Ameryka od podszewki

28 lipiec 2010


W ciągu 30 minut posunąłem się może o 1,5 m. Zlewał mnie pot, ręce miałem obolałe. Już chciałem się wycofać, gdy szpadel trafił w pustkę. Gorączkowo poszerzyłem otwór i wytknąłem przezeń głowę. Przed sobą miałem trójkątną norę. Nagły wyrzut adrenaliny sprawił, że próbowałem do niej wpełznąć, ale się zaklinowałem. Teraz, zakleszczonego niczym szczur w gardle węża, ogarnęła mnie panika. Przyszło mi na myśl, że rezygnując z „tacy”, żywcem się pogrzebałem.

Próbowałem opanować emocje, ale moje myśli nadal krążyły wokół milionów ton skał nad głową. Wprawdzie mówiono mi, że jaskinie rzadko się zawalają, ale przecież właśnie jestem u dołu zawału, w miejscu, gdzie najwyraźniej strop komory runął. Spróbowałem uspokoić oddech, bo także i o tym mi powiedziano: hiperwentylacja tylko powiększa objętość płuc, co sprawia, że w korytarzu robi się jeszcze ciaśniej. No właśnie.

Grotołazi nie są zwyczajnymi ludźmi. – Nie cierpię na klaustrofobię – mówi Kristen Bobo. Zapada zmierzch, siedzimy w bujanych fotelach na trawniku przed jej domem w Cookeville (Tennessee). – 15 cm wolnej przestrzeni przed nosem to dla mnie komfortowa sytuacja – dodaje ze śmiechem. Kristen, 160 cm wzrostu i 46 kg masy ciała, trzy lata z rzędu wygrała w swej kategorii wiekowej i wagowej zawody w przeciskaniu się. Sztuczny zacisk jest nieodłącznym elementem wszelkich grotołazich festynów. Dwie płyty ze sklejki umieszczone jedna nad drugą, niczym chleb w kanapce. Odległość między nimi reguluje się w półcentymetrowych odstępach. Bobo potrafi się przecisnąć przez szczelinę 16-centymetrowej szerokości.

Mimo kasku, rękawic, nałokietników, nagolenników, nakolanników i wzmocnionego kombinezonu Jaskinię Jaguara opuściła odrapana i posiniaczona. – To normalne – mówi. – Grotołazi zbyt się angażują w przejście, by zaprzątać sobie głowę drobiazgami. Jaskiniową gorączkę widać w naszych oczach.

Bobo, która spenetrowała ponad 700 jaskiń, cierpi, gdy widzi wyrządzone w nich zniszczenia. W 2001 r. była w grocie, w której stalaktyty i stalagmity celowo i bezmyślnie poutrącano. – Zniszczono setki okazów, które formowały się przez miliony lat. Siadłam i szlochałam. Człowiek z jakiegoś powodu ma potrzebę niszczenia – kontynuowała ze smutkiem. – W mikroklimacie jaskiń żyją rzadkie, bardzo wrażliwe organizmy, niespotykane nigdzie na świecie. No i jest jeszcze aspekt archeologiczny, jak to widzieliśmy w Jaskini Jaguara.

Weszliśmy do niej przez utrzymywany w tajemnicy otwór wysoko w lesie. Najpierw 10-metrowy zjazd po linie, potem zsuwanie się nierównym żlebem do pierwszego z wielu przejść. Potem jeszcze korytem bystrej, podziemnej rzeki. Brodziliśmy w 30-centymetrowej głębokości wodzie, a Bobo wskazywała na rozmaite okazy tutejszej fauny. Tu jaskiniowy świerszcz, białawy i kanciasty niczym kościotrup, tam – jaskiniowa ryba, 2,5-centymetrowa biała zjawa, jeszcze w innym miejscu oślizła salamandra, czarna jak węgiel.

W obszernym korytarzu, na piaszczystych brzegach rzeki mogliśmy obejrzeć tropy dwóch jaguarów uwięzionych tu 35 tys. lat temu. Jeszcze ważniejsze z historycznego punktu widzenia są 274 ślady stóp pierwotnych ludzi, odkryte w części jaskini nazwanej Aleją Aborygenów. Ocenia się, że pochodzą sprzed 4500 lat i są najstarszymi znanymi śladami człowieka jaskiniowego w całej Ameryce Północnej.

Swoje ślady pozostawili tu, niestety, także intruzi świeższej daty. Mimo że tropy prehistorycznego jaguara otoczono kamieniami i taśmą, ktoś celowo większość z nich zadeptał. Główne wejście do jaskini ryglują obecnie stalowe wrota, pierwsze, jakie Bobo pomagała zainstalować. Epifania z 2001 r. – o potrzebie chronienia jaskiń – odmieniła jej życie. Zapisała się na kurs spawania, potem zaczęła terminować u Roya Powersa, projektanta pierwszych bram do jaskiń. Dziś sama jest czołowym amerykańskim wytwórcą takich wrót. Na zlecenie władz stanowych, federalnych i organizacji zajmujących się ochroną środowiska wykonała ponad 50 zabezpieczeń, w tym największe na świecie: stalową zaporę 25-metrowej szerokości i 10-metrowej wysokości, zamykającą dostęp do jaskini Rocheport w hrabstwie Boone (stan Missouri) aż do czasu powodzi sprzed kilku lat.

  1. Do ulubionych
  2. Drukuj

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2011-12-19 15:57

    A dziś będę, ale w internecie popołudniu...

  • Do moderacji
    2011-12-19 15:54

    Będę tam niedługo

  • Do moderacji
    2010-08-01 03:33

    Super artykulik :)))))

Autor

Aktualności

Blogi NG

  • LosWiaheros

    Bangkok to zjawisko. Niektórzy mówią, że to „miasto z dreszczykiem” myśląc o jego nocnym obliczu. Dla mnie osobiście Bangkok będzie miastem z ...

  • LosWiaheros

    Najbardziej turystyczna wyspa Tajlandii + najbardziej popularna plaża na tej wyspie + najbardziej "kurewska" ulica przy tej plaży = ...

Forum

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się