NGT: Praca w fundacji Pod Sukniami jest rodzajem zadośćuczynienia? Pomaga pan rozwijać się niepełnosprawnym.
Romek Zańko: Absolutnie nie pomagam. Wiem, że zawsze jak to mówię, strzelam sobie gola, bo używanie haseł: „niepełnosprawni, pomoc, bieda” ułatwia zdobywanie pieniędzy. My tego nie robimy. Na co dzień muszę żebrać, żeby utrzymać fundację. Prowadzę galerię, jeżdżę po Polsce i szukam osób z nurtu sztuki naiwnej. Organizuję im wystawy nie dlatego, że są niepełnosprawni, tylko dlatego, że robią świetną sztukę. Jeśli dziennikarz w krótkiej notatce trzy razy powtarza słowo „niepełnosprawny”, to proszę go, żeby w ogóle tego nie pisał. My po prostu pokazujemy, że tacy ludzie są. Nie można robić sensacji z tego, że ktoś jest niepełnosprawny.
NGT: W jaki sposób pracuje pan ze swoimi podopiecznymi?
Romek Zańko: Robimy razem rzeczy różne, od wydawałoby się banalnych, jak wspólne gotowanie, po teatr, malowanie czy muzykowanie. Podczas warsztatów grupa zawsze nierówno gra na instrumentach. Pewnie mogliby nauczyć się grać równo. Ale po co? My, sprawni, zamiast skupiać się na ich nierównym graniu, powinniśmy nauczyć się dostrzegać emocje tych ludzi. Zauważyć ich pomysły, radość, siłę. I je docenić.
NGT: To wymaga pracy nad sobą.
Romek Zańko: Tak. Wszyscy się zmieniamy. I my, i oni.
NGT: Jak duże mogą to być zmiany?
Romek Zańko: Ogromne. Do pracowni od kilku lat przyjeżdża na wózku Eunika Wachuta. Powiedziała, że chce robić zdjęcia. Wymyśliliśmy projekt – profesjonalni, sprawni artyści z niepełnosprawnymi będą robić zdjęcia szczecińskich bram. Eunika ręce ma powykręcane tak, że gdy pierwszy raz chciała zrobić zdjęcie, dłoń do migawki wędrowała jej dwie minuty i nie trafi ała. Pracowała głównie z Adamem Ptaszyńskim. Dał jej stary aparat z szerokim obrazkiem. Dzięki temu mogła zobaczyć kadr z góry, a do ręki wziąć wężyk od migawki. Potem próbowaliśmy z aparatem małpką stawianym na desce. Różnie to wychodziło...
NGT: W fotografowaniu ważne jest kadrowanie...
Romek Zańko: Ujęcia Euniki z roku na rok są coraz lepsze. Ale najciekawszy był ten pierwszy etap, gdy uczyła się wyrażania własnej woli. Do tej pory zawsze musiała przyjmować, co jej podadzą. Fotograf radził jej, jak zrobić zdjęcie, a ona sama wskazywała obiekt. Dowiedziała się, że można w życiu wybierać.
NGT: Sam pan prowadzi fundację?
Romek Zańko: Tak, pomagają mi wolontariusze. Latem moi podopieczni jadą na turnusy rehabilitacyjne i mam czas na wyjazdy.
NGT: Jak pan to ogarnia?
Romek Zańko: Nie ogarniam. Jestem bałaganiarzem. W fundacji rzeczy organizacyjne leżą. Podobnie jak podczas moich wyjazdów. Ale ja w życiu stawiam na poznawanie ludzi. W fundacji jeżdżę do przysłowiowej zabitej dechami wioski. Tam ktoś niedoceniany przez najbliższych walczy z własnym ciałem i na skrawku papieru tworzy niesamowite rzeczy. Spotkanie z nim jest tak mocne i niesamowite, że aż ciary przechodzą. Z kolei podczas podróży, w takich Chinach na przykład, wszystkie miasta są takie same. Ktoś powie, że to nic ciekawego. A przecież tam są tysiące ludzi, każdy inny! Nieważne zabytki, stare, nowe, plastikowe. Uwielbiam te spotkania.
NGT: Ale czy takie krótkie kontakty z ludźmi na wyprawach nie są zbyt powierzchowne?
Romek Zańko: Z nich też można czerpać. Korzystam z chwili tu i teraz. Nie budowałbym jednak na nich jakiejś głębszej filozofii, bo mogą być złudne. Na podstawie jednego spotkania nie powiem, że ludzie w Azji są super szczęśliwi, bo byli uśmiechnięci. Mają swoje problemy, podobnie jak my. Jednak ta chwila spędzona razem jest bardzo cenna. Staram się przekazywać to Jonaszowi. Chyba już to załapał.

Z prądem, ale pod prąd – można powiedzieć o zmaganiach uczes...

Nowe miejsca najlepiej zwiedzać z ich mieszkańcami. Z tym że...

Religijny wymóg, ochrona przed męskim spojrzeniem, a może po...

W połowie drogi między Chinami a Paryżem. Nie tylko na mapie...

Lato prawie odeszło, dni coraz chłodniejsze, poprzednia podróż uwieczniona w książce... Nadchodzi czas na kolejne przygody. Na ostatni kontynent, który na mnie czeka – napisała na swojej stronie internetowej pod koniec września 2005 r., tuż przed wyruszeniem autostopem do Afryki.

Po skończeniu studiów odciął się od rodziny i przyjaciół, a swoje pieniądze przekazał na organizację charytatywną zajmującą się walką z głodem. Jeździł po całych Stanach Zjednoczonych, spał byle gdzie, często głodował.

Nieprzebyte lasy zamiast sieci autostrad, stada niedźwiedzi grizzly zamiast tłumów ludzi, walka z przyrodą o przetrwanie zamiast codziennego dojeżdżania do pracy paliwożernym samochodem. Alaska to jedno z ostatnich miejsc na świecie, gdzie natura utrzymała swą nienaruszoną okazałość. Tutaj biały człowiek, mimo że obecny od ponad 300 lat, jest tylko gościem.

Myśl o wyprawie chodziła nam po głowach od dłuższego czasu, ale ciągle coś nas trzymało na miejscu. Konflikt marzenia–rzeczywistość coraz bardziej narastał. W końcu postawiliśmy na marzenia. Zapadła decyzja: bierzemy dziekanki i jedziemy „Dookoła świata”! Jak? Autostopem! Najciekawiej i najtaniej – w tej kwestii nie było żadnych wątpliwości.
redaktor National Geographic
Alex (Gael Garcia Bernal) i Nica (Hani Furstenberg), amerykańscy 30-latkowie, to zagorzali backpackersi, wierzący w moc przyg...
Razem z ekipą BBC podążaj śladem dzikich zwierząt mieszkających w różnych zakątkach świata!
20 maja OTOP zaprasza wszystkich do udziału w ustanawianiu historycznego rekordu liczby osób obserwujących ptaki. W Ptasiej M...
Mieszkańców Śląska i wszystkich odwiedzających ten region w przyszły weekend, serdecznie zapraszamy do odwiedzenia w tym terminie Muzeum w Gliwicach....
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.