawcy afrodyzjaków, kurzych łap, zajęczych ogonów i innych preparatów wykorzystywanych do odprawiania tajemnych rytuałów. Czuję się jak na festiwalu teatrów ulicznych, z tym że tutaj wszyscy aktorzy postanowili występować jednocześnie. W przenośnych restauracjach można kupić: krewetki, ślimaki, coś, co przypomina smażone wołowe oczy i bardziej tradycyjne dania. W uliczkach odchodzących od placu znajduje się tradycyjny suk, gdzie można nabyć wszystkie wytwarzane w Marrakeszu towary. Postanawiam zafundować sobie hennę. Negocjuję cenę, wybieram wzór, a po dwóch minutach moja ręka przypomina dzieło sztuki. Jeszcze przez najbliższe dwa tygodnie będzie mi przypominało, że wakacje spędziłam w kraju o niezwykłym bogactwie oferowanych wrażeń.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Autor

  • Agnieszka Franus

    Agnieszka Franus

    Zastępca redaktor naczelnej National Geographic oraz Traveler. Od lat zafascynowana krajami arabskimi.

Ostatnio czytali

  • artur
  • tami
  • JoJo99
  • W.Wozinski
  • mitulin
  • Madzia
  • carmel
  • robin
  • pbw79
  • lysyk

Czytali także

Aktualności

Blogi NG

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się