Pod koniec lat 90. talibom, dysponującym 110 tys. fanatyków, opór stawiał już tylko wspierany przez Iran i Rosję Sojusz Północny Masuda. Fundamentaliści błyskawicznie podbijali resztę kraju i wprowadzali prawo koraniczne. Kobiety zasłonili burkami, za używanie internetu, puszczanie latawców czy słuchanie muzyki groziły surowe kary. Cudzołóstwo, homoseksualizm oraz handel narkotykami karano śmiercią. Równocześnie talibowie tolerowali na kontrolowanym przez siebie terytorium produkcję heroiny, która szła w świat.
Prześladowania etnicznych i religijnych mniejszości sięgnęły zenitu. W zamieszkanej przez mniejszość chazarską prownicji Chazaradżat talibowie wywołali sztuczny głód. Ich minister kultury Kwadratullah Dżamal osobiści rozbijał młotem figurki przedstawiające Buddę w kabulskim Muzeum Narodowym.
W 2001 r. „rozstrzelali” z czołgów dwa gigantyczne starożytne posągi Buddy w Bamjanie.
Jednocześnie talibowie eksportowali swoją rewolucję – szkoleni przez nich fundamentaliści siali zamęt w poradzieckiej Azji Środkowej, muzułmańskiej części Chin, Pakistanie i indyjskim Kaszmirze. Docierali także do Czeczenii, Afryki Północnej, a nawet na Filipiny – wszędzie tam, gdzie islamiści chcieli obalać rządy i budować muzułmański kalifat.
Wreszcie największe zaniepokojenie społeczności międzynarodowej budziło tolerowanie przez talibów na swoim terytorium obozów szkoleniowych Al-Kaidy Osamy bin Ladena – weterana wojny afgańsko-sowieckiej.
9 września dwóch terrorystów przysłanych przez bin Ladena przybyło do doliny Pandższeru. Podając się za algierskich dziennikarzy, dotarli do kwatery Ahmeda Szaha Masuda. Gdy zdetonowali ładunek ukryty w kamerze, eksplozja śmiertelnie raniła Lwa Pandższeru.
Dwa dni później 19 zamachowców samobójców zaatakowało Amerykę. Zginęło 3 tys. niewinnych ludzi. Do zamachu z nieskrywaną satysfakcją przyznał się Osama bin Laden, niegdyś wspierany przez USA, a teraz walczący z obecnością wojskową Amerykanów w krajach Zatoki Perskiej. Mułła Omar postawił na szali autorytet talibów i odmówił wydania banity, który był jego gościem i sponsorem.
Zraniona Ameryka postanowiła dać talibom nauczkę. Siły lądowe Sojuszu Północnego wraz z lotnictwem amerykańskim rozgromiły talibów. Jak za dawnych czasów zebrała się Loja Dżirga – rada delegatów wszystkich prowincji. Po opanowaniu Kabulu na tymczasowego prezydenta wybrano Pasztuna Hamida Karzaja, a do kraju przybyło kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy sił NATO. Członkowie koalicji zajęli się odbudową kraju. Polowanie na bin Ladena i Omara trwa. Wojska armii rządowej i koalicji kontrolują miasta. Na prowincji wciąż ogromnym problemem pozostają jednak talibowie przenikający afgańsko-pakistańską granicę.
Dzisiejszy Afganistan mimo waśni zmienia się dynamicznie. Najprężniej rozwija się stolica, do której prowadzą nowe drogi. Kabul powstaje z gruzów. Przybysze z Pandższeru wznoszą osiedla na malowniczych wzgórzach wokół miasta. Centrum – tzw. Shahrenau – tętni życiem, buduje się centra handlowe, aluminiowo-szklane domy weselne. Chicken Street zaczyna przypominać inne krzykliwe, spowite dymem kebabów targowe dzielnice Azji Środkowej. Wieczorami coraz więcej neonów rozjaśnia ulice. Gdzieniegdzie w podwórkach parkują toyoty land cruisery i nissany pajero – znak, że obok jest bar dla obcokrajowców, gdzie można wypić szklankę whiskey czy piwo – nie do pomyślenia w czasach talibów.
Jednocześnie podczas ostatniego pobytu miałem wrażenie, że to tak charakterystyczne poczucie własnej wartości zaczyna się zmieniać. Tak jak Afgańczycy 20 lat temu gotowi byli oddać gościowi ostatnią miskę ryżu, tak teraz, kiedy w kraju działają setki pozarządowych organizacji charytatywnych, nauczyli się nie dawać, ale brać. Wydaje się, że pomoc „przemysłu charytatywnego” wywołuje szkodliwą psychologię uzależnienia, psychologię Trzeciego Świata, której wcześniej nie było.

Majestatyczne lasy Borneo znikają wśród dymu i trocin. Sławn...

Po katastrofie z 11 marca 2011 r. w japońskiej elektrowni a...

Miesięcznik „National Geographic Polska” i empik Junior zapr...

Wędrując po zatopionym statku od komnaty do komnaty, odkrywc...
Artykuł przeczytałam, naprawdę ciekawy, aczkolwiek zastanawiam się czy nikt od 2009 roku nie zauważył, że to wcale nie lord Curzon wyznaczając granice Afganistan rozdzielił Pasztunów? Linia Curzona to była, owszem, ale pomiędzy Polska a Rosja. Afganistan i Pakistan dzieli "linia Duranda" ustalona w 1893 od nazwiska Henryego Mortimera Duranda sekretarza spraw zagranicznych Indii Brytyjskich.
Bardzo dobry artykuł.
Specjalista w temacie Wschodu. Posiadacz irytującej opalenizny przywiezionej z licznych wypraw.

W czasach budowy budziła podziw swym rozmachem. Potem była ...


Coraz mniej rybaków z Rowów wypływa „na dorsza” w morze. Jes...

Noc była burzowa. Wśród błyskawic i huku piorunów pięcioro p...
Alex (Gael Garcia Bernal) i Nica (Hani Furstenberg), amerykańscy 30-latkowie, to zagorzali backpackersi, wierzący w moc przyg...
Razem z ekipą BBC podążaj śladem dzikich zwierząt mieszkających w różnych zakątkach świata!
20 maja OTOP zaprasza wszystkich do udziału w ustanawianiu historycznego rekordu liczby osób obserwujących ptaki. W Ptasiej M...
Przepraszam za wszystkie złe myśli. Szczególnie po akcji z kostkami lodu, Tajowie nie byli najbardziej uśmiechniętym narodem w moich oczach. Kraj ...
Dosłownie jak w tym starym polskim przysłowiu, pierwszego kwietnia padał na południu kraju śnieg i na przemian świeciło słońce. Plan jest jednak...
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.