A gdzie są kangury? Prawidłowa odpowiedź na to pytanie zabrzmi w Australii niemal wszędzie. W nazwie Wyspa Kangura wyczuwam prowokację, ale właśnie tam teraz zmierzam. Z Townsville do Adelajdy leci się ponad dwie godziny. Samo miasto nie zachwyca, więc tylko tam nocuję. I skoro świt gnam w kierunku Cape Jervis, skąd odchodzi prom na wyspę. Dobrze, że wcześniej zarezerwowałem bilet z miejscem na samochód, a na dojazd do promu wziąłem dwugodzinny zapas. Droga ruchliwa, prom pływa kilka razy dziennie
i zawsze jest pełny. Zakładam, że wyspa, która jest tak blisko lądu (45 minut) i tak blisko dużego miasta (90 minut), będzie skomercjalizowana. No i ta nazwa – ciągle nie daje mi spokoju... Nadspodziewanie dobrze wypada pierwszy kontakt. Łagodne pagórki w nieodległym krajobrazie, leniwe tempo życia portowego Penneshaw zdają się zapraszać. Po paru kilo- metrach przekonuję się, że wyspa jest niemal dzika i właściwie można ją potraktować jak rozległy ogród zoologiczny. Ta trzecia co do wielkości wyspa Australii ma 150 km długości i ok. 50 km szerokości. Została odcięta od głównego lądu ok. 9500 lat temu, kiedy podniósł się poziom oceanów. Pierwszy biały człowiek, który tu dotarł, nie zastał na niej aborygenów, a ci z lądu głównego nazywali ją wyspą śmierci. Nie lepszą reputacją cieszyła się wśród białych – zasiedlili ją bowiem głównie piraci, dezerterzy, przestępcy i wszelkiej maści szumowiny szukające bezpiecznego ukrycia. Przez długi czas Wyspa Kangura była najciemniejszym miejscem Imperium Brytyjskiego. Później władze opanowały sytuację i postawiły na rozwój rolnictwa. Teraz produkuje się tu wino, sery, olejki eukaliptusowe i rozwija turystykę. Mój nos podpowiada, że trzeba tu spędzić przynajmniej trzy dni.
W Zatoce Fok (Seal Bay) nie dostrzegam kangurów, są za to liczne australijskie lwy morskie. Żyją tu od setek lat, od kilkunastu, w sile ok. 500 sztuk, pod bacznym okiem rangera. Aby wejść na plażę z fokami, trzeba kupić bilet i słuchać poleceń przewodnika, który nie spuszcza ze mnie wzroku i prosi, aby zachować odległość co najmniej 8 m od zwierząt. Jestem tu w porze, kiedy foki odpoczywają i nie przejawiają zainteresowania przybyszami; zwykle są to samice w towarzystwie swych pociech. Jedna z nich, mocno wychudzona foczka, zdaje się nie trafiać do swej matki, co dziwi nie tylko mnie. Podchodzi do kolejnych samic i próbuje dostawić się do ich sutka. Bez powodzenia. Za każdym razem odprowadzana jest dezaprobatą i syczeniem którejś z nich.
W końcu znika za wydmą. Ranger wyjaśnia, że kilka dni wcześniej maluch stracił matkę, prawdopodobnie w potyczce z rekinem. Teraz szuka pożywienia u innych. Dlaczego nie możecie jej pomóc? – pytam. – Takie przyjęliśmy reguły – nie ingerujemy w życie fok na plaży i w wodzie. To jest samoistny ekosystem, nasza praca polega na przeprowadzaniu badań i zapewnieniu maksymalnej ochrony przed człowiekiem.

Bystra! – kierowca szarpie mnie za rękaw. Transport czeka. Z...

Słyszeliście o ski bums? To narciarscy włóczędzy. Kręcą się ...

Do 27 marca 2012 r. możesz głosować za pomocą SMS na najwybi...

Reklamy ośrodków narciarskich przypominają czasem te proszkó...
Fascynacja pana Tomalika Australią jest bardzo duża; szczególnie daje się to odczuć na spotkaniu na żywo. Miałam przyjemność słuchać opowieści oraz oglądać slajdy na spotkaniu w maju br. we Włocławku. Dziękuję :)
Super opis. Bardzo mi się przydał do pracy do szkoły :).
Już 15 marca w siedmiu największych miastach Polski rusza 12. edycja Tygodnia Kina Hiszpańskiego, imprezy od lat pokazującej ...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.