Bobo i jej kompani grotołazi są dla TAG tym, czym wspinacze dla Parku Narodowego Yosemite. Jedni i drudzy w latach 60. XX w. nabyli umiejętności i zdobyli sprzęt, dzięki którym rekreacyjne hobby przenieśli na wyższy poziom. Marion Smith to jeden z pionierów eksploracji jaskiń TAG. Przez dekady spenetrował ponad 6500 grot i ze wszystkich ma szczegółowe opisy.
W odległości spaceru od domu Mariona jest 10 pieczar. – To powód, dla którego się tu przeniosłem – wyznał podczas pierwszego spotkania. Siedzieliśmy na ganku, sączyliśmy lemoniadę, a on – jak nakręcony – trajkotał o jaskiniach i speleologii. W trakcie tego monologu zauważyłem, że nosi na kostce zieloną nylonową pętlę. Bez przecinania nie dałoby się jej zdjąć. – Pętla tchórza – wyjaśnił. – Pewnego razu utknąłem w korytarzu zbyt niskim, by można było posuwać się dalej. Próbowałem się wycofać, ale okazało się za grząsko. Zapadałem się coraz głębiej. Wtedy zawołałem: „Ej! Chodźcie tu i wyciągnijcie mnie za pętlę tchórza”.
Penetracja podziemnego świata TAG to nie tylko walka ze skałami i błotem, ale też z wodą. Smith wraz z dwójką kumpli udzielił mi takiej lekcji w jednej z mokrych jaskiń, przez które przepływa rzeka. Prognoza pogody zapowiadała ulewy. Gdyby deszcz lunął akurat nad nami, moglibyśmy zostać uwięzieni w zalewanej jaskini. Smith zdecydował, że jednak ruszymy w głąb, a jeśli wody zacznie przybywać, wespniemy się pod strop najwyższej komory i tam zawiśniemy, nie tracąc nadziei.
Po trzygodzinnej wędrówce korytarzami wymazanymi błockiem o kolorze i konsystencji czekolady dotarliśmy do uskoku. Jego pokonanie wymagało sprzętu wspinaczkowego. Nikt dalej nie przeszedł. Zamocowanym zjazdem obok naciekowych draperii – utworzonych z tego samego kalcytu, który buduje stalaktyty i stalagmity – dotarliśmy do innego, niższego tunelu, gdzie wody i błota było jeszcze więcej. Dalej rozciągał się labirynt niezbadanych korytarzy. Zdecydowaliśmy się na eksplorację.
Po jakichś 120 m dziewiczego korytarza doszliśmy do rozpadliny w spągu. W świetle lamp w dole zalśniła woda. Zejście było jednak trudne. Podekscytowany zgłosiłem się na ochotnika. Zapierając się plecami o jedną ścianę, a kolanami o drugą, w mało finezyjny, ale skuteczny sposób zsunąłem się szczeliną do lodowatej wody. Nie namacałem gruntu, więc mimo braku pianki zacząłem płynąć, ale im dalej, tym mniej niezalanej przestrzeni pozostawało mi nad głową. W końcu musiałem przechylać twarz na bok, by zaczerpnąć powietrza. Czarna jak atrament woda sięgała ust. Nurkowałem, obmacując ściany w poszukiwaniu przejścia. Gdy się wynurzałem, waliłem głową o strop i zamiast odetchnąć, zachłystywałem się wodą.
– Znaczy wiesz już, że łażenie po jaskiniach TAG nie jest dla osób małych duchem – usłyszałem potem od po sztubacku rozbawionego Smitha. – Jeśli chcesz znać prawdę, większość jaskiń jest paskudna. Nie ma w nich wspaniałych naciekowych draperii, kryształów ani żadnych zachwycających formacji, które widuje się na fotografiach. Zawsze jednak szukamy i czasem… natrafiamy na coś wyjątkowego. W 1998 r. Smith dokonał w TAG odkrycia ćwierćwiecza. Za ciasnym przewężeniem w jaskini Rumbling Falls otwarła się przed nim otchłań. Snop światła czołówki grzązł w mroku. – Zacząłem upuszczać kamienie i odliczać sekundy – wspomina Smith. – Doliczyłem co najmniej do 4, a to oznaczało, że przede mną była 60-metrowa przepaść.
Wówczas jeszcze nie wiedział, że odkryli salę Rumble: ok. 100 m wysokości od stropu do spągu i 1,5 ha powierzchni. Ta komora może zostać uznana za największą we wschodniej części USA i drugą co do wielkości w całym kraju.
Uwięziony w Jaskini Jaguara w końcu ochłonąłem. Nie miałem innego wyboru, jak tylko leżeć i czekać, aż „ujdzie ze mnie powietrze”. Odzież tak przesiąkła potem, że ślizgała się po mnie. Z trudem przesunąłem klatkę piersiową do przodu wewnątrz kurtki i nagle przeleciałem na drugą stronę zwężenia.

Tydzień z Wielkimi Kotami! Oglądaj codziennie od poniedziałk...

Zapraszamy do zapoznania się z wynikami konkursu fotograficz...

Do roku 2050 liczba ludności świata ma dojść do dziewięciu ...

Czy Mieszko I był duńskim wodzem o imieniu Dago? Big Cats I...
Tam gdzie spotyka się południowo-wschodnia Wenezuela, Gujana i północna Brazylia rozciąga się kraina nazwana przez biogeograf...
Jeszcze tylko 7 dni, do wtorku 31 stycznia 2012 r. do godz. 24.00, poprzez stronę www.alpinus-miejodwage.pl można zgłaszać pr...
W związku z wejściem w życie 1 stycznia 2012 roku ustawy abolicyjnej Polska Akcja Humanitarna realizuje projekt, którego cele...
Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...
Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.